Dyrektor Przedszkola Karmelki                                                                   Bielsk Podlaski, 21.04.2017

Lucyna Wojeńska

 

NOTATKA SŁUŻBOWA

dotyczy: skandalicznego potraktowania podwładnego z użyciem przemocy fizycznej (mobbing) i bezprawnego zagarnięcia dokumentów oraz wyniesienia ich poza teren objęty kontrolą administratora danych

W dniu 21.04 br. około godziny 15.40 do mojego gabinetu wszedł, wyraźnie zdenerwowany, ks. Proboszcz Henryk Polak, sprawujący funkcje organu prowadzącego Przedszkola. Jego wizyta była poprzedzona rozmową telefoniczną, w której zażądał przyniesienie mu segregatorów z dokumentami. Próbowałam wyjaśnić po raz kolejny, że nie mogą one opuścić mojego gabinetu z uwagi na przestrzeganie Ustawy o ochronie danych osobowych. W odpowiedzi usłyszałam ironiczne „Zaraz przyjdę pomóc”. Na czym polegała owa pomoc, doświadczyłam za kilka chwil.

Zaraz po wejściu ks. Proboszcz zażądał wydania mu dokumentów księgowych, z kilku ubiegłych lat, także tych, których jeszcze nie sygnował. W tamtym momencie stałam na krześle wkładając segregator na półkę do szafy. Ksiądz zamaszystym ruchem odepchnął mnie i sam wyjął z szafy dwa przypadkowe segregatory. Kiedy stałam na ziemi zdziwiona i całkowicie oszołomiona ściskając w dłoni jeden z segregatorów, ks. Proboszcz wyrwał mi go siłą tak wielką, że uderzyłam plecami i głową o drzwi szafy z dokumentami. Kiedy chciałam w odruchu obrony przed gwałtem odebrać powierzone mojej odpowiedzialności dokumenty, ks. Proboszcz, bardzo zdenerwowany, zaczął krzyczeć, że zaraz wezwie Policję, że jest organem prowadzącym i wolno mu zabrać te dokumenty.

Z uwagi na obecność na korytarzu rodziców, którzy odbierając dzieci zapełnili cały korytarz sąsiadujący z moim gabinetem, nie odważyłam się ciągnąć protestu, chcąc uniknąć skandalu, który zainicjowałoby wejście do Przedszkola Policji. Z uwagi na dobre imię Przedszkola, moje własne, nauczycieli, wszystkich pracowników, rodziców i małych dzieci, które reagują płaczem i strachem, gdy krzyczą dorośli i pojawią się policjanci, a także z uwagi na wizerunek samego ks. proboszcza nie chciałam dopuścić do krojącego się publicznego skandalu. (Inna sprawa, że mógł to być tylko okrutny blef Księdza, być może jednak niepewnego swoich racji i chyba też nie przepadającego za takimi skandalami).

Próbując się opanować wyjęłam z szafy dokumenty, które określają politykę ochronę danych osobowych, Ustawę o ochronie danych osobowych i  regulamin Przedszkola. Wedle tych regulacji wszystkie dokumenty zawierające dane osobowe, które znajdowały się w zagarniętych segregatorach muszą być  przechowywane tylko w pokoju dyrektora, a osobą odpowiedzialną, czyli administratorem danych, jest dyrektor.

Kilkukrotnie prosiłam księdza, aby zostawił te dokumenty w gabinecie dyrektora. Przecież może je sprawdzić i podpisać w tym pokoju, kiedy tylko chce. Pokazane dokumenty, ustawa i regulamin nie zrobiły na ks. Proboszczu żadnego wrażenia i nie opamiętał się. Zarzucał mi, że jestem nieodpowiedzialnym dyrektorem, bo zwolniłam dozorcę/palacza. „Udzielam pani nagany!”, wykrzyczał i kazał mi natychmiast zatrudnić zwolnionego pracownika. Próbowałam ks. Proboszczowi wyjaśnić po raz kolejny, że dozorca nie wykonywał pracy dla Przedszkola, że został zwolniony dyscyplinarnie za rażące naruszenie obowiązków pracowniczych i kodeksu pracy, że Ksiądz broni złej sprawy. Ks. Proboszcz kazał mi natychmiast napisać wyjaśnienie, dlaczego zwolniłam pracownika i jak ma być ogrzewane Przedszkole. Krzyczał, że udziela mi nagany, bo naraziłam małe dzieci na zimno, zwalniając dozorcę-palacza. Twierdził, że moim statutowym obowiązkiem jest za ogrzewanie Przedszkola (co jest absurdem, bo nie można ogrzać Przedszkola nie ogrzewając całego budynku, w tym jego większej części zajmowanej przez Warsztat Terapii Zajęciowej, a za budynek w oczywisty sposób jest odpowiedzialny ks. Proboszcz). Poprosiłam ks. Proboszcza o możliwość napisania tego wyjaśnienia później, bo za kilka chwil kończę pracę. Ksiądz wychodząc zabrał jeden segregator, wygrażając mi, że zwolni mnie dyscyplinarnie. Ja zaś do końca go prosiłam, by zostawił ten segregator w moim pokoju.