(wpis z dn. 18 stycznia 2018)

W tejże ‘notatce’ proboszcza Domirskiego (‘z 6 lipca 2017’) dalej czytamy: «Tego samego dnia o g. 16:00 otrzymałem telefon, w którym Pan Nomen Cognomen poprosił mnie o pilne spotkanie z jego żoną Nomen1, pracownicą przedszkola. Poprosiłem, by jak najszybciej oboje przyjechali na plebanię parafii M.B. z Góry Karmel. W trakcie spotkania Pani Nomen1 Cognomen oświadczyła, że ona i inne pracownice przedszkola są poddawane mobbingowi przez Pana Stanisława Wojeńskiego. Pod groźbą natychmiastowej utraty pracy były zmuszane do podpisywania uchwały o poparciu dla państwa Wojeńskich oraz zmuszani do odgrywania „teatru” poparcia dla dyrekcji w trakcie Rady Pedagogicznej, na której byłem wcześniej obecny. Były również straszone, że jeżeli Proboszcz zostanie dyrektorem to stracą pracę.»

Przytoczona wyżej nędzna elukubracja kł. in. Domirskiego, do której już kilkakrotnie odnosiliśmy się na tym blogu, zawiera, prócz ogólnie trującego tonu, łajdackie kłamstwo, że ‘pracownice’ „pod groźbą natychmiastowej utraty pracy były zmuszane do podpisywania uchwały o poparciu dla państwa Wojeńskich oraz zmuszani do odgrywania „teatru” poparcia dla dyrekcji w trakcie Rady Pedagogicznej”. O niewiarogodności tego oskarżenia wypowiedziałem się już wcześniej, zwłaszcza w poprzednim poście. Ponownie też zwrócę uwagę, że kł. in. Domirski zdradziecko i obrzydliwie wkłada tę podłą insynuację w usta osoby, która miała powody, żeby w perspektywie narzucanych ‘reorganizacji’, jak wcześniej wyjaśniłem, odczuwać sporą dozę niepewności i lęku. Odpowiedzialność jednak za to ponosił całkowicie intrygant Domirski, którego agresywny zajazd (jako sequel udręk zsyłanych na Przedszkole przez ks. płka Polaka i jego ‘żołnierzy’) frustrował i skłaniał do nieprzemyślanych, indywidualnych aktów negocjacyjnych, które kł. Domirski słusznie mógł postrzegać jako akty nielojalności względem p. Lucyny. I tak właśnie je przedstawił...

Posłużył się mężem koleżanki, a następnie nią samą, by zachęcić (skłonić) ją do ‘zeznań’ obciążających „państwo Wojeńskich” (proszę zauważyć, że ta zbitka pojawia się jak mantra i ma nas przyzwyczaić do zbiorowej odpowiedzialności, p. dyrektor i mojej, za... no właśnie za co...?) O ‘groźbach’ i ich ‘związku’ z (tajemniczo tutaj brzmiąco) uchwałą już pisałem (zob. choćby wpis poprzedni, z 14 stycznia). Jestem pewien, że in. Domirski zdradziecko obciążył panią Nomen1 tym kłamstwem, by zrobić wrażenie na sędzi czytającym jego mdłą odpowiedź na pozew, próbując w ten sposób podratować niechybnie przegraną pozycję. To z tej notatki dowiadujemy się też, że ‘mobbingowanie’ jest moim dziełem, a nie, tak jak kł. Domirski straszył p. Lucynę podczas wręczania jej ‘wypowiedzenia’, działaniem p. dyrektor, o którym świadectwa, ‘poświadczone podpisami przez mobbingowane pracownice złoży ksiądz w sądzie, gdyby został przez nią pozwany’. Oczywiście wredną brednią, obrzydliwym pomówieniem, jest i jedno, i drugie. Powtórnie księdzu aplikuję reedukację, odsyłając do objaśnień, czym ‘mobbingowanie’ jest, a czym nie jest.

Wątpię, by biorąca udział w tej inscenizacji ‘pracownica’ mogła potwierdzić taką blagę! Kłamał p. Lucynie o podpisanych oświadczeniach, a będąc przez nią pozwany nie podał żadnej z obu rozmówczyń na świadka, bo sam pewnie nie ufał sile swojej blagi. Tak oto posłużył się ksiądz ‘pracownicą’, by wyłgać się od odpowiedzialności za swoje szachrajstwa (m.in. mające na celu splugawienie wizerunku owych „państwa Wojeńskich”). Jeśli zaś idzie o samą p. Nomen1, nie jest ona jeszcze nauczycielem, choć ciężko pracuje i uczy się, by nim zostać, a jej zaproszenie na Radę było przejawem panującego w Przedszkolu ducha egalitaryzmu, i chęcią pani dyrektor dowartościowania wszystkich aspirujących do pracy pedagogicznej. Może brak doświadczenia kazał jej użyć słowa ‘teatr’ (lub włożono je w jej usta). Znam swoje koleżanki i wiem, że poparcie dla p. dyrektor Lucyny Wojeńskiej było szczere (nawet ks. Domirski w swojej zredukowanej ‘relacji’ z tej Rady nie wskazuje na żadną sztywność, ani objawy przymusu). To, co zawierała zaś uchwała, która zresztą nie była procedowana, dotyczyło w swej istocie nie ‘poparcia dla pp. Wojeńskich’, lecz, w prośbie skierowanej do ks. Domirskiego, umożliwienia poznania się i wspólnego napisania ewentualnego nowego statutu podczas najbliższego roku szkolnego, a tymczasem zachowania status quo. I mimo iż kł. Domirski słyszał wyraźne i dobitne głosy postulujących takie działanie nauczycielek, to w swojej ‘relacji’ przewrotnie pomija ten fakt i łże, iż żądali tego „państwo Wojeńscy”. Przebieg owej RP (z 6 lipca 2017) z rzetelnością, ile jej mam w swojej naturze brzydzącej się manipulanctwem i łgarstwem, przedstawiłem we własnej notatce, omówionej we wcześniejszym poście (kiedy pozywany ks. Domirski ją przeczytał, napisał swoją, naiwnie sądząc, że da ‘słowo przeciw słowu’).

Tu otworzę passus dotyczący protekcjonalnej myśli wyrażonej w jego notatce, zawierającej ostrzeżenie, że w związku z postulowanym odroczeniem zmian statutowych ”czuje się zwolniony z propozycji kadrowych...” Wprawdzie powiedział wtedy o tym, że ostateczną decyzję w postaci dekretu podejmie ks. biskup i może on jednak nie uwzględniać dotychczasowych uzgodnień, to jednak padające w kontekście jego notatki aroganckie samo-zwolnienie się z łaskawie wcześniej ofiarowanych „propozycji kadrowych” stanowi sfingowaną i przewrotnie przemyconą tu myśl, mającą na celu usprawiedliwienie zwolnienia p. Lucyny zaledwie tydzień później, ciosu zadanego w istocie bez zapowiedzi, zdradziecko i niezrozumiale. Dla mnie jego wypowiedź podczas rady nie miała większego sensu (toteż uznałem ją za pozbawioną istotnego znaczenia), ale w jego notatce jawi się w formie apoteozy aroganckiej głupoty! I w tej to formie myśl ta jeszcze bardziej obciąża cynicznego gracza nie dbającego o to, że brzmi zuchwale i grubiańsko, który szuka pretekstów, choćby najbardziej nielogicznych i niezrozumiałych , by otumanić czytelnika nieuchronnością działania ‘sił trzecich’, o najwyższej, autorytarnej i nie liczącej się z nim powadze, oraz własnym brakiem wpływu na to, co się niedługo zdarzy. Albo zasługi są, albo ich nie ma! Jeśli oparta na nich propozycja współpracy jest uzgodniona, to przecież zgoda, jak sam powiedział, przyszła z kurii (a autorem jej miał być ks. Mielnicki!). Ma się wrażenie jakby mówił do dzieci, a sprawa dotyczyła nie czyjegoś życia i godności, ale jakichś... cukierków! I to cudzych cukierków! Przecież jego ‘propozycja’ nie dotyczyła niczego, co darowałby od siebie, albo z zasobów kurii!

Mówił o ‘propozycji’ w przewrotnym znaczeniu: ‘wyrwanego szafarstwa’, dzieła p. Lucyny Wojeńskiej, dotychczasowej legalnej szafarki, które może jej być ponownie z pewnymi zastrzeżeniami ofiarowane, gdyby zostało pokornie i „bez jakiejkolwiek dyskusji” przez nią przyjęte! I pisze o decyzji biskupa (na RP mówi o ‘dekrecie’), jakiejś karnej, mściwej, skoro możliwie dotkliwej i pozbawiającej przyznanych wcześniej ‘możliwości’. Oczywiście tym ‘dekretem biskupa’ okazuje się ‘decyzja’ tegoż samego urzędnika kurialnego (ks. Mielnickiego proboszcz wymienia podczas rady explicite) i najwidoczniej dana tego samego dnia, i tak samo ‘na gębę’ podana jest proboszczowi do wykonania, jak poprzednia zgoda na ową ‘propozycję kadrową’! Domirski kpi z naszej inteligencji, traktuje jak niedorozwinięte dzieci, które za „dyskusje” z ‘tatusiem’ zostaną ukarane odebraniem zabawek i odesłaniem do ciemnego pokoju! Ks. Mielnicki najprawdopodobniej radzi mu też pozyskać świadectwa, będące pretekstem do zwolnienia p. Lucyny... In. Domirski postarał się o nie jeszcze tego samego (1) i następnego dnia (1)... Mam nieodparte wrażenie, gdy staram się ogarnąć wszystkie te bałamutne wątki, że i „propozycja kadrowa” była blagą, i udział w RP miał na celu wyłącznie wyłganie się z owych „propozycji”, bo z pewnością się spodziewał, że usłyszy ode mnie lub p. dyrektor jakieś uwagi, które kontestują jego działania! Nie przypuszczał, że będzie to głos całej Rady. Ale w swojej bałamutnej notatce w zasadzie to ukrył, a tam, gdzie mu się to wymsknęło (o czym niżej), hipnotyzuje czytelnika terminem „państwo Wojeńscy”.

I tak to, jak zawsze i wszędzie, próbuje się wyłgać od odpowiedzialności za swoje szachrajstwa, obciążając biskupa za nierespektowanie dokonanych uzgodnień, które sam wcześniej uznał za słuszne, skłoniony niepodważalnie dobrą opinią o p. dyrektor, wyrażoną przez cały personel w dniu 4 lipca! Teraz o tym milczy lub zadaje temu kłam niewiarogodnymi świadectwami, z wyjątkiem ... jednego rzuconego dość desperacko (brak weny twórczej?) zdania w swojej notatce o RP: „W dalszej części spotkania pracownicy przedszkola zapewniali mnie o swoim poparciu dla Państwa Wojeńskich.” Po zbitce „państwa Wojeńskich” rozpoznajemy jednak prawdziwą intencję księdza. Ma to być przecież załgany „teatr” (jako dalej rzecze relacjonując ‘wyznania pracownicy’)! Dziwne, że gotów był ‘po trupie’ „państwa Wojeńskich” przejąć i przytulić te ‘załgane’, obłudne ‘pracownice przedszkola’!

Mówiąc zaś poważnie: albo za tchórzliwie kłamliwe ich nie uważał (zatem sam kłamał), albo za takie je uważał i też kłamał, bo manipulował wypowiedziami udręczonych jego własnym działaniem osób, zwabionych i wykorzystanych w ramach realizowanej przez siebie intrygi. Ale tak czy owak robił to po to, by ukryć bezprawność i zbójeckość przejęcia przedszkola, a o analizę zachowań pań nie dbał, bo spodziewane ‘zyski’ w ‘odwojowanym przedsiębiorstwie’ mogą być dla niego wypracowane przecież i przez moralnie słabe istoty... Osoby, których lęk wykorzystał, nie zdawały sprawy z perfidnej chytrości księdza, w istocie liczącego na ‘zyski’, ale przez nie uznawanego za autorytet i ostateczną ostoję ich bezpieczeństwa, bo przecież oddając mu przysługę i tak niczego w swojej sytuacji nie zmieniły. Nie zapewniły bezpieczniejszego statusu. Nikt przecież nie przegania dojnej krowy z zagrabionego gospodarstwa! Co najwyżej, jeżeli jest bezwzględny, będzie żądał tyle samo mleka za mniej strawy... A z pewnością ignorant (w sprawach tego ‘gospodarstwa’), jakim jest in. Domirski, posługujący się w swojej ‘dojni’ pośredniczkami-administratorkami, zainteresowany był (i jest) tylko mlekiem...

Zastraszanie koleżanek (rzecz obrzydliwa i niegodna osoby o pretensjach intelektualnych i etycznych), które ksiądz imputuje ‘mojej osobie’, jak już wyjaśnialiśmy, było specjalnością ks. Polaka, a ślepiec i głuchy by nie dostrzegł, że atmosferę zastraszania tworzył sam kł. in. Domirski, choć nie krzyczał i nie ciskał rękoma. Ale kłamstwa i kłamstewka to już specjalność, choć też nie wyłączna, ‘naszego’ proboszcza. Ten w porównaniu z poprzednim krętactwo i dezinformację stosuje na dużą skalę. ‘Lakoniczna’ jego notatka z 7 lipca jest żałośnie tendencyjna i świadczy ponadto o wyczerpaniu konceptu naszego kłamczuszka: „W dniu dzisiejszym o spotkanie na plebanii poprosiła Pani Nomen2 Cognomen2, wychowawczyni pracująca w przedszkolu ,,Karmelki". Po przybyciu na plebanie potwierdziła wszystko o czym dzień wcześniej usłyszałem od Pani Nomen1 Cognomen. Obie Panie nie wiedzą wzajemnie o swoich spotkaniach ze mną.”

Czy tak trudno byłoby przytoczyć rzeczywiste słowa? A czy ksiądz nie sugeruje w ten sposób powielenia wcześniej ustalonej, spreparowanej wersji (której nie warto już powtarzać). Zresztą, powtórzę raz jeszcze, nie daję wiary w tak brzmiące zdradzieckie wypowiedzi obu pań. Pierwsza, obdarzona przez panią dyrektor kredytem zaufania, zawdzięcza jej przedłużenie umowy o pracą na czas nieokreślony, druga – niedawne opłacenie przez Przedszkole jej studiów podyplomowych podnoszących kwalifikacje nauczycielskie... Przyczyna ich wizyt? Znowu powtórzę, że dały się uwikłać w sieci zarzucone przez proboszcza, którego mentorem w tym ‘rybobraniu’ był ks. Mielnicki... Jakakolwiek wizyta u proboszcza w sytuacji ogólnego stresu panującego wśród pracowników, niepewnych działań nowego proboszcza, obawiających się zwolnień (kobiecej psychiki nie należy oceniać tylko według kryteriów racjonalnych) – nie jest niczym odosobnionym i dziwnym. Dziwne, że tylko 2 na dwanaście...

Ponadto, gdyby rzeczywiście 2 osoby z tak ‘zatrważającymi problemami’ do niego się zwróciły, czy nie powinien, jako dobry pasterz, wezwać panią dyrektor i (być może) ‘moją osobę’, sprawdzić, ustalić fakty, ewentualnie serdecznie wykazać błąd, pouczyć i wszystkich pogodzić. W takie standardy wierzymy, a pani  dyrektor konsekwentnie takie standardy stosowała, zawsze, wytrwale i sumiennie. Z chytrze uwitej notatki Domirskiego widać, że zależało mu tylko na działaniu przeciwko legalnej dyrektor Przedszkola. Rozmowy z paniami były rozpaczliwie zbieranymi pretekstami na zwolnienie, ale i tak okazały się za słabe, by uwzględnić je w akcie ‘wypowiedzenia umowy’. Z czasem (po upływie półtora miesiąca, kiedy przygotowywał odpowiedź na pozew p. Lucyny), sprokurował o nich notatki, bo z pewnością podpowiedziano mu, że powinien się nimi posłużyć, aby usunąć nieodparte wrażenie sprzeczności pomiędzy oferowaną „propozycją kadrową” (z 4 lipca po południu), potwierdzoną na Radzie Pedagogicznej (z 6 lipca), a następującym zaraz potem zwolnieniu z pracy (w dn. 13 lipca, ale we wszystkich ‘powodach’ powołującym się na ranek dnia 4 lipca!).  O bałamuctwach i nielogicznościach tych notatek mówiliśmy już w poprzednich akapitach, ale i w moralnym kontekście notatki te nie wytrzymują próby, bo są w efekcie wyrzutem skierowanym przeciw pasterskim kompetencjom księdza, kłamczucha i intryganta, człowieka, którego sumienie miesiące już wytrzymuje zadanie krzywd, wypowiedzenie łgarstw, rozpowszechnienie plotek, zgorszenie wielu ludzi... - - i są świadectwem, owszem, ale jego moralnej kompromitacji...