Dlaczego opublikujemy fakty związane z Przedszkolem Karmelki, Parafią MB z G. Karmel i Kurią
Drohiczyńską?

Autor blogu: Stanisław Wojeński, filolog i nauczyciel

Drodzy Państwo, wasze pytania, uwagi i opinie na temat faktów związanych z motywami, okolicznościami i postawami duchowieństwa i osób świeckich zaangażowanych w przejęcie przedszkola Karmelki i podporządkowanie go doraźnym potrzebom parafii i duchowieństwa oraz na temat faktów dotyczących postaw i działań osób broniących edukacyjnej misji, formatu i jakości tego przedszkola... będą uwzględniane w miarę publikacji niniejszego blogu.

Zasadniczym jednak jego celem będzie przedstawienie najobiektywniej jak to tylko możliwe dokumentów, kalendariów, komentarzy, felietonów i innych form literackich ujawniających prawdziwe oblicza wydarzeń i protagonistów oraz innych aktorów gorszącej, szkodliwej i krzywdzącej grabieży i zawłaszczenia Przedszkola Karmelki przez kurię drohiczyńską i jej proboszcza, ks. Domirskiego, w celu bezwzględnego żerowania na tym pięknym i szlachetnym dziele edukacyjnym, w oddany sposób, do 13 lipca 2017, służącym mieszkańcom Bielska Podlaskiego i okolic.
Równocześnie informujemy, że na czas publikacji niniejszego blogu zawieszamy większość treści stanowiących archiwum przedszkola Karmelki zarządzanego przez jego założycielkę i dyrektor p. Lucynę Wojeńską do dnia jej upokarzającego i krzywdzącego usunięcia przez urzędników kurii drohiczyńskiej za pośrednictwem proboszcza ks. Z. Domirskiego, a więc do dnia 13 lipca 2017 . Treści te są jednak przechowywane i będą mogły być dostępne po spełnieniu misji niniejszego blogu.

Dlaczego opublikujemy szczegóły oburzających bezeceństw, szalbierstw i załgań osób duchownych i świeckich, podyktowanych chciwością, zawiścią i obskurantyzmem, nie spodziewając się przecież ani wprowadzenia Czytelników w dobre samopoczucie, ani zainspirowania nadzieją na lepsze jutro dla nich i ich dzieci, ani - niestety - umocnienia w miłości, mądrości i dobroci zinstytucjonalizowanego Kościoła?

Czyż ’sługa Boży’ zbytnio zainteresowany pieniędzmi i sprawami materialnymi nie przestaje w istocie służyć Bogu (Łuk. 16, 13-15) i nie jest nazywany ‘bałwochwalcą’ (Efezjan 5,5-7)?. Co więcej, taki ‘kapłan’ pożądający dóbr, do których pozyskania w niczym się nie przyczynił, a wydziera je pracowitym bliźnim, czyż nie jest w istocie złodziejem i ‘sługą Beliala’/diabła? (por. 1 Samuela 2,12-17) Wreszcie, taki ‘dostojnik’, który pożądliwie zawłaszczając środki materialne dotkliwie krzywdzi tych bliźnich, choćby w swym rozboju chował się za fasadą prawa, a zawiść i żądzę zemsty ubierał w szaty stosownej odpłaty, czyż nie staje się gorszycielem odstręczającym ludzi od Boga (Rzymian 2,19-24; Mat. 18,7), czyż nie ściąga na siebie Jego ‘przekleństwa’ i potępienia (Izajasza 10,1-3; Lamentacje 3,58-66; Jeremiasza 22,13-17; Micheasza 2,1-3), czyż się nie wyklucza z ‘Bożego Królestwa’ (1 Koryntian 6,10)? Czy zatem należy milczeć – nie szkodząc dobru publicznemu – o osobie publicznej, a więc i kapłanie, który pod osłoną autorytetu (swego lub mocodawców) chciwie i bez opamiętania wyzyskuje bliźniego, ograbia z dorobku, upokarza, zniesławia, by w końcu wyrzucić go precz (przy czym kolejność bezeceństw nie ma tu większego znaczenia; por. 2 Samuela 13,12-19; Mat 23,13-17)?

W dniu 6 listopada 2017 ok. 10.15 rano złożyłem wizytę w Przedszkolu Karmelki, zapowiedziawszy wcześniej smsem chęć zobaczenia ks. Domirskiego. W kancelarii przedszkola usiadłem naprzeciwko księdza. Rozmowie przysłuchiwały się dwie ‘panie dyrektor’ (Halina Bernaśkiewicz i jej siostrzenica Aneta Syed). Zapytałem księdza, czy p. Bernaśkiewicz jest pracownikiem przedszkola. Potwierdził. W rozmowie z nim (a raczej w monologu, bo ten milczał przez większość czasu) przedstawiłem powody, dla których zmuszony jestem ujawnić wszystkie szczegóły związane z haniebnym przejęciem przez niego przedszkola, niegodziwe potraktowanie zasłużonej dyrektor-założycielki, nikczemne kulisy tych działań, w tym rolę kurii drohiczyńskiej, pasożytniczy charakter przejęcia szlachetnego dzieła wychowywania małych dzieci w celu wykorzystania go jako beneficjum proboszczowskiego, mającego pokrywać niemałe wydatki parafii... Z gorzkim wyrzutem wspomniałem o jego działaniu pod osłoną ‘zaleceń’ ks. biskupa T. Pikusa, któremu ‘spodobało się’ mianować ks. Domirskiego dyrektorem (choć w istniejącej sytuacji nie miał takich uprawnień), nie troszcząc się zupełnie o podanie jakiegokolwiek uzasadnienia (bo prawdziwego nie wypadało podawać), ani o to, jak ‘zutylizować’ dotychczasową legalną dyrektor, założycielkę tego dzieła, do którego powstania i rozwoju ani on, ani jego aktywni w ‘zaborze’ doradcy nie przyłożyli palca. Teraz przedszkole, kontynuowałem, jest ‘żerowiskiem’ proboszcza, który dla ciągnięcia większych zysków obniżył pensje personelowi (o jedną trzecią), a podwyższył opłaty rodzicom, ale zatrudnia 2 ‘panie dyrektor’, których 2 pensje z pewnością przewyższają pojedynczą byłą pensję wyrzuconej przez niego p. Lucyny Wojeńskiej. Jeżeli do tych 2 pensji doliczymy ‘beneficjum’ samego ‘dyrektora’ Domirskiego, którego dostęp do finansów przedszkolnych ogranicza jedynie jego poziom lęku przed karą za defraudację publicznych pieniędzy (ale ten jak dotąd nie jest zbyt wielki, bo za przedszkolne pieniądze ksiądz znów zatrudnia kościelnego, a wiadomo jest nam też i o innych, niebagatelnych wydatkach z kasy przedszkolnej), to koszt ‘zarządu’ przedszkolem w nowej ‘Domirskiej’ odsłonie jawi się zatrważająco. Zgrozy sytuacji przydaje fakt, iż przedszkole pozbawione jest profesjonalnego nadzoru pedagogicznego, nie ma też kompetentnego nauczania języków obcych. Nie ma zajęć dla dzieci ze specjalistami, np. umuzykalniająco-rytmicznych, logopedycznych. Poziom wyraźnie poszedł w dół, ciągnąłem, i choć nauczycielom, wyraźnie też w nowej ‘odsłonie’ pokrzywdzonym, nie brakuje umiejętności i profesjonalnego ‘rozpędu’, ich motywacji nie da się utrzymać na poprzednim poziomie i na opłakane skutki tego nie trzeba będzie długo czekać.

Jakie zatem powody ujawnienia kulis tych niesprawiedliwości podałem teraz ks. Domirskiemu?

Po pierwsze – mówiłem księdzu – postępuję zgodnie z zaleceniami Pana Jezusa (takimi prawdziwymi, uzasadnionymi i opartymi na najszlachetniejszych motywacjach) zawartymi w ewangelii wg św. Mateusza 18, 15-18.  Wyczerpałem możliwości zawarte w dwóch pierwszych ścieżkach pogodzenia się z ‘bratem, który zgrzeszył przeciwko mnie’, tj. kiedy upominałem ks. Domirskiego, przekonując indywidualnie oraz w ograniczonym gronie świadków (np. nauczycieli przedszkola Karmelki) o potrzebie porzucenia zgubnych planów względem przedszkola, a przede wszystkich szkodliwych uprzedzeń, które krzywdziły przedszkole i osoby zaangażowane w jego działanie i rozwój. Ale nawet kiedy już, mimo mojej twardej argumentacji, dokonał rzeczy najgorszej i zwolnił p. Lucynę (a należy dodać, że w tym samym dniu miał zamiar zwolnić i mnie, ale przeszkodził mu fakt mojego pobytu na urlopie, a następnie, aż dotychczas, na zwolnieniu lekarskim), nie przestałem żywić nadziei na pojednanie zgodnie z Jezusowym zaleceniem. Do kategorii ścieżki 1. i 2. zaliczam również moje próby uzyskania niewielkiej koncesji ze strony ks. Domirskiego polegającej na powierzeniu mi grupy starszaków (których zgodnie z planem i tak miałem uczyć wespół z p. Renatą Sęk w lokalu wynajętym przez p. dyrektor Lucynę Wojeńską). Skoro ksiądz, jak wszem obwieszczał, miał mnie zwolnić (prawdopodobnie z równie fikcyjnych, a może jeszcze bardziej absurdalnych powodów niż te, które wręczył z wypowiedzeniem pracy p. dyrektor Lucynie Wojeńskiej), propozycja moja przejęcia owej grupy i założenie na jej bazie jednooddziałowego przedszkola była nader cywilizowanym kompromisem uzyskania przez niego pożądanego celu, a mi dawała sposobność uzyskania (po zwolnieniu z przedszkola) godnego zajęcia odpowiadającego, choć w skromnym wymiarze, mojemu pedagogicznemu doświadczeniu i pasjom, obu zaś stronom (a zwłaszcza mi, bo tylko ja miałem prawdziwy powód do urazy) dawała szansę przejścia nad animozjami do porządku oraz poprzez przykładną koegzystencję dania świadectwa wielkoduszności i siły przebaczenia. W rozmowie telefonicznej przeprowadzonej 19 lipca 2017 ks. Domirski wyraził poparcie dla tego pomysłu, mówiąc, że wolałby utrzymać przedszkole wyłącznie w murach poklasztornych i chętnie pozbyłby się takiej eksterytorialnej grupy. Miał oddzwonić po konsultacji z kurią. Nie oddzwonił...(najprawdopodobniej konsultanci z kurii, wśród nich zaś eminentnie ks. K. Mielnicki, uświadomili księdzu, że utracone dotacje i wpłaty rodziców na dwudziestkę dzieci uszczuplą perspektywę zysków...). Jeszcze raz próbowałem, 07 września 2017, z dość desperacko brzmiącą propozycją, mianowicie, by umożliwił mi zawarcie umowy najmu z właścicielem lokalu, gdzie w ‘eksterytorialnym’ oddziale przebywa wspomniana wcześniej grupa starszaków, na rok szkolny 2018/2019. Właściciel nie mógł zawrzeć ze mną na ten rok umowy, bo jest związany dwuletnią umową z księdzem. Ja zaś nie mając lokalu odpowiadającego przepisom bhp nie mogłem zarejestrować własnej działalności edukacyjnej. I znowu ksiądz, w słowach, nie miał nic przeciwko temu, gdybym na bazie obecnych 2 grup 5-latków utworzył jednooddziałowe przedszkole dla starszaków (6-latków w 2018/19). Jedna grupa 6- latków byłaby w przedszkolu Karmelki. Drugą, ok. 15-osobową, prowadziłbym ja w ‘swoim’ przedszkolu. I znowu, ksiądz nic nie zrobił, by zadośćuczynić tak minimalnym potrzebom osoby stojącej wobec widma bezrobocia i to na skutek krzywdzących działań, których przeprowadzenie ksiądz jawnie zapowiadał. Arogancję i brak skłonności do szczerego pojednania przejawił ksiądz również 29 września 2017 na pierwszej rozprawie sądowej (Sąd Rejonowy w Białymstoku, wydział Pracy i Ubezpieczeń Społecznych), na której wskutek stronniczej sztuczki ze strony sędziego SSR T. Kałużnego nie doszło w istocie do rozpoznania sprawy, z powodu ‘niewłaściwego określenia strony pozwanej’, choć sędzia mocno parł na ‘dogadanie się obu stron’ (sprawę tę i jej groteskowy przebieg opiszę w oddzielnym tekście). Ponieważ sprawy sędzia nie chciał rozpoznawać, a ksiądz nie brał pod uwagę postulatu p. Lucyny Wojeńskiej, czyli przywrócenia jej do pracy, rzecz obracała się wokół ‘kwot ugody’. Na ekwiwalent rocznej pensji (suma poniżej 60 000 zł brutto) ksiądz nie chciał się zgodzić. Proponował jednomiesięczne wynagrodzenie wraz z listem dziękczynnym za piękną pracę w przedszkolu. Brzmiało to jak szyderstwo i zakończyło się brakiem ugody (z perspektywą dalszych wycieńczających procesów sądowych, z których wszakże nie wolno zrezygnować). Jasne się stało, że pozostała już tylko 3 ścieżka, o której mówi Jezus (Mat. 18,17), ‘doniesienie Kościołowi’, a więc ogółowi wiernych w sferze publicznej. Może wtedy go ruszy sumienie...? Jeśli nie, Jezus każe takiego zatwardziałego i butnego grzesznika traktować ‘jak poganina i celnika’, czyli człowieka nieczystego, o najgorszej reputacji... Publikacja ‘grzechu’ ks. Domirskiego i jego mocodawców, tudzież sprzymierzeńców, ma więc na celu ostatnią próbę doprowadzenia ich do skruchy i zmiany postępowania. Jeśliby ktoś zarzucał takiemu rozumowaniu naiwność, może należałoby się z tym kimś zgodzić i zaniechać tak motywowanego działania, gdyby nie 2 inne powody...

Po drugie więc – wskazałem księdzu – ludzie wierzący mają prawo wiedzieć, kim są ci, którzy są kreowani na ich pasterzy, duchowych doradców i mentorów. W istocie ten aspekt społeczny jest jeszcze ważniejszy od powyższego, mającego bardziej osobisty charakter (choć i tam chodzi o dobro wielu ludzi i dzieła, od których pomyślności zależał jednak sens i jakość naszego życia, tj. mojej małżonki, p. Lucyny Wojeńskiej, i mojego, Stanisława Wojeńskiego), bo w grę wchodzą tu interesy wielu zwykłych ludzi, i to te najważniejsze interesy, związane z odpowiedzią na pytanie, jak żyć, żeby być szczęśliwym, komu zaufać, jaki wzorzec postępowania przyjąć, jakimi kryteriami się kierować w doborze celów, treści i środków (realizacji treści i osiągania celów życia).

Komentując nieco szerzej to, co powiedziałem wtedy księdzu, chciałbym zwrócić uwagę na znany fakt, iż człowiek jako istota społeczna z natury nie jest samowystarczalny i potrzebuje współpracy z innymi ludźmi, ich wskazówek, formujących go interakcji z nimi, inspiracji do transcendencji, wychodzenia poza swoje biologiczne ograniczenia, osiągania samorealizacji w treściach w pełni testujących jego rozumną naturę i człowieczeństwo... I podobnie jak powinniśmy unikać hochsztaplerów i naciągaczy w dziedzinie leczenia ciała, manipulatorów i szarlatanów od zdrowia psychicznego, demagogicznych i łgarskich hucpiarzy angażujących energię społeczną dla promowania siebie i swojej elity, wydrwigroszy i nabieraczy sprzedających ‘cudowne’ i ‘uszczęśliwiające’ produkty użytku codziennego, oszukańczych pasożytów i pijawek apelujących do litości i niespokojnego sumienia, tak tym bardziej powinniśmy się mieć na baczności przed tymi, którzy obłudnie łączą te wszystkie blagi, a równocześnie mienią się nauczycielami zbawiennej nauki i życia w łasce Bożej; koicielami chorych, cierpiących, umierających...; wspomożycielami strapionych...; pośrednikami Bożej łaski, oczyszczania z grzechów, przywracania wewnętrznego spokoju; szafarzami ciała i krwi Pana...

I tak jak dobrze znamy prezydentów, ministrów i zwykłych parlamentarzystów, którym dzisiaj nikt nie zaufa, bo zostali obnażeni jako aroganccy kłamcy, aferzyści i publiczni szkodnicy, tak też bez znaczenia jest wysokość hierarchicznej rangi zwodniczego manipulanta, obłudnika i zdziercy ukrywającego się za szatą ekscelencji księdza biskupa, najdostojniejszego oficjała kurialnego czy najczcigodniejszego księdza proboszcza... Wszystkie osoby publiczne, a zwłaszcza te, których usługom przypisuje się największe dobro, powinni być transparentni, wolni od zarzutów podważających ich uczciwość, zgodność ich deklaracji z czynami, w szczególności zaś ich wiarę w Chrystusowy wzorzec człowieka miłości, miłosierdzia i przebaczania.

‘Szafarz łask Bożych’ nie może się też okazywać nieczułym na takie wartości społeczne jak jakość wychowywania młodych pokoleń, która żadną miarą nie może być narzędziem do realizacji innych celów. Nie można arbitralnie obniżać poziomu opieki i kształcenie małych dzieci, na które w sposób celowy Państwo polskie (a dodatkowo i rodzice), kierując się dalekowzrocznie dobrem i jakością egzystencji swoich obywateli (swego potomstwa), wydaje ściśle odliczone na realizację tego celu pieniądze (pieniądze podatników). Takie pozbawianie instrumentów rozwoju dzieci jest zwyczajnym obskurantyzmem, świadczy o prostackim zuchwalstwie i zakłamanej moralności. Należy wystrzegać się podobnych ‘nauczycieli moralności’, ‘sług konfesjonału’ i ‘duszpasterzy’.

I nie ma tu mowy o żadnym zajadłym wichrzycielstwie, ani tym bardziej o postawie antykościelnej. Mówię to jako członek Kościoła, któremu zależy na powierzonym Mu Dobru. I mówię do innych członków Kościoła. Krytycyzm jest darem od Boga i chroni nas przed każdym szkodliwym brakiem roztropności, przed pochopnymi ocenami, niezdrowymi relacjami, chybionymi inwestycjami w sferze ciała, emocji i ducha. Ryzyko tkwi raczej w dobrowolnym upośledzaniu własnego krytycznego umysłu, w rezygnacji z uczciwego krytycyzmu. Złe bowiem postępowanie upadłych autorytetów nie usprawiedliwia naszych błędów i nie zwalnia od odpowiedzialności za własne czyny, bo każdy człowiek poprzez krytyczne, uczciwe myślenie, ów niezbywalny i nieusuwalny instrument, najlepiej wyraża swoją rozumną naturę i najprawdziwiej swoje człowieczeństwo. Bez niego nie sposób być wolnym dzieckiem Bożym (Rzymian 8,21; Galacjan 5,1; Rzym. 12,1-3) ...

A jaki jest powód trzeci? W istocie, o ile byłbym może się wciąż jeszcze wahał, będąc w pełni świadom znaczenia obu wyżej przedstawionych aspektów, czy powinienem być aż tak otwarty w prezentowaniu naszej historii, czy nie powinienem oszczędzić pewnych ‘czcigodnych’ osób, o tyle powód trzeci, który z mocą przedstawiłem księdzu, był przysłowiową kroplą goryczy, która przesądziła o mojej determinacji do opublikowania zapowiadanych treści.

Poprzez grubiańską, złośliwą i dezinformacyjną kampanię – wyrzucałem ks. Domirskiemu – którą montował zaraz po podstępnym zwolnieniu z pracy dyrektor L. Wojeńskiej, pełną kłamstw i pomówień, podsycił ksiądz, najpierw wśród swoich stronników, a następnie osób znajdujących się w kręgu ich oddziaływania, produkcję ohydnych łgarstw i oszczerstw.

Wobec takich bezeceństw, ciągłe (do chwili obecnej, a piszę te słowa 13.11.2017) szykanowanie mnie np. poprzez absurdalne kwestionowanie mojego wykształcenia i statusu nauczycielskiego, utrudnianie dostępu do przedszkola, śledzenie moich kontaktów z personelem i dziećmi podczas moich rzadkich wizyt w przedszkolu (mniej więcej 1-3 razy w miesiącu, np. kiedy przedkładam kolejne zwolnienie lekarskie, o którym napiszę w innym miejscu niniejszego blogu), zastraszanie nauczyciela odwiedzanej przeze mnie grupy starszaków, nieudostępnianie dokumentów puszczanych w obieg oraz innych ‘nietajnych’ informacji, etc., wobec wymysłów, bałamuctw i bredni, powtarzam, rozpuszczonych przez centryfugę humbugów ekipy proboszcza z wymienionymi tu przykładowo szykanami łatwo jest mi przejść do porządku dziennego i już nie robią one na mnie większego wrażenia, choć niewątpliwie są świadectwem, po której ‘stronie mocy’ stoją usłużne wobec księdza osoby, przodujące w utrudnianiu mi życia, mianowicie p. Bernaśkiewicz i (w mniejszym stopniu, z oczywistych przyczyn) p. Syed, tworzące z ks. Domirskim ‘dyrektorialny trium-wiro-feminat’ (w miejsce pojedynczej, zaznaczam, wypędzonej dyrektor p. Wojeńskiej).

Kłamliwe dezinformacje są rozmaitego rodzaju i kalibru. Wszystkie razem mają na celu zbrukanie wizerunku, przede wszystkim, p. Lucyny Wojeńskiej, a moja skromna osoba jest dodawana, aby obraz wyglądał bardziej nieprzyjemnie, złowieszczo bądź dramatycznie.

I oto np. ksiądz posługując się na lewo i prawo swoistym wekslem wystawionym przez nobliwego biskupa, ‘gwarantującym’ mu (choć prawnie bez pokrycia) stanowisko dyrektora i jego mocą wymuszając opłakany bieg wypadków (a któż będzie wierzgał wobec takiej ‘mocy’?), aby usprawiedliwić przejęcie stanowiska dyrektora (znowuż danego mu ‘dekretem biskupim’ jakby pstryknięciem palców), a następnie (tak, w tej kolejności!) aby usprawiedliwić zwolnienie i natychmiastowe usunięcie dyrektor-założycielki, rozpuszczał wszem i wobec brednię o rzekomym nieprzyjęciu przez p. Wojeńską funkcji wicedyrektora. Pomijając już niedorzeczność tego ‘wspaniałomyślnego’ gestu, zgodnie z którym p. Lucyna (tu cytat z ust ks. Domirskiego) „wykonywałaby wszystko jak dotychczas, a ja byłbym dyrektorem”, pomijając jego groteskowość o woni gangsterskiego prostactwa, należy zwrócić uwagę na bezczelność księdza, który drwi (choć sam pewnie słabo to rozeznaje) ze zdrowego rozsądku ludzi, którzy raczej rozumieją, że zarządzanie instytucją edukacyjną to nie podzielenie się urzędniczą łapówką. Pani Lucyna zwyczajnie nie mogła w tej sprawie się wypowiedzieć, ani wyraźnym tak, ani wyraźnym nie, albowiem o takiej propozycji słyszała jeden raz (!) i to w 8-minutowej rozmowie telefonicznej dnia 04 lipca 2017 o godz. 13.42. Powiedział p. Lucynie o przekonującej doskonałej opinii kadry nauczycielskiej na jej temat, którą przedstawił decydentom w kurii (drohiczyńskiej) i wyraził zamiar zatrudnienia jej na stanowisku wicedyrektora. P. Lucyna Wojeńska nie podjęła z nim żadnej dyskusji, ani kontestacji tej deklaracji. Nie bez smutku nad zachłanną chytrością mówiącego, jak wyznała, pomyślała: „Cóż, ‘organ prowadzący’ chce więc nazywać się ‘dyrektorem’. Skoro mam robić to co robiłam, mogę równie dobrze nazywać się wicedyrektorem.” Potem widziała i słyszała się z nim tylko jeszcze jeden raz (!), przed wręczeniem jej wypowiedzenia w dniu 13 lipca, a mianowicie dnia 6 lipca 2017 na Radzie Pedagogicznej, a więc wśród wielu świadków, którzy bardzo dobrze słyszeli, co kto mówił i zapewniam, że nikt nie potwierdzi jakiegokolwiek odrzucenia przez p. Lucynę takiej ‘propozycji’ księdza. Po Radzie rozstaliśmy się z optymistycznie postulowanym planem rocznego status quo oraz wspólnego dopracowywania nowego statutu (co też miał skonsultować z Kurią, która miała podjąć ostateczną decyzję), ale z p. Lucyną nie spotkał się już ani razu, by przedstawić jakieś prawne i statutowe ramy działania mogące doprowadzić do przejęcia przez nią funkcji ‘wicedyrektora’. 13 lipca wręczając jej wymówienie ks. Domirski mówił: „A mogła pani zostać wicedyrektorem!” 

Tak dramatycznie wyrażona teza, którą ukuł, widocznie tak mu się spodobała, że później wszem rozpowszechniał ten absurd. P. Lucyna nie miała po prostu okazji (ani zamiaru), by taką odmowę złożyć. Zatem i propozycji tej nie należy, właśnie z uwagi na to jak postąpił, traktować poważnie i jako szczerą intencję. Może się im wymsknęła taka opcja, ale po radzie pedagogicznej (w wersji zrelacjonowanej przez ks. Domirskiego) zrozumieli, że dla osiągnięcia swoich celów muszą działać bezwzględnie, bo drogą pokojową może im się nie udać przejąć przedszkola z taką możliwością jego eksploatacji, jakiej pożądali. Dodajmy, że kł.(amczuch) Domirski potrafił rozwijać swą dramatyczną tezę, wzbogacając ją ku uciesze rzesz słuchaczy o zabawną fabułę. Zdolna sztuka, ten nasz kaznodzieja! Z równą łatwością operuje tak dramatem jak i komedią! Na generalnym zgromadzeniu rodziców przedszkola miał powiedzieć: ”No to jak nie chciała być wicedyrektorem, to co, miałem jej zaproponować posadę sprzątaczki?” Musiał więc ją zwolnić, bo ‘nie pozwalała mu być dyrektorem’, ‘dyrektorem’ na dziele stworzonym przez nią samą, która jako dyrektor była mu zawadą... Ha, ha, ha... Kto się wtedy śmiał? Czy ci rodzice, których z rana serdecznie witała, a w popołudnie żegnała, z którymi rozmawiała o ich problemach, wychodziła z pociechą i dobrą radą, rozumiała i pomagała rozwiązać ich trudności finansowe, których dzieci tuliła i łzy ocierała...? Czy ci nauczyciele, których zawsze traktowała i rozmawiała z miłością, motywowała i sowicie nagradzała ich ciężką pracę, doskonaliła zawodowo, wysyłała na szkolenia i opłacała ich kursy, współczuła ich rodzinnym i zdrowotnym problemom i znajdowała przynoszące ulgę wyjście, wysłuchiwała ich i uwzględniała słuszne postulaty i mądre pomysły, zawsze dowartościowywała i wskazywała drogę w górę, jak dobra matka...?

Dla przejrzystości niniejszego wyjaśnienia, wstępu do dossier skandalu z udziałem proboszczów Karmelu i kurii drohiczyńskiej, wskażę jeszcze tylko na dwa inne rodzajowe kłamstwa, za które odpowiedzialny jest kł. Domirski. Z innymi będzie okazja się rozprawić, gdy pojawią się w różnych tekstach, dokumentach i opracowaniach zamieszczanego tu dossier.

O ile opisane wyżej kłamstwo miało na celu przedstawić kł. Domirskiego w aurze ‘męża wspaniałomyślnego i łaskawego’ o tyle drugie, które opisuję poniżej, jest dezinformacją za pomocą której kł. Domirski przyodziewał się w szaty ‘męża opatrznościowego i wybawcy’. Tak często ten humbug rozpowiadał, w tym na zgromadzeniach liturgicznych, i tak się do niego przyzwyczaił, że nie omieszkał umieścić go w odpowiedzi na pozew (tj. on jako ‘strona pozwana’ na pozew złożony do Sądu Pracy przez p. Lucynę Wojeńską, czyli ‘powódkę’; zarówno pozew jak i odpowiedź na pozew z moim komentarzem będą opublikowane w dossier przygotowywanym na tym blogu). Przytoczę więc tę blagę z jego odpowiedzi (z 30 sierpnia 2017) na pozew p. Lucyny (z 31 lipca 2017) „W ocenie [s]trony pozwanej nie bez znaczenia jest także fakt, że powódka wraz z mężem, pełniącym funkcję zastępcy dyrektora w przedszkolu, planują w przyszłym roku otwarcie własnej placówki[,] zatem odroczenie wprowadzenia zmian na rok było w jej osobistym interesie.”

Taki oswobodziciel może przecież postępować cokolwiek bezwzględnie i brutalnie. Cel jak najbardziej uświęca środki... Pomijając absurdalność moralną tkwiącą w tej plotce, której w ‘anty-pozwie’ nadaje się decydującą rangę w rygorystycznym rozumowaniu i nazywa ‘faktem’ (co jest dowodem całkowitego niezainteresowania kł. Domirskiego faktami), warto zwrócić uwagę na lekkomyślność ks. Domirskiego przejawianą nie tylko jego gotowoścą na udział w rozsiewaniu takich plotek, ale również we włączaniu ich w tekst prawniczej odpowiedzi. Czyżby już przestawał odróżniać sprawdzalną rzeczywistość od życzeniowej/dogadzającej mu fikcji? Na pewno na takim rozróżnianiu mu nie zależy. Jest to poważny dowód na niewiarogodność wszystkiego, co podaje za swoim poręczeniem. Faktem zaś jest ni mniej ni więcej, iż posiadamy dom mieszkalny, który budowany od 2015 r. (w znacznej mierze dzięki oszczędnościom, które pozostały ze sprzedaży domu w Warszawie kilkanaście lat wcześniej) wciąż jest w surowym stanie, nie w pełni zamknięty (są tylko okna) bez izolacji, stolarki, hydrauliki, posadzek i całego wyposażenia – inwestycja jeszcze na 5-10 lat, w zależności od dochodów bieżących (a w związku z utratą pracy raczej z tą odleglejszą perspektywą). Dom jest wyposażony w 3 duże pomieszczenia (1 na każde z naszych trojga dorosłych już dzieci i ich rodzin z wnukami, często nas odwiedzających i spędzających z nami czas; w tym 2 na poddaszu, a na parterze  oprócz dużego salonu są jeszcze dwa małe pomieszczenia: nasza sypialnia i biblioteka) – i żadną miarą nie mógłby stać się przedszkolem, chyba że jednoodziałowym (na 1 oddział wiekowy dzieci, na parterze, zgodnie z obowiązującymi przepisami). To do takich warunków mielibyśmy wyprowadzić 130 dzieci z 5 oddziałów przedszkola Karmelki? Za rok, a może pięć czy dziesięć lat? Nasza odpowiedź: nigdy nie byłoby to możliwe! W perspektywie wielu lat do przodu braliśmy raczej pod uwagę wykorzystanie go jak centrum edukacyjne, zielona szkoła, itp., ale żadną miarą jako pełnooddziałowe przedszkole. Gołym okiem widać, że bajeczka o przedszkolu przy naszym domu jest wtórna w stosunku do planu przepędzenia dyrektor Wojeńskiej i mnie z przedszkola Karmelki i z radością została zaadoptowana przez drapieżników kościelnych (w tym osoby świeckie,) potrzebujących moralnego alibi. Każdy jednak, kto odwiedził nas, wie w jakiej fazie budowy jest nasz dom, wie też że oboje mieszkamy (od ponad 7 lat) w skromnym budynku gospodarczym, z którego wykroiliśmy na swój zakątek jakieś 40 m2. Ale kł. Domirski nigdy nie chciał tego wiedzieć. Kł. Domirski bowiem nie jest zainteresowany faktami. Nigdy niczego nie sprawdzał. Bo po co? Kł. Domirski wiedział tylko to, co potrzebne mu było do osiągnięcia celów zleconej mu i skwapliwie przez niego podjętej intrygi: ‘jeśli dokona tego stek kłamstw, dajcie mi kilka dobrych a skutecznych, brzmiących wiarogodnie; umiem przedstawić je spokojnie, z przejętą miną i zatroskanym głosem’... Czy mam stracić szacunek do słów ‘kapłan, ksiądz’ i w dalszym ciągu używać ich do tego nieokrzesanego szalbierza? Ale ochłońmy nieco... Tak, to wciąż kapłan, choć zły i niewiarogodny, dyskredytujący swoje kwalifikacje kapłańskie i duszpasterskie. Niestety, to samo należałoby powiedzieć o jego mocodawcach z kurii...

Wreszcie podaję trzeci typ kłamstw, używanych do przykrywaniu bezeceństw księdza, jego mocodawców i zauszników, najohydniejszy i najhaniebniejszy, ale zarazem najbardziej prymitywny i zatrważająco bezczelny, polegający na inkryminowaniu poważnych przewinień, wręcz przestępstw. Może być natury obyczajowej (‘przedszkole-dom publiczny’, ‘molestowanie-mobbing’), może być natury religijnej (‘sekciarskie korzenie/predylekcje’), może być natury finansowej (‘defraudacja środków’), etc. Wszystkie zostały użyte przez ludzi proboszczów-intrygantów, ale najwstrętniejsze, najbardziej przewrotne i decydujące o moim świętym gniewie i decyzji obnażenia obłudnego intryganctwa kurialnego proboszcza Karmelek, jest hucpiarskie rozsiewanie oszczerstwa o rzekomym nieuczciwym wykorzystywaniu przez p. dyrektor pieniędzy przedszkola na prywatne inwestycje. Z kilkunastu usłyszanych wersji podam ot choćby ten produkt załganego otoczenie księdza: W rozmowie kilku pań w miejscu pracy na temat ‘wyrzucenia p. dyrektor Karmelek przez proboszcza’, ktoś wtrąca uwagę: „Dobrze, że wywalił tę złodziejkę. Za przedszkolne pieniądze budowała sobie dom!”

Czy ks. Domirski kiedykolwiek zdementował to lub podobne oszczercze pomówienie? A niby po co miałby to robić? Przecież świetnie służą jego celom. Przecież jego poprzednik i on sam je wygenerowali. Zamieścimy dokumenty pokazujące, jak ks. Henryk Polak, poprzedni proboszcz, oraz sam kł. Domirski na gwałt (dosłownie w przypadku H. Polaka) poszukiwali ‘haków’ na p. dyrektor w celu oskarżenia jej i dyscyplinarnego usunięcia (lub wstecznego usprawiedliwienia usunięcia, na czym zależało obecnie urzędującemu intrygantowi), by następnie bez przeszkód czerpać z przedszkola ‘świadczenia’ radykalnie obniżające wydatki parafii, z dostępem do których rysowały się duże trudności z uwagi na pryncypialność p. Lucyny w egzekwowaniu finansowego prawa oświatowego obowiązującego przedszkole, placówkę niezależną organizacyjnie od parafii. Obu proboszczom pomagali niektórzy ‘oddani’ członkowie rady parafialnej (z litości w tym miejscu nie podam ich nazwisk, ale mądrej głowie...: jeden z nich gorliwie pomagał ks. Polakowi w szykanach wobec p. dyrektor i w wymuszaniu na niej ponownego zatrudnienia kościelnego w przedszkolu; inny, szczególny nienawistnik, pełen osobistych uraz, bezczelny i nieuczciwy, asystował kł. Domirskiemu w upokarzającym wyrzuceniu jej z pracy). Te osoby, ale przecież i nie brakuje innych, są znane z plotkarskich zamiłowań, a i sam doświadczyłem ich popisów w rozsiewaniu zniesławiających ‘informacji’ o innych (ale też i o mnie). Ks. Polak niczego obciążającego nie znalazł w stosach dokumentów, które wyrwał z legalnego miejsca ich przechowywania, by je nielegalnie przy pomocy ‘usłużnych’ osób z zewnątrz (np. wyżej wspomnianych osobników) ‘trzepać’. Zawiedziony opuścił parafię. Ale w jego głowie, podobnie jak i w głowie jego następcy, nie mieściła się myśl, żeby w tak rozległym i oferującym ‘rozmaite możliwości’ szafarstwie można być uczciwym. Ks. Domirski po 13 lipca (wyrzucenie p. dyrektor), na cały okres wakacji najął przechodzącą na emeryturę z ‘mechaniaków’ p. H. Bernaśkiewicz, której głównym zajęciem jako ‘dyrektor administracyjnego’ było, jak sama wyznała, przeprowadzenie ‘audytu’ przedszkola. Przejrzała każdy rachunek nie-wiem-z-ilu-lat-wstecz, sprawdzała każdy kupiony przedmiot. Na pewno i Polak i Domirski podniecali się wśród swoich ludzi myślą o jakimś sukcesie typu, jedno okno, drzwi, choć wkręty, gwoździe... ‘Do... przecież budują dom... choćby cegła, choć jedna deska ... błagam...’ Modlitwy ich atoli nie zostały wysłuchane... Mogli co najwyżej obciążyć samych siebie, np. narzucanym zatrudnieniem kościelnego (ładnych parę lat!), albo przedkładanymi przez siebie bez wyjaśnienia w celu zapłaty przez przedszkole horrendalnymi rachunkami za opał (daleko daleko większymi niż przedszkole mogło zużyć i to nawet gdyby się cudownie podwoiło). Rzeczone tutaj plotki na pewno są efektem emocji, oczekiwań i złości proboszczów oraz ich ‘empatycznych’ doradców/sprzymierzeńców. Gotowość sprostania takim ‘odkrywkom’ i gorliwa przy nich praca zasługiwała zresztą na nagrodę. Pani ‘audytor’ dostała promesę zatrudnienia na stanowisku ‘dyrektor administracyjnego’ swojej siostrzenicy. Ks. Domirski pięknie się wywiązał ze swej obietnicy i dziś na stanowisku ‘dyrektor administracyjnego’ mamy dwie panie, ciotkę mianującą siebie tytułem ‘audytora’ i jej ‘zieloną’ siostrzenicę, o której żartobliwie mówią Spychara, bo ‘spycha’ wszystko na innych. Zresztą, w większości spraw wyręcza ją zdecydowanie bardziej doświadczona ciotka. Ta zaś ośmiesza ideę audytu (czyli ‘trzepania’ archiwów?) i oficjalnie (!) robi to już 4 miesiące! Gratulacje! Jeżeli po raz 10-ty przegląda wszystkie rachunki z ostatnich 5 lat, zazdroszczę jej determinacji i odporności na nudę... Ludzie z otoczenia proboszczów wytykali p. Lucynie, że zatrudniła swojego męża (czyli mnie). Chciałbym zwrócić jednak uwagę na ‘drobniutką’ różnicę: ja jestem – ach, precz z fałszywą skromnością – dobrze wykształconym i doświadczonym nauczycielem i specjalistą, który od pierwszego dnia przysparzał przedszkolu wartości dodanej, dbał o procesy wychowawcze, o jakość nauczania, o kształcenie językowe, etc, nie oszczędzał się i służył przedszkolu na różnorakich polach, często w rolach nie do zastąpienia, w znacznej mierze przyczyniając się do jego blasku i (obecnie gasnącej) renomy. Pani Bernaśkiewicz za ‘trzepanie’ rachunków (rozczarowujące zresztą, bo bez oczekiwanych inkryminujących skutków) uzyskuje zatrudnienie na najwyższym (po księdzu, oczywiście) stanowisku dla swojej siostrzenicy (i wciąż jeszcze dla siebie, bo ta przecież sobie nie poradzi), panny z zerowym doświadczeniem, z niezrozumieniem istoty procesów zachodzących w przedszkolu, bez jakiejkolwiek wiedzy nt. edukacji (w tym roku skończyła wydział prawa w białostockiej szkole). Obu paniom zresztą brak chociażby tak podstawowego doświadczenia, jak posiadanie własnego dziecka. Czy do takiego dyrektorowania mianował ks. Domirskiego biskup, okazując ‘troskę o młode pokolenie’? Przecież ślepiec by dostrzegł, że nie o pomyślność przedszkola i małych dzieci tu chodzi. A to ‘trzepanie’ i te wszystkie obrzydliwe pomówienia kładą się sromotą zarówno na obu proboszczach jak i na kurii drohiczyńskiej, bo własne haniebne materialistyczne pobudki bez skrupułów przenoszą na niewinnych ludzi, a krzywdząc ich nie zważają na odbieranie im owocu ich poświęceń i trudów, pozbawiają sensu wielu lat ich pracy i sieją zgubne zgorszenie...

Oprócz nasuwających się ekskursów (rozwinięć), które tu zamieściłem, te właśnie trzy grupy przyczyn podjęcia przeze mnie decyzji uczciwego poinformowania sfery publicznej (Kościoła) przedstawiłem wtedy, 6 listopada 2017, księdzu i (bez szczególnej intencji) jego dwom ‘paniom dyrektor’. Na koniec ks. Domirski zapytany przeze mnie, ‘czy chciałby jeszcze w tej sprawie porozmawiać, o coś spytać, jakimś argumentem mnie powstrzymać’, odpowiedział: „Niech Pan robi, co uważa za słuszne.” Niniejszym to czynię.

Powyższe wprowadzenie zakończono 15 listopada 2017. W następnej kolejności zamieszczam ‘kalendarium wydarzeń’ , które jasno pokaże bieg wypadków, ich związki skutkowo-przyczynowe, ujawni intencje krzywdzicieli i skrzywdzonych, obnaży arogancję i bezprawie ostatnich proboszczów Karmelu i ich mocodawców w kurii drohiczyńskiej (w tym, niestety, jej biskupa), pomoże wyrobić zgodne z prawem i etyką zdanie nt. relacji przedszkole a parafia (organ prowadzący, OP); sensowności twierdzenia, że pierwsze jest własnością drugiej; relacji przedszkole a władze kościelne (w tym urzędnicy kurialni i proboszcz jako przedstawiciel OP); możliwości zwolnienia statutowej dyrektor przez proboszcza, etc. Wydarzeniom towarzyszyć będą dokumenty, które współcześnie tym wydarzeniom powstały. One są najmocniejszym dowodem stawianych tu tez i oskarżeń...

 

Oprócz niniejszego blogu wciąż aktualny jest blog dla osób zainteresowanych wydarzeniami z 13 lipca, pragnących tam wyrazić swoją opinię, na stronie https://przedszkoleblog.wixsite.com/karmelki