Notatka z zebrania Rady Pedagogicznej z dnia 06 lipca 2017 roku

Przed godziną 11.00 w sali Biedronek zebrali się wszyscy nauczyciele przedszkola Karmelki pod przewodnictwem dyrektor Lucyny Wojeńskiej. Nieobecna była tylko p. Nomen Cognomen. Obecna była za to wciąż przebywająca na urlopie macierzyńskim, a mająca objąć od września 2017 grupę 3-latków p. N_1 C_2. Czekaliśmy na ks. Zbigniewa Domirskiego, nowego proboszcza Parafii pw. MB z GK, będącego zarazem reprezentantem organu prowadzącego nasze Przedszkole.

Pani dyrektor zaproponowała uchwałę, której celem była solidaryzacja kadry nauczycielskiej wokół obrony autonomii gwarantowanej przez dotychczasowy i wciąż obowiązujący statut Przedszkola. Postulowany w niej był roczny okres wzajemnego poznania się kadry Przedszkola z nowym proboszczem, mający na celu zrozumienie intencji i istoty zapowiadanych zmian statutowych, stosunku proboszcza do Przedszkola, wykonywanej w nim pracy i kadry nauczycielskiej; umożliwienie proboszczowi zrozumienia adekwatności obowiązujących regulacji statutowych, ich waloru zabezpieczającego przed nadużyciami, priorytetyzowania dobra dziecka i jego edukacji; umożliwienie proboszczowi docenienia stylu zarządzania Przedszkolem przez p. Lucynę Wojeńską, przyjrzenia się temu, jak wydaje środki celowe, jak oszczędza na inwestycje, jak dba o substancję materialną i jej konserwację, jak troszczy się o prestiż Przedszkola i poziom wykonywanej w nim pracy edukacyjnej pod okiem doświadczonych nauczycieli, w tym p. Stanisława Wojeńskiego i p. Renaty Sęk. Nauczyciele zapoznali się już z propozycją uchwały zaprojektowanej przez p. Stanisława Wojeńskiego i rozmawiali teraz, zasadniczo zgodnie, o potrzebie takiego rocznego okresu ‘przejściowego’ przed ewentualnymi zmianami sugerowanymi autorytetem ks. Biskupa (mianowicie zalecenie zmiany w postaci mianowania proboszcza parafii dyrektorem Przedszkola w tejże parafii). Nie wszystkim atoli nauczycielom zrozumiałe były sformułowania zawarte w uzasadnieniu uchwały i przypuszczali, że mogą być odczytane jako zbyt dosadne. Niemniej wszyscy obecni podpisali się pod projektem rzeczonej uchwały jeszcze przed przybyciem ks. proboszcza.

Ostatecznie uchwała nie była poddawana pod głosowanie, ponieważ wkrótce przybył ks. Domirski i w trakcie dyskusji z duchownym uzyskano od niego deklarację gotowości opowiedzenia się po stronie propozycji, której w istocie dotyczyła uchwała. Pani Lucyna uznała, że ksiądz wystarczająco dobitnie wyraził dobrą wolę współpracy z Przedszkolem w jego obecnym kształcie i nie wracała już do propozycji uchwały.

Ksiądz wyraził równocześnie gotowość współpracy z p. Lucyną Wojeńską, którą w dalszym ciągu, jak się wypowiadał z przekonaniem po rozmowach z kadrą nauczycielską Przedszkola w dniu 04 lipca (2 dni wcześniej), chętnie chciał widzieć jako wicedyrektor Przedszkola. „A dlaczego nie dyrektor”, pytali nauczyciele. „Czy nie mógłby być ksiądz dyrektorem naczelnym, a pani Lucyna dyrektorem administracyjnym lub personalnym?” pytali inni (np. p. Renata Sęk). Ks. Domirski wyraził zainteresowanie takim wariantem, jednak zastrzegł, że musi o decyzję poprosić osoby decyzyjne przy ks. Biskupie. Zobowiązany ogniem pytań nauczycielek powiedział jednak, że odpowiada mu nasza propozycja obowiązywania status quo przez najbliższy rok szkolny i że takie swoje zdanie wyrazi decydentom.

Wydaje się, że na taki kształt finału rozmów z ks. Domirskim, oprócz postawy nauczycielek, miał wpływ szereg pytań zadanych księdzu przez p. Stanisława Wojeńskiego. Chciał najpierw ustalić, co ksiądz Domirski miał na myśli, kiedy dnia 04 lipca, podczas pierwszej wizyty w przedszkolu, w gabinecie p. dyrektor powiedział, że ks. Biskup dał ks. Polakowi czerwoną kartkę, to i nam musiał dać żółtą. Zapytany, czy normalną praktyką jest wręczanie żółtej kartki zarówno winowajcy jak i ofierze, stwierdził, że porównanie było nietrafne. Zapytany o to, jakie błędy popełniło więc Przedszkole, że musi w tak dziwny sposób być ‘poprawiane’, nie potrafił dać innej odpowiedzi niż ta, że taka była ‘decyzja’ Biskupa. Kiedy zwrócono mu uwagę na to, że jednakowoż jest różnica między ‘decyzją’ (a jaka mogłaby być wydana w odniesieniu do Przedszkola nie podlegającego, zgodnie ze swoim Statutem, Jego jurysdykcji?) a ‘zaleceniem’, odpowiedział, że nasz spór rozstrzygnie ‘dekret’ ks. Biskupa (i gdy pytanie próbowało znaleźć płaszczyznę porozumienia na słowie ‘zalecenie’, odpowiedź operowała między ‘decyzją’ a ‘dekretem’, zupełnie nie biorąc pod uwagę kwestionowania takich uprawnień wobec Przedszkola takiego jak nasze, o określonej historii oraz umocowaniu prawnym i statutowym). P. Wojeński zwrócił uwagę ks. Domirskiemu, że jedyne inne przedszkola parafialne w diecezji (dwa: działające w Węgrowie i w tym roku założone, jeszcze nie działające, w Bielsku Podlaskim) założone zostały przez ks. Karolaka, który inicjował je jako ich dyrektor. Nasze Przedszkole założono inaczej i tym się na korzyść różni od węgrowskiego (dużo skromniejszego zresztą niż nasze, choć starszego), że wierniej odzwierciedla model ustawowy, dzięki czemu m.in. może bronić swej integralności przed nieuczciwym organem prowadzącym. Narzucenie zatem naszemu Przedszkolu struktury potencjalnie szkodliwej nie może być dobrze poinformowaną intencją ks. Biskupa. Parcie, by za wszelką cenę narzucić nieuzasadniony, nieefektywny, nieszczelny i nieprzejrzysty model jest wyrazem rezygnacji z zasad uczciwego myślenia, jest niejasną grą autorytetami, zdradza ukryte intencje, które na dodatek nie wydają się być czyste, a na pewno nie najrozsądniejsze. P. Wojeński prosił ks. Domirskiego o zdobycie się na odwagę moralną i intelektualną i niestawianie nas pod presją, która zastraszając myślenie pozbawia jasności osądu, co nie przystoi placówce edukacyjnej, zrzeszającej ludzi wrażliwych artystycznie, twórczych i aspirujących intelektualnie i moralnie. Ksiądz odwołał się też do innego przykładu mającego legitymizować przejęcie przez siebie Przedszkola w roli jego dyrektora: „Czy p. Sieciński, będąc właścicielem jakiegoś swojego zakładu nie może tam przyjść i zwolniwszy dotychczasowego dyrektora zostać nim w jego miejsce?” P. Wojeński zarzucił takiemu podejściu traktowanie placówki edukacyjnej jak prywatnego folwarku, a nie jak autonomicznego (patrz statut) wspólnego dobra, placówki z osobowościami (nauczycieli) i pracującej nad osobowościami (dzieci), wrażliwej na perturbacje i grę lojalnościami. Ponadto zwrócił uwagę na różnicę między firmą prywatną a instytucję z organem właścicielskim. Przedszkole to nie prywatny folwark Parafii i jej zarządców. Ks. Domirski zgodził się na nietrafność i tego swojego porównania. P. Wojeński przyrównał ten rodzaj własności, jaki on sprawuje nad Przedszkolem do tego, którym dysponuje Burmistrz miasta nad szkołami, przedszkolami miasta. W żadnym mieście Polski burmistrz nie ubiega się o dyrektorowanie nad jakąkolwiek placówką edukacyjną, dodajmy, finansowaną z dotacji budżetowych. Jednocześnie to organ prowadzący jest najwyższą, bo kontrolną, sprawdzającą władzą, której nie powinien mylić z dystrybutywną, wykonawczą, mającą być przez siebie właśnie nadzorowaną co do ilości (zasadności wydatków, poziomu zatrudnienia), jakości (procesów i końcowego produktu) oraz co do wzajemnych relacji tych jakości i ilości.

Ks. Domirski powiedział w końcu, że jemu samemu nie w smak robić to, co teraz robi. „Ktoś nabałaganił, a ja ma po nim sprzątać. Sam powinien po sobie posprzątać”, mówił jakby narzekając na rzucony na jego barki ciężar, usprawiedliwiając się ze wszystkich swoich niepopularnych żądań, zrzucając winę na „innych”. Na koniec wyraził optymizm co do wyniku swojej misji, satysfakcjonującego dla obecnych, i pożegnawszy się wyszedł.

Rada przeszła do spraw organizacyjnych dotyczących następnego roku szkolnego, w tym harmonogramów czasu pracy nauczycieli. Po potwierdzeniu systemu ‘zmian’ godzinowych sesję Rady przeniesiono na sierpień, kiedy dopięte zostaną wszystkie szczegóły poddane tymczasem do przemyślenia. Nauczyciele się rozeszli do swoich przerwanych obowiązków.