Bielsk Podlaski, 07.04.2017

NOTATKA SŁUŻBOWA

W dniu 06.04 br. o godzinie 10.00 rano poleciłam panu (Nomen Cognomen*), pracownikowi zatrudnionemu na stanowisku dozorcy-palacza posprzątanie ogrodu przedszkolnego. Prosiłam o dokładne wysprzątanie ogrodu ze śmieci, butelek szklanych i plastikowych, uporządkowanie desek z których wystawały gwoździe oraz rozbitego szkła. Stwierdziłam, że zastany bałagan wynika z jego zaniedbania się w sprzątaniu ogrodu oraz uprzedziłam pana N. o skutkach pozostawienia rozbitego szkła niemal na środku placu zabaw, na którym bawią się dzieci. Uprzedziłam, że około 100 dzieci, codziennie przychodzi do ogrodu przedszkolnego i pozostawienie rozbitego szkła naraża dzieci na niebezpieczeństwo uszkodzenia ciała i zagraża życiu. Przypomniałam panu N. o obecności w przedszkolu jego wnuczki, o bezpieczeństwo której także dbamy. Pracownik obiecał, że zaraz się przebierze i posprząta rozbite szkło i butelki, w drugiej kolejności zaś inne śmieci, także te, które znajdują się za żywopłotem, a przed ogrodzeniem.

            Następnego dnia z rana ok. godz. 8.00 sprawdziłam plac zabaw. Ze przerażeniem stwierdziłam, że rozbite szkło nie zostało uprzątnięte. Poleciłam pani woźnej usunąć rozbite szkło i butelki i wezwałam p. N., który przybył o godzinie 17.00. Prosiłam pracownika o wyjaśnienie, dlaczego nie wykonał polecenia służbowego z poprzedniego dnia oraz przypomniałam, że rozbite szkło miało zostać uprzątnięte od razu, do czego zobowiązał się pan N. W odpowiedzi usłyszałam, że rozbitego szkła on przecież nie rozbił, że dzieci śmiecą, że nauczyciele nie pilnują dzieci. Postawa pracownika, ton jego głosu oraz sposób „wyjaśniania” zaistniałego zaniedbania wskazywały na nonszalancję w stosunku do swoich obowiązków, brak szacunku do przełożonego oraz arogancję właściwą dla osób pogardzających zwierzchnikami i ignorujących ich napomnienia. Odczytałam pracownikowi moje zarzuty i przypomniałam, że nie jest to pierwsze jego wykroczenie polegające na niewykonywaniu i lekceważeniu obowiązków wpisanych w jego stanowisko pracy oraz oznajmiłam, że to, którego się właśnie dopuścił wraz z wymówkami i towarzyszącą im postawą stanowi rażące wykroczenie, 1) stwarzające zagrożenie zdrowia, a nawet życia przebywających w ogrodzie dzieci, co stanowi poważne naruszenie interesów Przedszkola i stanowi ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracownika, 2) wyrażające jego ogólny sprzeciw wykonywania jakichkolwiek zlecanych przeze mnie zadań (zła wola), 3) będące wyrazem całkowitego rozkładu stosunku pracodawca-podwładny.

Reasumując, zachowanie pracownika było zawinione i wyrażało się w naruszeniu podstawowego obowiązku pracowniczego, stanowiło więc w pełni uzasadnioną przesłankę do rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia (Kodeks Pracy, art. 52) Dodatkowo ze słów pana N. C. wynikało, że nie uważa mnie za swojego przełożonego. Za takiego uważa ks. proboszcza. Pan N. C. odmówił podpisania przygotowanego rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia. Zgodnie jednak z obowiązującym prawem (Kodeks Cywilny) rozwiązanie umowy o pracę zostało skutecznie dokonane. Pan N. C. głośno wyrażając wzburzenie i grożąc mi konsekwencjami ze strony ks. proboszcza (z którym, jak krzyczał, miał zaraz przyjść), nie zważając na stojących za drzwiami rodziców i nauczycieli, wybiegł z budynku, trzaskając drzwiami, nie przestając krzyczeć. Odczekałam jeszcze półtorej godziny od końca rozmowy. Nikt nie przyszedł. O godzinie 18.30 udałam się do domu

*Nomen (imię) i Cognomen (nazwisko) zostały zakryte z uwagi na to, iż pan N. C. jest osobą prywatną i zasadniczo nie jest złym człowiekiem, a został w przewrotny sposób zdezorientowany, moralnie usidlony i zdemoralizowany przez ks. proboszcza Henryka Polaka, dlatego też uznaliśmy, że nie należy go 'osławiać'.