3 lipca 2017 Pani dyrektor Lucyna Wojeńska zostaje wezwana przed kanclerza i notariusza kurii drohiczyńskiej na plebanię parafii, gdzie w obecności nowego proboszcza, ks. Domirskiego, wikariusza oraz osoby trzeciej, odczytano jej w atmosferze upokorzenia ‘zalecenia księdza biskupa’, skomentowane wyżej pod miesiącem maj (zobacz oddzielny link), z których najistotniejszym był ‘nakaz’ mianowania proboszcza dyrektorem Przedszkola „w trybie natychmiastowym”. I jak już pisaliśmy, kiedy po ładnym opisie wizyty biskupa w Przedszkolu (tej części ‘Protokołu’ niestety nam nie dostarczono w materiałach sądowych) p. Lucyna usłyszała ową listę ‘zaleceń’, doznała czasowego ‘pomięszania poznawczego’. Tam chwalono jej dzieło. Tu w istocie skreślano jej zasługi, anulowano tytuł do uznania, wdzięczności i pamięci...; unieważniano wyrzeczenia, trud i pot...; co gorsza zaś, pozbawiano radości, dumy i godności... Z dysonansem tym pozostała do dnia następnego, 4 lipca, dnia pierwszej wizyty ks. Domirskiego w Przedszkolu, na której ‘wynikach’ dokonał 10 dni później jej zwolnienia z pracy. Nie rozumiała, dlaczego ‘pozytywna opinia’ i generalnie uznanie jej dzieła kończy się w istocie szorstką, pojawiającą się jak grom z jasnego nieba, nie bezpośrednią, ale wyraźnie brzmiącą dezaprobatą, naganą i ... milczeniem?  Nie potrafiła się też mentalnie do takich zagadek, ‘ocen’ i standardów biskupich w ciągu jednego dnia odpowiednio ‘dostroić’...

Poważne wyjaśnienie wyżej zestawionej sprzeczności nasuwa się nieodparcie wraz z analizą języka i zachowań ks. Domirskiego, który ‘tuż’ po objęciu probostwa Karmelu i po raz pierwszy przychodząc, w dniu 4 lipca, do Przedszkola Karmelki, w pierwszych słowach zamiast okazania bezstronnej chęci poznania czołowych działaczy tego parafialnego skarbu, zamiast wyrażenia uznania dla prowadzonego z takim rozmachem dzieła edukacyjnego, pochwały dla jego twórcy, dyrektor Lucyny Wojeńskiej, dla całego zaangażowanego zespołu, zamiast solennej deklaracji współpracy i umacniania tego dzieła, zamiast zwykłego i przyzwoitego zachowania respektującego zasługi i godność ludzką - - ponuro dyszy groźbami, wyraża dezaprobatę, ‘pokazuje żółtą kartkę’, z góry skreśla współpracę z twórcą Przedszkola, a także ze mną i p. Renatą Sęk, a równocześnie nie podaje żadnego uzasadnienia takich ocen, niczego nie wyjaśnia, a swoje grubiaństwo i impertynencję uzasadnia wyłącznie właśnie ‘zaleceniami’ biskupa. Owe ‘sprzeczności’ w ‘protokole powizytacyjnym’, w rzeczywistości pozorne, niestety rzucają ponure światło na Biskupa i jego dwór, równocześnie obnażając żałosne załganie ks. Domirskiego. Nie trzeba studiować bowiem arystotelesowskiej logiki, by ustalić prawdziwy przepływ myśli, tych wyraźnych (explicite) i tych brakujących, ale niezbędnych do uzupełnienia logiki biskupiego dworu (implicite). W istocie bowiem w Protokole i 'zaleceniach' 1) explicite Biskup pochwalił ks. Polaka i bynajmniej nie napiętnował go 'czerwoną kartką' (zatem i); 2) implicite Biskup uznał żądania i zachowania proboszcza względem p. Wojeńskiej za właściwe i prawidłowe, ponieważ popierał finansowe roszczenia proboszcza względem Przedszkola (choć te musiały być skrywane w oficjalnych narracjach); 3) implicite Biskup potępił dyrektor Wojeńską, która zbyt powściągliwie rozwierała przedszkolną kasę przed 'potrzebującym' proboszczem; 4) explicite Biskup uznał potrzebę jej usunięcia i zastąpienia na stałe, każdorazowo, nowym proboszczem. To jest poważne wyjaśnienie owych ‘sprzeczności’ i wypadnie nam jeszcze do nich powrócić w związku z moralnym i prawnym rozrachunkiem ‘dokonań’ parafialno-kurialnych spiskowców. Jak więc szczere i co warte były ustalenia z 28 kwietnia, które przy powadze Biskupa potwierdzały obie strony (my i proboszcz)? Wszystkie postulaty z naszej strony zostały bez zwłoki i dokładnie spełnione. Z tamtej strony  - żaden... Niesłowny i bałamutny proboszcz – ‘ukarany’ zdjęciem z jego barków brzemion obowiązków parafialnych i wysłaniem go na cieszenie się swoją sutą ‘emeryturką’, a sprawiedliwa i słowna p. dyrektor, na trzy lata przed osiągnięciem wieku emerytalnego i (bardzo skromnej emerytury), za swój 7-letni trud, sukces edukacyjny i wspaniały wynik majątkowy – ‘nagrodzona’ ‘czerwoną kartką’ wyrzucenia z pracy.

Już powyższe rozważania wystarczą, by przestać poważnie myśleć o jakichkolwiek deklaracjach, wyjaśnieniach bądź obietnicach ks. Domirskiego. Nic w jego wypowiedziach nie było prawdą. Przyszedł z precyzyjnie uknutą intrygą zawartą w w/w czterech punktach. Mydleniem oczu było mówienie o „czerwonej kartce’ dla ks. Polaka, „żółta kartka” dla nas była w istocie ‘kartką czerwoną’, a chęć jego przejęcia przedszkolnego dyrektorstwa – w rzeczywistości chęcią przejęcia przedszkolnej kasy. I w tym świetle należy czytać całą niemoralną maskaradę, którą rozegra w dniu następnym, 4 lipca, oraz później, 6 lipca, by w akcie trzecim, w dniu 13 lipca, przeprowadzić inscenizację wypędzenia p. dyrektor Lucyny Wojeńskiej, czyli właściwą, docelową kulminację kurialnej intrygi...