6 lipca 2017 Po koszmarnie rozpoczętym dniu 4 lipca, wionącemu jednak w drugiej jego części oddechem nadziei na niejasny wprawdzie, ale obiecujący względną normalność kompromis, przyszedł czas słusznych wątpliwości, które wypełniły wieczór, noc i następny dzień. ‘Obietnica’ (‘wicedyrektorstwa’) jawiła się tak niejasno i absurdalnie („Pani wykonywałaby wszystko jak dotychczas [jako wicedyrektor], a ja byłbym dyrektorem”), tak nieodpowiedzialnie i korupcyjnie (nieuzasadniony podział stanowiska), padała w atmosferze kamuflaży i uników wyjaśnień, w przeczuciach nieczystych intencji, dziwacznej ambiwalencji tyrańskiej dezaprobaty i wymuszonej pochwały, że trudno było ganić wrażenie, iż może być srodze omylona i przeistoczyć się w pasmo przykrych niespodzianek... Ks. Domirski jeszcze 4 lipca na tym samym oddechu i w wielkopańskim tonie ‘dymisjonował’ nas, tj. panią dyrektor, mnie i p. Renatę, a zarazem podkreślał, że o Przedszkolu powszechnie panuje bardzo dobra opinia. Przedszkole z bardzo dobrą opinią chce przejąć, ale architektów tej opinii najlepiej wyrzuciłby precz. Zastanawiałem się, czego można się spodziewać po człowieku tak wewnętrznie sprzecznym (albo coś istotnego ukrywającym w sercu). Wtedy też, 4 lipca, ks. Domirski przyparty moją dociekliwością, z którą nijak poradzić nie umiał, dał wyraźnie a tępo do zrozumienia, że ‘nie widzi’ ze mną współpracy. Co więc z wizją i misją Przedszkola, którą nasza trójka współtworzyła, czyniąc z Przedszkola to, czym wtedy było, i które takim właśnie będąc stało się tak łakomym kąskiem, że kuria i jej proboszcz byli gotowi łamać wszelkie konwenanse i prawo, by go ‘połknąć’, wypluwając nas jako niesmaczne i niestrawne dodatki...? Kadrę nauczycielską wyraźnie też zaczął ogarniać kryzys. Swoje źródło miał on z jednej strony w rozpowszechnianej jeszcze w czerwcu ‘opinii’ nt. ks. Z. Domirskiego („dobry ksiądz”, „lubi dzieci”) i rozbudzonej z nią nadziei na powrót do spokoju i normalności, z innej  - - w zmęczeniu długotrwałą udręką zainicjowaną przez ks. Polaka, a (w powierzchownej ocenie niektórych osób) utrwalaną przez nieustępliwość p. dyrektor i moją. I tak jak zwykle bywa w podobnych sytuacjach, pod presją, u osób skłonnych dostrzegać tylko swoją cząstkę i dużo mniej ostro większą całość, nie rozumiejących splotu różnych aspektów kadrowych, prawnych i społecznych funkcjonowania ich Przedszkola, u których nie rozwinęła się też jeszcze w pełni egzystencjalna dojrzałość i docenianie dla unikalnego wymiaru pełnionej w obecnym kształcie misji nauczycielskiej... – – budzi się pod presją pokusa ulegnięcia silniejszemu, którym niewątpliwie jawił się nowy ks. proboszcz, uważany zresztą za zwierzchnika p. Lucyny, oficjalnie przecież będący reprezentantem organu prowadzącego (parafii), a przez wielu wręcz z nim (błędnie) utożsamiany. Dostrzegałem taką pokusę i uznałem ją za szkodliwą dla kondycji bieżącej i perspektywicznej naszego Przedszkola. W porozumieniu z p. dyrektor postanowiłem napisać na zaplanowaną na dzisiaj radę pedagogiczną uchwałę, przedłożyć ją do oceny i zaopiniowania nauczycielom, by za jej pomocą otwarcie i zgodnie z najlepszym rozeznaniem sytuacji wyrazić uczciwy dezyderat preferowanego trybu postępowania wobec żądań nowego proboszcza i rodzących się wokół nich wątpliwości. Zamieszczamy tekst tej uchwały. Wszyscy nauczyciele mający być obecni na radzie pedagogicznej  przeczytali ją i, jedni po krótszym, inni po dłuższym namyśle (być może z powodu nie najłatwiejszego języka tekstu), podpisem pod nią potwierdzili zawarte w niej stanowisko. Należy jednak wspomnieć, że zdaniem niektórych ‘wrażliwszych’ pań język uchwały chwilami wydawał się zbyt ostry i mógł nie służyć pojednaniu. Z pewnością miały na myśli tekst niektórych uzasadnień, ale przecież ks. Domirskiego nie dotyczyły te szczegóły, tylko jego historycznego poprzednika, a z tymi, których nie obejmował spór, nie potrzeba pojednania. Nie o pojednanie więc tutaj chodzi, ale o właściwe, szczere i niezafałszowane naświetlenie całej sytuacji, określenie pozycji, uprawnień stron, względnych zasług i stosownych oczekiwań. Poza tym istotą uchwały była prośba skierowana do „przedstawiciela Organu Prowadzącego [czyli do ks. Domirskiego] o nienaruszanie prawnego status quo Przedszkola przez najbliższy rok szkolny, potrzebny do przeprowadzenia z nowym [przedstawicielem] Organ[u] Prowadząc[ego] partnerskiej konsultacji nowych warunków funkcjonowania, w tym nowego statutu.” Mimo iż uchwała została podpisem zaaprobowana przez wszystkich obradujących, ostatecznie jednak nie była procedowana, ponieważ po przybyciu na radę ks. Domirskiego, p. dyrektor uznała, iż w/w postulat wybrzmiał przed księdzem na tyle dobitnie i wsparty został tyloma głosami nauczycieli i to w sposób dużo bardziej ‘miękki, kobiecy i upraszający’ niż w moim tekście, a ksiądz robił wrażenie sprzyjającego takiemu rozwiązaniu, że nie należy na tej sesji rady zostawiać proboszcza na okres wakacji w gorsecie literackich i profetycznych konstatacji, nie dla wszystkich łatwych do czytania, a jeszcze trudniejszych do zrozumienia i akceptacji...

Rada Pedagogiczna rozpoczęła się zatem ok. godz. 11.00., a jej przebieg streściłem wtedy w notatce, którą zamieszczam tutaj. O elukubracjach księdza na temat tej rady wspomniałem przy dacie 4 lipca. Również ta ‘notatka’ Domirskiego nie zawiera żadnych szczegółów dotyczących wypowiedzi nt. przyczyn, poglądów, stanowisk, wiedzy, i sprowadza się do egocentrycznej i bałamutnej wypowiedzi (zdradzającej raczej prawdziwe zamiary niż to co rzeczywiście powiedział), jest żałośnie jałowa i nieużyteczna dla ustalenia rzeczywistego przebiegu opisywanych rozmów. Będziemy jeszcze mieli nieprzyjemność się z nią zetknąć przy okazji omawiania pozwu i październikowej sprawy sądowej, więc na razie oszczędźmy sobie niesmaku...