Lucyna Wojeńska,                                                                             Bielsk Podlaski, 25/04/201

Dyrektor Przedszkola Karmelki

w Bielsku Podlaskim

 

 

                          Jego Ekscelencja

                          Czcigodny ks. Biskup

                          Ordynariusz Diecezji Drohiczyńskiej

                          prof. Tadeusz Pikus

 

Przedszkole Karmelki oraz ja, niegodna Twoja służebnica w Panu, dziękujemy Ci, Ekscelencjo, czcigodny ks. Biskupie Tadeuszu, za pasterskie życzenia świąteczne, które niedawno tak nas uradowały. Niestety powód mojego listu jest smutny, choć piszę go z nadzieją, która przyświeca ufającym w mądrość Kościoła, będącą darem Jego pasterzy.

Oto nasze Przedszkole, o którym ks. Biskup, widząc mnie, mówi z uśmiechem „To tam, gdzie uczy się łaciny”, znalazło się w krytycznym położeniu, grozi mu się likwidacją, zwolnieniem Dyrektor (mnie), szykanuje się czołowych pracowników, okazuje pogardę dla prowadzonego przez nas dzieła i w (nieco tylko) zakamuflowany sposób żąda się haraczu, który może mógłby zmienić realność tych pogróżek. Nie dzieje się to z powodu złego zarządzania, nie z powodu złych wyników finansowych, nie z powodu słabnącego zainteresowania rodziców, ani nawet z powodu osłabnięcia dyscypliny katolickiego etosu.

W niniejszym liście chciałabym opisać jak doszło do eskalacji napięć i związanej z nimi kampanii szykan, kłamliwych oskarżeń i nieetycznych żądań. Równocześnie nakreślę napawającą mnie smutkiem diagnozę relacji Przedszkola z ks. prał. płk. Henrykiem Polakiem, Proboszczem Parafii pw. MB z Góry Karmel w Bielsku Podlaskim, formalnie jego organem prowadzącym. Na koniec wyrażam gorącą prośbę o spotkanie z ks. Biskupem w celu bezstronnego rozpoznania i uleczenia tej zatrważającej, zatruwającej atmosferę waśni, niegodnej żadnej ze stron, ani w sensie biernym, ani tym bardziej czynnym.

Właściwie, zanim doszło do ‘pęknięcia wrzodu’ na początku kwietnia br., stosunki z ks. Proboszczem były dość formalne, ograniczone do koniecznych czynności, chłodne, interesowne. Mimo iż Przedszkole chętnie reagowało na potrzeby Księdza (o niektórych poniżej), sam Proboszcz niechętnie i zawsze z przymusu angażował się w jego problemy, nie reagował na zgłaszane potrzeby poprawy jego funkcjonowania, nigdy nie wyrażał pragnienia jego rozwoju, nie interesował się kadrami, nigdy nie rozmawiał z nauczycielami o ich pracy, rozwoju i potrzebach, był obojętny na zagadnienia związane z zarządzaniem, nic nie wiedział o sukcesach, wynikach dzieci, nie wyrażał żadnych emocji związanych z wizerunkiem Przedszkola na tle innych jednostek edukacyjnych Bielska, nie przeprowadził ani jednej (na przestrzeni 5 lat) katechezy dla nauczycieli (chociaż ma umowę o pracę, zobowiązującą go do poświęcenia 4 godzin miesięcznie, za co dostaje więc nienależne pieniądze), nie interesował się etosem katolickim/chrześcijańskim społeczności Przedszkola (dzieci i ich rodziny, nauczyciele, sympatycy).

Jak dotąd daleki był ksiądz od interesowania się tymi sprawami, choć miał i ma wszelkie uprawnienia, by na tych polach taki wpływ, ku dobremu, wywierać. Można było wręcz dostrzec postawę, którą lepiej określałyby słowa: pasywna reaktywność, obojętność, niechęć. Szczególnie jest to widoczne w braku zainteresowania wizerunkiem Przedszkola, unikaniu rozmów na temat wysiłków, osiągnięć i bolączek kadry, skrajnych niedogodności, uciążliwości i ascetyczności jej pracy oraz w nieukrywanej wrogości wobec podnoszonych perspektyw rozwoju. Ogólnie brak mu doceniania tego, co robimy.

Czy więc rzeczywiście pełnił Ksiądz rolę organu prowadzącego? Z pewnością był administratorem budynku, w którym mieści się Przedszkole (w większej jednak części zajmuje go Warsztat Terapii Zajęciowej działający pod patronatem Caritasu). Ale i na tym polu już na początku swojego probostwa w Karmelu przerzucił część tych obowiązków na Przedszkole, polecając mi zatrudnienie na jesieni 2013 r. dozorcy-palacza (miał prócz doglądania kotłowni ogrzewającej cały budynek poklasztorny zajmować się porządkowaniem obejść przedszkola, patio i ogrodu parafialnego, gdzie ok. setka dzieci codziennie spędza czas na aktywności ruchowej). Ks. Proboszcz jednakże od samego początku zapewnił dzięki Przedszkolu finansową ulgę na rozwijanie swoich inwestycji, na których mu zależało, chociaż z pewnością nie taką ulgę, która mogłaby w nim wzbudzić serdeczniejsze uczucia względem tej niewygodnej dla niego instytucji parafialnej. Z czasem okazało się bowiem, że zatrudniłam nie dozorcę-palacza przedszkola, lecz dozorcę-palacza wszystkich budynków parafialnych i Kościoła, kościelnego Parafii i parafialnego pracownika cmentarza (sprzątanie, udział w pochówkach). Dość szybko więc się okazało, że z powodu takiego obciążenia go przez Proboszcza większością prac porządkowych i konserwacyjnych Przedszkole musi radzić samo. Sprzątanie ogromnego ogrodu i konserwowanie jego zabawek (drabinki, równoważnie, huśtawki itp.) musiały być wykonywane siłami nauczycieli, personelu pomocniczego i wynajętych odpłatnie ludzi. Sytuacja stawała się uciążliwa zwłaszcza na wiosnę, kiedy takich prac bywa szczególnie dużo. Przez ostatnie lata opłacany z pieniędzy Przedszkola jego dozorca (przez cały okres Przedszkole wydało na jego wynagrodzenie ok. 140 000 zł) praktycznie nie świadczył oczekiwanych usług oraz bywało, że odmawiał mi, dyrektorowi, wykonania nawet tych, które mu już z rzadka zlecałam. Twierdził, że Ksiądz dał mu inne zadanie i musi je wykonać oraz że jest przemęczony. Jasne było, któremu panu teraz służy, a który jest mu uciążliwy (Mat. 6,24).

Nie później niż 10 kwietnia b.r., przed Triduum Paschalnym, postawa i kryjące się za nią priorytety i przekonania ks. Proboszcza wyjaśniły się z przerażającą prostotą, oczywistością i w atmosferze skandalu (również w sensie biblijnym). Opisany wyżej paradoksalny, skrajnie niesymetryczny i krzywdzący dla Przedszkola układ trwał do 6 kwietnia b.r., kiedy w trosce o bezpieczeństwo i zdrowie dzieci poleciłam dozorcy sprzątnąć stertę rozbitego szkła z ogrodu przedszkolnego oraz wysprzątać go ze śmieci (do którego niestety trafia sporo rozmaitych nieczystości, w tym poalkoholowych). Dozorca miał na wykonanie polecenia cały dzień. Obiecał, że to zrobi. Następnego dnia (w piątek) okazało się, że nawet sterta szkła nie była ruszona. Wezwałam pracownika i wysłuchawszy absurdalnych i aroganckich ‘wyjaśnień’ zakomunikowałam mu, że zostaje zwolniony dyscyplinarnie za rażące naruszenie dyscypliny pracy, lekceważenie dobra Przedszkola, złą wolę i narażanie dzieci na niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia przez zaniechanie poleconych działań. ‘Dozorca’ oburzył się, krzyczał, że nie mam prawa go zwolnić, bo nie jest moim pracownikiem, tylko ks. Proboszcza. Z wydarzenia tego sporządziłam szczegółową notatkę. W następnym tygodniu były pracownik także buńczucznie twierdził, że Proboszcz go przywraca i w jego imieniu każe mi to zrobić.

Spotkanie moje z ks. Proboszczem było traumatyczne. Krzyczał, kazał cofnąć zwolnienie ‘dozorcy’, twierdząc, że jest to atak przeciwko niemu i jest to zamach na jego zdrowie i życie. Zachowywał się histerycznie, niemęsko i nie dopuszczał do głosu. Kilkakrotnie groził zamknięciem Przedszkola. Z jednej strony przypisywał sobie ‘zasługę’, że „się nie wtrącał do Przedszkola”, z drugiej żądał w tym konkretnym przypadku „wpływu na politykę kadrową”, jaki, jak twierdził, przysługuje wg Statutu organowi prowadzącemu (w istocie nie ma tam takiego zapisu, bo dublowałoby to kompetencje Dyrektora; Statut jedynie wymaga, by organ prowadzący ‘zatwierdzał/akceptował decyzje nominacji i zmian kadrowych Dyrektora’, co odróżnione jest od zatrudniania/zwalniania pracowników – zadania dyrektora), całkowicie ignorując kontekst i cały rejestr powinności nakładanych na ten organ przez Statut. Zupełnie nie zauważał niestosowności i patologicznych kontekstów swego żądania. W drugiej rozmowie zażądał ode mnie informacji o moich zarobkach oraz o zarobkach mojego męża (owego latynisty, naszego czołowego dydaktyka i wychowawcy), będącego moim zastępcą ds. wychowania (i nadzoru pedagogicznego) [zupełnie marginalnie zaznaczę, że Ksiądz zatrudniony w Przedszkolu jako (‘wirtualny’) katecheta ma tzw. ‘podstawę’ wynagrodzenia 13 razy większą od mojej, a ponad 20 razy większą od mojego zastępcy, p. Stanisława Wojeńskiego]. „Zgodziłem się na zatrudnienie pani męża, ale nie pytała mnie pani, czy może go mianować swoim zastępcą!” Usiłowałam mu wyjaśnić, że zastępca dyrektora, którego wyznaczanie jest moim statutowym zadaniem,  jest w naszym Przedszkolu funkcją społeczną i że nie przysługują z tego tytułu dodatki funkcyjne, a jedynie niewielkie premie za szczególne dokonania, a tymi z pewnością może się pochwalić. Ponadto funkcja ta jest logicznie i praktycznie przydzielana najbardziej doświadczonemu, wykształconemu i umiejętnemu nauczycielowi oraz że nie przestaje on być nauczycielem i wychowawcą oddziału. A ponadto, zgodnie ze Statutem, to dyrektor mianuje swojego zastępcę i nie jest to bynajmniej jakieś uprawnienie organu prowadzącego, ponieważ w naszym przedszkolu zastępcą dyrektora ds. wychowania został nauczyciel o najwyższych kwalifikacjach. Krzykiem i biadaniem ks. Proboszcz nie dopuszczał do rozwinięcia żadnego wyjaśnienia. Zapowiedział też wyrzucenie oddziału pod plebanią (w piwnicznej salce post-katechetycznej) i żądał zadośćuczynienia za ‘wylaną wodę i zużyty prąd’. (chociaż zapłaciliśmy Księdzu ogromnym dodatkowym rachunkiem za węgiel ekwiwalent ponad 800 zł. za każdy miniony i kolejny miesiąc, do końca roku szkolnego; piękny czynsz za piwnicę). Kazał mi się zwolnić, jeśli się mi nie podobają jego żądania. Przewrotnie kamuflował niemoralny nakaz utrzymywania fikcyjnych, mających charakter haraczu stosunków pracy wyrzutem skierowanym do mojego sumienia: „Przed Świętami nie wyrzuca się człowieka z pracy i to bez uprzedniej nagany”. „Czy w Wielki Piątek będzie pani całować Krzyż? Niech wspomni pani na moją krzywdę!” Mówił też, że może zmienić Statut i sam zostać Dyrektorem Przedszkola. Jakie przy tym padły wyrazy złości, insynuacji, wrzaski, histeryczne użalania nad sobą i klątwy na wrogów – wstyd przytaczać.

W czasie drugiej rozmowy z ks. Proboszczem dokonałam też owego przerażającego odkrycia: na czym jedynie polega zainteresowanie Księdza budynkiem poklasztornym i tym, co w nim się dzieje. Padło godne łez pytanie dotyczące zapłaconych przez Przedszkole rachunków za opał. Kiedy zwróciłam uwagę na nieprawidłowości, Proboszcz wpadł we wściekłość. Cała sprawa jest delikatna, więc jej szczegóły zostawię na stosowniejszą chwilę, by nie zaciemniać obrazu bezpośrednich przyczyn żałosnej konfrontacji, do jakiej doszło w związku ze zwolnieniem przez Przedszkole de facto kościelnego. Odkryciem przerażająco klarownym była konstatacja, że jedyną chęcią, która motywuje Księdza względem Przedszkola jest pragnienie uszczknięcia, ile się da, pieniędzy, które idą za każdym rozwijającym się tutaj dzieckiem, by następnie (niezgodnie ze Statutem i obowiązującymi przepisami prawa) używać ich według własnych priorytetów. A te są w swej istocie dość rozbieżne: Przedszkole jest zainteresowane rozwijaniem miejsca pobytu i nauki dzieci oraz inwestowaniem w warunki ich codziennej zabawy i nauki, by stawały się one wychowawczo bogate, bezpieczne dla życia i zdrowia, w wysoko wykwalifikowaną kadrę pedagogiczną i pomocniczą, w ich dalsze doskonalenie zawodowe, co gwarantować będzie niezmiennie wysoki poziom stymulacji prorozwojowych, spójność przekazu rzeczowego, kulturowego oraz w sferze obyczajów, praktyk religijnych i wartości. Priorytety księdza Proboszcza są aż nadto widoczne. Są to wysokiej jakości, gustowne wystroje podwórza, plebanii, dziedzińca kościoła, nowy dach i nowe elewacje budynku poklasztornego. Tak to Proboszcz redukuje się do roli administratora budynków, a raczej ich elewacji (budynek poklasztorny), powierzchni (ogrody, prócz tego, gdzie się bawią dzieci, dziedzińce), plebanii (tu również wnętrza). Są też przecież i inne niemałe wydatki w gospodarstwie takim jak parafia. Nie sposób nie pochwalić księdza za te starania. Są one jednak bardzo kosztowne i niełatwo jest pogodzić ich rozmach z szybkimi terminami rozliczeń. Parafianie i inni dobrzy ludzie nie szczędzą pomocy, by te wydatki zmniejszyć. Ksiądz Proboszcz przecież i od Przedszkola, zwłaszcza jeśli idzie o jego kompetencje, zasoby, mógł pięknej współpracy oczekiwać. I rzeczywiście, wydając uzyskiwane i pozyskiwane dla swej działalności fundusze, Przedszkole przyczyniło się i wciąż przyczynia do podniesienia jakości substancji parafialnej, jakości i zdrowotności, wyposażenia, funkcjonalności pomieszczeń, w których prowadzi działalność. Parafia nie wydała na nie ani grosza podczas sprawowania probostwa przez ks. prał. Henryka, a nierzadko korzysta – z wnętrz, sprzętu audiowizualnego i nagłośnieniowego, z atrakcyjnych zabawek ogrodowych, które zakupiliśmy i zainstalowaliśmy w ogrodzie parafialnym. Ksiądz Proboszcz często korzysta też z naszych zasobów kadrowych. Na każde jego wezwanie (a do niedawna nawet bez wezwania) pomagam mu w logistyce rozdysponowywania przekazywanych w darowiźnie przez ARR jabłek, pomagam mu w tworzeniu dokumentacji realizowanych przez Parafię projektów, nasza księgowa pomagała niedawno przez kilka dni z rzędu w uporządkowaniu całej dokumentacji parafialnej, a nasze panie od czystości kilka razy wysprzątały księdzu plebanię, a kilkadziesiąt razy – salki parafialne przed różnymi spotkaniami organizowanymi przez Parafię. Oczywiście sprzątamy olbrzymi ogród parafialny (wcześniej doraźnie wyręczaliśmy dozorcę, obecnie wyznaczyliśmy do tego panie od czystości), na którym odbywają się parafialne imprezy. Zawsze jesteśmy gotowi (choć rzadko jesteśmy o to proszeni i robimy to z własnej inicjatywy lub we współpracy z naszą drogą s. Sawią, karmelitanką, katechetką Przedszkola), by stawić się z rzeszą dzieci i uświetnić zgromadzenia liturgiczne, rozsławiamy Parafię i Kościół swoimi programami artystycznymi, w tym patriotycznymi, oraz wyróżniającym się poziomem przygotowania absolwentów. Nasza witryna internetowa codziennie odwiedzana przez dziesiątki osób tchnie dobrym i pięknym słowem, daje praktyczny, a spójny z ewangelią i filozofią chrześcijańską, wzorzec wychowania, zachęca do wysiłków i odpowiedzialności chrześcijańskiej. Taka działalność Przedszkola nie tylko wspiera nauczycielską misję Kościoła, ale też robi to w sposób i w zakresie nieosiągalnym dla większości duszpasterzy.

Pozwolisz, Ekscelencjo, czcigodny ks. Biskupie, że jeszcze przez chwilę kontynuować będę ten ekskurs, przerywający opis obecnych dramatycznych dni, bo chociaż zawiera pewne rozwinięcia wstępnych uwag,  pozwoli on lepiej zrozumieć wymowę fatalnych ekscesów oraz dowieść smutnej diagnozy, która się z nich wyłania.

Zatem, jeśli pełnimy tak szlachetną misję, dlaczego żaden aspekt naszej działalności nie pojawia się w publicznych wypowiedziach, homiliach lub ogłoszeniach ks. Proboszcza? A przecież jesteśmy ‘kopalnią’ żywych, niewyidealizowanych, ale poruszających przykładów walki i zwycięstw ducha nad słabym ciałem i jego impulsami i to małych dzieci, które powinny być wzorem prostoty w przyjmowaniu prawdy, dobra i piękna (Mat. 18,3). Dlaczego też nigdy nie dziękuje się za nasz wkład w życie Parafii, za dobro, które wytwarzamy i za naszą pomoc ks. Proboszczowi? Wprost przeciwnie, eksploatuje się nas jako lokatorów budynku poklasztornego (z tym, że ulokowany w nim Warsztat traktuje się ulgowo, bo nie każe się mu zatrudniać żadnego pracownika parafii, ani nawet palacza)

W świetle wielu pośrednich i bezpośrednich dowodów odpowiedź na te pytania jest tyle prosta co smutna: nasza działalność nie przedstawia ks. Proboszczowi wartości, jakiej by oczekiwał od czegoś, co zajmuje miejsce w dogodnie położonym budynku podlegającym jego jurysdykcji. W istocie w jego oczach jesteśmy balastem, którego najchętniej by się pozbył (próbował to zrobić zaraz po objęciu parafii Karmelu, ale ks. Biskup, wtedy urzędujący ks. bp Antoni P. Dydycz, nie wyraził zgody ani na likwidację, ani na zmianę statusu, np. przekształcenie w mogące przynosić dochód w postaci czynszu przedszkole prywatne, firmowane przeze mnie, jego współzałożycielkę, Dyrektor Przedszkola). Balastem niewątpliwie Przedszkole było, bo jego złożoność w sensie potrzebnych kompetencji, w tym organizatorskich, menadżerskich, emocjonalnych, intelektualnych i pedagogicznych, jak też w sensie prowadzonej dokumentacji, dokonywanych czynności księgowo-finansowych, w sensie potrzeby zaangażowania się w dziesiątki sytuacji rodzinnych i wychowawczo-rozwojowych, w potrzeby kadry nauczycielskiej i pomocniczej, potrzeby uruchomienia ogromnych pokładów empatii zdolnej objąć trudności, z którymi borykają się dzieci i nauczyciele, zwłaszcza te związane ze zdrowotnością, bezpieczeństwem i komfortem pracy porównywalnym chociaż z poziomem przeciętnie spotykanym w takich placówkach. Nie mogąc uzyskać spodziewanych korzyści (wszak to przedszkole parafialne, którego nie godzi się oficjalnie oczynszować), Proboszcz niedwuznacznie dawał do zrozumienia, że Przedszkolem zajmować się nie będzie, unikał z nim wszelkich kontaktów (obecny tylko na niektórych uroczystościach, np. z udziałem Burmistrza, ks. Biskupa), nigdy nie rozmawiał o Przedszkolu z kadrą, nigdy nie interesował się warunkami socjalnymi nauczycieli i personelu pomocniczego (brak szatni, pokoju nauczycielskiego, pokoju dla księgowej, gabinetu specjalistów, pokoju socjalnego, toalety dla dorosłych, pomieszczenia magazynowego etc.), bardzo go denerwowały wszelkie próby zainteresowania rozwojem Przedszkola, prośby o kolejne sale. Dzięki moim niezmordowanym wysiłkom i presjom, a zarazem dobrej woli kierownictwa i poprzedniego Dyrektora Warsztatu (ks. Proboszcz był zaledwie reaktywny) stworzono grunt pod przejęcie przez Przedszkole dwóch niewielkich pomieszczeń po obu stronach auli widowiskowej, wykorzystywanych przez Warsztat jako magazyny, a przekształconych przez nas na dwie ascetyczne salki dla dwóch oddziałów dzieci. Wszystko to odbywało się w atmosferze ostatecznych ustępstw, ale zarazem obietnic rychłego opuszczenia przez Warsztat zajmowanego budynku poklasztornego (w zeszłym roku p. Kierownik Warsztatu złożyła solenną promesę, że od września 2017 roku będą już w nowej lokalizacji). Mimo obojętności ks. Proboszcza (przyzwyczaił nas do niezwracania uwagi na jego brak zaangażowania i do brania inicjatywy w swoje ręce, co jak dotąd przynosiło liczne efekty, a największy to ten, czym Przedszkole, mimo trudności, jest obecnie, czołowy uczestnik wysokojakościowej edukacji przedszkolnej w mieście), uskrzydleni nadzieją godziwych warunków rozwoju zdecydowaliśmy się na kolejne powiększenie Przedszkola o jeden oddział. Ks. Proboszcz odmówił negocjowania z Warsztatem. Wskazał na możliwość wykorzystania byłych salek katechetycznych. Dzięki moim negocjacjom i staraniom udało się przekonać Związek Kombatantów Żołnierzy AK (wcześniej ‘ubłagany’, by wyjść z budynku klasztornego, też w wyniku moich długotrwałych i bardzo zaangażowanych działań) do przyjęcia innej salki (blisko miejsca zamieszkania ks. rezydenta Wojciecha Wasaka, znanego z drażliwości na obecność dzieci) i opuszczenia salki pod plebanią. Choć warunki w niej są poniżej standardów oczekiwanych od miejsc pobytu dziennego dzieci, Rodzice przedszkolaków z oddziału tam umieszczonego przyjęli to ze zrozumieniem, wierząc, że jest to sytuacja awaryjna , przejściowa i krótkotrwała. Ks. Proboszcz z dużą obojętnością przyjął pozyskanie tego przejściowego, jak mniemaliśmy z początku, miejsca do zabaw, nauki i odpoczynku oddziału 5-latków. W trakcie jednak trwania obecnego roku szkolnego 2016/17 wielokrotnie dawał do zrozumienia, że wyjście Warsztatu z budynku poklasztornego nie nastąpi ani w najbliższym roku, ani w latach następnych. Na początku nie rozumieliśmy jeszcze tej sytuacji. Logiczne się przecież wydaje, że tak potężna organizacja kościelna, zatrudniająca zdolnych i obrotnych menadżerów, jaką jest Caritas, ma wiele opcji, by prowadzić swoje chwalebne dzieła i nie musi tego robić akurat tam, gdzie swoją obecnością blokuje rozwój edukacyjno-ewangelicznych dzieł własnych parafii, nie mniej chwalebnych, a tak istotnych dla poprawiania kondycji lokalnych rodzin, moralności i wiary; i to akurat w budynku należącym do tejże parafii. Z drugiej strony dziwne się wydawało, żeby Proboszcz tejże Parafii miał taką słabą pozycję negocjacyjną lub nie potrafił uzasadnić, jakim priorytetem jest to dzieło Parafii, unikatowe w skali Diecezji, a może i w całym Kraju. Nic w wypowiedziach Kapłana nie sugerowało nawet, żeby zdobył się na taki wysiłek lub chciał się zdobyć. Ale i w stosunku do Warsztatu nie widać było innego postrzegania niż bilanse związane z eksploatacją budynku. Chyba więc i te rozliczenia nie w pełni zadowalały Księdza, bo kilka razy mówił o ustanowieniu dla Warsztatu czynszu za wynajem budynku. Należy przy tym zaznaczyć, że nigdy w kontekście tej wypowiedzi nie rozmawiano o potrzebach rozwoju Przedszkola, ani nie wyrażano chęci odzyskania zajmowanych przez Warsztat pomieszczeń celem ulżenia doli Przedszkola, skrajnie ściśniętego i stojącego przed coraz wyrazistszą smutną wizją zwijania się, radykalnego zmniejszania rozmachu i skali prowadzonej działalności edukacyjnej z powodu warunków lokalowych i jednoznacznie niezainteresowanej postawy organu prowadzącego. Jedynym meritum dla ks. Proboszcza wydawały się fundusze, których w jeszcze większej ilości mógłby pozyskać za zajmowane przez Warsztat lokale.

Ze ściśniętym sercem wracam już do przedednia Świętego Triduum Paschalnego: sytuacja była poważna. W powietrzu zaczęły ‘krążyć’ teorie, sensacje, insynuacje. Postanowiłam zwołać we wtorek wieczorem (11.04.2017) Radę Pedagogiczną, na której wyjaśniłam istotę decyzji kadrowej, którą podjęłam. Wskazałam, że ponieważ zatrudnianie Kościelnego Parafii (zarazem palacza wszystkich parafialnych kotłowni i dozorcy cmentarza) przez Przedszkole było niezdrowe (cierpiał na tym etos pracy niedbającego o Przedszkole dozorcy, wątpliwe moralnie, a naganne prawnie było finansowanie z dotacji celowych Przedszkola), zupełnie niepodobne do warunków pierwotnego zatrudnienia tego pracownika, Przedszkole nie mogło podjąć innej decyzji, tym bardziej, że jego nieoficjalny ‘zakres obowiązków’ nie dawał szans na wywiązywanie się z obowiązków względem Przedszkola, a w grę wchodziło dalsze wynagradzanie go z celowych dotacji edukacyjnych. Na żądanie Rady Pedagogicznej wyjaśniłam również, że ks. Proboszcz, rzeczywiście groził mi zwolnieniem tudzież zastąpieniem mnie kimś innym, może nawet sobą. Informacja ta wywołała konsternację wśród obecnych nauczycieli. Z inicjatywy p. Renaty Sęk, innego zastępcy Dyrektor, Rada wyraziła swoją opinię w sprawie Dyrektor Przedszkola, jej decyzji i zaistniałej sytuacji. Obecni na zabraniu nauczyciele Przedszkola Karmelki wyrazili mi swoje pełne poparcie oraz dla moich wszystkich decyzji za pomocą uchwały (Załącznik nr 1). Z powodu groźby mojego usunięcia wyrazili obawy co do dalszego istnienia naszej placówki.

Podobnie (jak poniedziałkowe i wtorkowe) traumatyczną rozmowę telefoniczną przeprowadziłam z ks. Proboszczem w środę. Strawny przykład, ilustrujący jednakowoż styl prowadzonej przez Księdza rozmowy: na insynuacje związane z moimi zarobkami odpowiadam, że zarabiam mniej od wszystkich dyrektorów prowadzących podobne do naszej placówki; wtedy wykrzykuje: „To niech się Pani zwolni!”.

Szczególnie przerażający był atak Księdza w przedwieczorny piątek 21/04/2017. Oszczędzę opisu tego, co tu się wydarzyło. Sporządziłam notatkę, którą stanowi Załącznik 2 do niniejszego listu.

Pominę inne drobne nieprzyjemne wydarzenia, które miały miejsce do dnia dzisiejszego. Zatrzymam się w tej ich żałosnej relacji na ostatnim, które symptomatycznie opisuje degenerację wszelkich nici porozumienia, zaufania i współpracy. Rano 24/04/2017 ks. Proboszcz w asyście p. Wojciecha Jaroszko, przedstawiciela Rady Parafialnej, wręczył mi dwa pisma, żądające wykonania do następnego i kolejnego dnia określonych w nich rzeczy. Żeby nie zanudzać zbędnymi powtórkami zamieszczam kopie tych pism i moich na nie odpowiedzi (te zawierają szczegółowe argumentacje, obnażają karygodne nieprawidłowości i podają objaśnienia prawne, wykluczające możliwość spełnienia określonych żądań ks. Proboszcza). Stanowią one Załączniki 3-6 [Zał 3; Zał 4; Zał 5; Zał 6].

Wyciągnę teraz wnioski: Organ prowadzący Przedszkole Karmelki w osobie ks. prał. płka Henryka Polaka, Proboszcza parafii p.w. MB z G. Karmel albo nie zna, nie rozumie albo nie chce wypełniać obowiązków organu prowadzącego jednostki edukacyjnej, do czego jest zobowiązany przepisami prawnymi chroniącymi i promującymi edukację (szczególnie dotyczą go Art. 5.7 Ustawy o systemie oświaty, z dnia 7 września 1991r., Dz. U. z 1996r. Nr 67, poz. 329 ze zm., a także jej Art. 34a.1 wraz z Art. 33.3.1,2,4-6, a perturbacji w Przedszkolu pozwoliłaby też uniknąć znajomość i zrozumienie Art. 39 i Art. 90 tej Ustawy), przepisami dotyczącymi postępowania z danymi wrażliwymi (Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych, Dz.U. 2002 nr 101 poz. 926 ze zm., a zwłaszcza Art.23 ust.1 pkt 4). Ale chyba najbardziej brak mu zrozumienia i doceniania zasad przyzwoitości, które powstrzymałyby go przed nonszalancją względem autonomicznej instytucji edukacyjnej, traktowaniem jej jako ‘źródło zysku’, a nie źródło ‘pobożności’ (1 Tym. 6,5-6), przed działaniem na szkodę ‘prowadzonej’ placówki. Poprzez podstępne działania, ukrywające zrazu intencję zapewnienia korzyści finansowej (narzucenie eksploatowanego przez siebie pracownika, obciążania nadmiernymi, niesprawiedliwymi kosztami za opał-ogrzewanie), które stały się jawne w miarę uwidaczniania się postawy niezainteresowania rozwojem Przedszkola, w tym ani jego kondycją fizyczną (obojętność na niedostatki lokalowe), ani administracyjno-finansową (brak świadomego i celowego nadzoru, o którym mówi ustawa o systemie oświaty), ani duchową (mimo zatrudnienia się w Przedszkolu jako katecheta, przez 5 lat nie przeprowadził żadnej katechezy), a na koniec przez działania szykanujące, zastraszające i gwałtowne wobec mnie, dyrektor placówki, co odbija się potworną udręką na całym personelu Przedszkola - - poprzez takie działania wydrenował z osób mających z nim do czynienia oraz osób postronnych potężne zasoby zaufania, którymi zwykle kredytujemy Kapłana, osobę duchowną, nośnika ‘sakralnego dotknięcia’. Staramy się jednak ‘nie poddać zwątpieniu’ (2 Kor. 4,16), choć bardzo nas martwi, że nasz Kapłan prowadzi przeciwko nam walkę w złej, nie do obronienia, sprawie, brutalnie i bez przebierania w środkach. Do konfrontacji doszło przez niefrasobliwość, nonszalancję i niechlujstwo obyczajowe i prawne osoby uważającej, że ma nieograniczoną władzę właściciela prywatnego folwarku. Czyżby czuł się bezkarny? Przecież cierpi jego autorytet, przecież zraża do siebie, a może i do Kościoła, wielu dobrych ludzi, daje błogą pożywkę przeciwnikom (por. Tyt. 2,8). Przecież w tych szaleńczych działaniach i zaślepieniu całkowicie ignoruje intensywne i szerokie, idące w setki, społeczne więzi lojalnościowe, i to bardzo wysokiej jakości, tworzące społeczność Przedszkola Karmelki (personel, 130 dzieci, ich rodzice, dziadkowie i krewni oraz sympatycy i partnerzy owocnej współpracy). A może bagatelizuje dzieło i jego znaczenie, bo w głębi duszy wie, że nie przyłożył do niego ręki, że upuszcza z niego krew... Z pewnością wolałby mieć teraz bardziej spolegliwą dyrektor.

W ostatniej chwili przez zapieczętowaniem tego listu dopisuję komunikat, którego udzielił mi w dzisiejszej, przedpołudniowej, rozmowie ks. Proboszcz: „Przypominam pani, że ten oddział pod Plebanią nie spełnia wymogów i w związku z tym od września dzieci nie będą mogły tam przebywać”. Organ prowadzący wyraził troskę[1]...

Przeczuwając wybuch nieuchronnego, już toczącego się i narastającego jak kula śniegowa, skandalu, który zepsuje tak przez nas oczekiwaną wizytę w naszym Przedszkolu w dniu 16 maja o godz. 10, prosimy Ciebie, czcigodny ks. Biskupie Tadeuszu, o wcześniejsze spotkanie z Tobą i ze wszystkimi osobami, które w swojej mądrości zaprosisz, by pomóc przeciąć sidła zła spadające na nas.

Ks. prał. płk Henryk Polak w przebiegłej walce o pieniądze lub chytrze zdobywane usługi (które opłaca się pieniędzmi) pokazał, gdy mu się sprzeciwiono, złowrogą twarz. Rzecz wzbudza lęk. Lęk o naszą godność, przyszłość, atmosferę pracy, losy wspaniałego dzieła, którym mimo odczuwanego trudu i dyskomfortów byliśmy szczęśliwi. Dzisiaj odbiera się nam to szczęście, drwi z miłości, żąda się za nią haraczu, grozi pustką...

Ufając w mądrość Kościoła, wierząc, że jako Przedszkole z formatem katolickim i klasycznym wykonujemy część jego szczególnie ważnej misji ewangelizacyjnej i cywilizacyjnej, ośmielam się prosić Ciebie, Ekscelencjo, czcigodny ks. Biskupie Tadeuszu, o pomoc w godnym, licującym z powagą i mądrością Kościoła, powściągnięciu niszczycielskich rąk ks. prał. płka Henryka Polaka, których działania mogą skutkować wycieńczającymi perturbacjami i gorszącymi procesami sądowymi; w przywróceniu godności dziełu, które jest starsze niż probostwo sprawowane obecnie przez ks. prał. Henryka; w ukróceniu nękań i szaleństwa rozpętanego przez niego w złej sprawie, które już skutkuje szczuciem, szykanami, odwetami i wyniszcza wypracowane z pomocą Bożą przez nas dobro; w ochronie tego dobra, której potrzebuje przed podstępnym wykrwawianiem, zatruwaniem i demoralizowaniem, tak jak o wiele bardziej potrzebuje wsparcia i serdecznej miłości Kościoła i Jego dobrych pasterzy.

I niech Dobry Bóg (Mat. 19,17) będzie z Tobą, czcigodny ks. Biskupie.

Zawsze Twoja służebnica w Panu,

Lucyna Wojeńska, dyrektor Przedszkola Niepublicznego Karmelki



[1] Zgodnie z art. 5 ust.7 Ustawy o systemie oświaty do zadań organu prowadzącego należy w szczególności: zapewnienie warunków działania szkoły lub placówki, w tym bezpiecznych i higienicznych warunków nauki, wychowania i opieki, etc...