QUINQUENNALE

Uroczystości jubileuszowe 5-lecia działalności Przedszkola "Karmelki"

 czwartek, 23 czerwca 2016 r.

 

Część I.

Przed Po-Trzykroć-Świętym. Dziękczynienie w świątyni

Nasz jubileusz 5-lecia rozpoczęliśmy o godzinie 15.00 uroczystym dziękczynieniem w parafialnym kościele pw. Matki Bożej z Góry Karmel, do którego nasze, mieszczące się w poklasztornym budynku, Przedszkole przylega bezpośrednio, tworząc część jego murów-ogrodzenia. Msza Święta była odprawiana przez JE ks. biskupa Tadeusza Pikusa, któremu towarzyszył ks. prał. Henryk Polak, proboszcz naszej parafii MB z GK, Ojciec Prowadzący naszego Przedszkola; ks. prał. Wojciech Wasak, ksiądz emeryt, ongiś proboszcz naszej parafii, a w naszej zbiorowej świadomości zasłużony rewindykator poklasztornego budynku; ks. kan. Tadeusz Kryński, założyciel Przedszkola Karmelki, poprzedni proboszcz naszej parafii, obecnie dziekan ciechanowiecki; ks. prał. Kazimierz Siekierko, dziekan bielski oraz ks. Łukasz Wojewódzki, wikariusz naszej parafii. Świątynię szczelnie wypełniały rzesze ludzi, w tym władze Miasta i Gminy, dyrektorzy szkół i innych instytucji kulturalno-edukacyjnych, a przede wszystkim Rodzice dzieci z Karmelków.

Uroczysta msza św. była starannie przygotowana pod kątem czynnego udziału dzieci. Zdumienie i podziw Dostojnych Celebransów, Pana Burmistrza, Pani Wójt i elity edukacyjnej Miasta Bielsk Podlaski, a radość i łzy wzruszenia zgromadzonych Rodziców budziły zarówno pełen wigoru śpiew, odpowiedzi oraz gesty niemal setki małych chrześcijańskich dzieci, które gęsto wypełniły frontalne ławki świątyni, jak również ich wytrwałe, posłuszne i czujne towarzyszenie następującym po sobie obrzędom i mowom.

Na samym przodzie siedziały starszaki, po prawej stronie Damy i Rycerze (DiR), po lewej zaś Zuchy. Za nimi, odpowiednio Sówki oraz Pszczółki, za którymi z kolei, w ławkach z oparciami, siedziały najmłodsze Biedronki. Wszystkim dzieciom, jak dobrzy aniołowie, towarzyszyli ich wychowawcy z asystentami.

Przy organach, przed ołtarzykiem MB z Fatimy, siedział Pan Artur Leszczyński, który z instrumentu posłusznego jego palcom oraz ze swojej dźwięcznej krtani, którą czule obejmowała piękna karmazynowo-szkarłatna muszka na tle nieskazitelnie białej koszuli, wyczarowywał wraz z towarzyszącymi mu skrzypaczką i flecistką, dziewczętami dojrzałymi w swojej sztuce, to podniosłą, to tryumfalną, to ekstatyczną, zawsze radosną, muzykę i śpiew. W swoim smoliście czarnym, eleganckim garniturze wyglądał jak majestatyczny świerszcz polny, inny genialny instrumentalista-śpiewak, którego pienie jeszcze dziś usłyszymy, jak dobiega z przedszkolnej sceny.

Ale był jeszcze ktoś, kto nadawał tempo, rytm i wysokości pieśni i liturgicznych wezwań. Panna Magda Gołębiecka, dzielny współwychowawca Dam i Rycerzy (nieocenione wsparcie p. Stanisława Wojeńskiego, wychowawcy), jak towarzysząca Apollinowi Muza Erato współtworzyła z p. Leszczyńskim muzyczną osnowę bez słów się z nim komunikując, grając na dźwięcznostrunnej gitarze. Dzisiaj to p. Wojeński, wraz z nią stojący pod ścianą przy schodkach prezbiterium, po lewej ręce przed swoimi dziećmi, po prawej przed ołtarzem, zdawał się w swym czarnym garniturze być jej cieniem. Jej pięknie utrefione loki, jak pszeniczne kłosy, spływały na szyję i ramiona, współgrając z pudrowym różem jej muślinowej sukni. I chociaż nie mógł tego nie zauważać, jej towarzysz, zgodnie ze swoją emocjonalną naturą, był przecież zbyt przejęty chwilą, wpatrzony w swoje dzieci, by oddać sprawiedliwość temu kobiecemu zjawisku. A i mikrofon stojący przed nią, z którego wkrótce skorzystają p. Anna Półtorak i p. Anna Fedorów, chłonąć mógł tylko jej żarliwie modlitewny głos...

Warto było się zatrzymać przy tych dwojgu muzyków, bo ich widoczny dla wszystkich wygląd i zaangażowanie wyrażały piękno, rangę i klimat dnia. Oni podsycali zapał, natchnienie i kunszt całego dziecięcego zgromadzenia, koili przejęcie nauczycieli, towarzyszyli niememu podziwowi miłych Rodziców i szanownych Gości, i zacnych celebransów.

Idzie mój Pan, idzie mój Pan,                                   By Komunii stał się cud.

On teraz biegnie, by spotkać mnie. x2                     On chce chlebem nas nakarmić,

Mija góry, łąki, lasy,                                                 By nasycić życia głód.


Żarliwym śpiewem na Wejście pieśni Idzie mój Pan dzieci zapowiedziały piękną eucharystię:

W Liturgii Słowa na pierwsze czytanie wespół z psalmistą powstała Karolina Niewiadomska z DiR, dziewczynka o ciemnych włosach i miłych, od razu zjednujących sympatię, pełnych rysach twarzy, jedno z najbardziej wyróżniających się intelektualnie i społecznie dzieci Przedszkola, w którym na edukację dziewczynki przypadła większość jej 6,5-letniego życia. Fragment z Listu św. Pawła do Efezjan (Efezjan 6,1-4) Karolina bez drżenia w głosie przeczytała płynnie wg najlepszego lektorskiego standardu. Choć to Dama, przecież niejednemu wyrywał się niemy okrzyk uznania: „Zuch dziewczyna”.

Psalm responsoryjny (Ps 1, 1-2. 3. 4 i 6 ) zaintonowała panna Aneta Wiercińska, wychowawczyni Pszczółek, urodziwa, ciemnooka, obdarzona nieustraszonym spojrzeniem miłośniczka ekspresji muzyczno-ruchowej, posiadająca w tym zakresie szczególne, w dodatku pedagogiczne, kwalifikacje. Wzrok wszystkich mógł doznać przyjemnego kolorystycznego kontrastu, kiedy się patrzyło na tę brunetkę w limonkowo-winogronowej sukience i równocześnie na stojącą nieopodal blondwłosą pannę Magdę. Równej satysfakcji dostarczył jej zdecydowany, ufny, acz niewyszukanie brzmiący głos. Harmonijnie jej odpowiadało prawie dziewięć tuzinów dziecięcych gardeł refrenem: Szczęśliwy człowiek, który ufa Panu.

Panna Aneta zaniosła też śpiew przed ewangelią Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom, które poprzedzało i któremu towarzyszyło troiste Alleluja.

Ewangelię wg św. Mateusza (Mt 7, 21-29) przeczytał ks. Łukasz Wojewódzki, za czym homilię skierowaną do przedszkolaków, budującą na obrazie ewangelicznym domów wzniesionych na skale i piasku, wygłosił ks. Biskup. Każdy z nas rodząc się, mówił Kaznodzieja, zbudowany jest na piasku i zagrożony nieuchronną katastrofą, ale przez chrzest wszczepieni zostajemy w tego, który jest Skałą, w Chrystusa. Odtąd dom naszego życia ma szansę ostania się próbom i naciskom, o ile budowany jest z wartościowych materiałów... Z innego zaś punktu widzenia, bliższego doświadczeniu małych dzieci, eksplorując temat domu, wskazał Homileta na jego rolę i wartość w świadomości dziecka, w której dom jawi się jako nieodłączny atrybut Rodziny, jest z nią tożsamy, za którym się tęskni jak za Matką i którego brak odczuwa boleśnie. Ks. Biskup, jak przystało na dobrego nauczyciela, angażował do udziału dzieci. W kluczowym momencie, na pytanie skierowane do nich, najpierw, kto lubi przebywać/ wracać do domu, potem zaś, kto lubi przebywać/ wracać do przedszkola, zdecydowanie więcej rąk podniosło się na słowo ‘przedszkole’. Tę chyba nieoczekiwaną dla Kaznodziei reakcję dzieci, która z punktu widzenia nauczycieli Karmelków zdawała się być najwartościowszą, bo spontaniczną, rekomendacją,  próbował On mimo wszystko załagodzić cytując ze zbioru dziecięcych Listów do Pana Boga słowa dziewczynki, która swoje najczulsze sentymenty, wspomnienia i pragnienia ustawicznie łączyła ze swoim domem.

Wydaje się, że użyteczność tej chwili, prócz przygodnego i nieintencjonalnego skomplementowania naszego rodzinno-przedszkolnego wychowania, polegała więc też i na tym, że z jednej strony reakcja zgromadzonych w kościele dzieci, z drugiej strony przedstawiona przez ks. Biskupa budująca homiletyczna ilustracja kochającej swój dom dziewczynki – mogły być dobrą, wyrazistą lekcją dla zgromadzonych w świątyni dorosłych: Jaki Dom współtworzą ze swymi dziećmi jako Rodzice, czy jest nim bezpieczne miejsce tchnące miłością, rozwojem, wspólnie przeżytym czasem? Czy nie wieje z niego pustką? Czy radosny powrót dziecka do domu dodatkowo motywuje oczekujące je rodzeństwo?...

Po Wyznaniu Wiary dwiema zgranymi kolumnami, trójka Zuchów z lewa i czwórka DiR z prawa, podeszły do ołtarza, pokłoniły, rozsunęły w rząd, by następnie wznosić prośby w imieniu zebranych. Poszczególne dziecko mówiło „Za (kogo)”, stojąca zaś obok przy mikrofonie panna Anna Półtorak, olśniewająca swoją makową sukienką, dźwięcznym głosem, jak przystało na wykształconą polonistkę, ba, logopedę, uszczegóławiała intencję, domawiając „aby (etc.)”, po której dzieci wołały „My dzieci Ciebie prosimy...”, na co wszyscy odpowiadali gromkim „Wysłuchaj nas, Panie!” A oto jak się wtedy modliliśmy:

· (Paula z Zuchów) Za Ojca Świętego Franciszka, naszego biskupa Tadeusza, biskupa-seniora Antoniego, aby Duch Święty stale ich umacniał, pomnażał świętość, mądrość i radość w przewodzeniu Kościołowi Bożemu...

· (Dominika z Z.) Za księdza Tadeusza, założyciela naszego Przedszkola, za księdza proboszcza Henryka, opiekuna naszego Przedszkola oraz siostry Karmelitanki, by otoczeni miłością wciąż z radością ponosili trud związany z czynieniem dobra, przysparzając chwały Panu Bogu, a pożytku ludziom...

· (Zuzia T. z Z.) Za Przedszkole Karmelki, aby cieszyło się łaską Niebieskiego Ojca, pomne misji i zawierzenia Pannie z Góry Karmel, wciąż pięło się na ścieżce rozwoju, mądrze wykorzystując sposobności, pokonując trudności, ciesząc się wsparciem i miłością Kościoła, władz Miasta, Rodziców i nauczycieli...

· (Kornelia z DiR) Za dzieci z Przedszkola, dzieci naszego Miasta, Polski i świata, aby prowadzone przez Aniołów mogły wzrastać z każdym dniem dla Chrystusa, którego odkrywać, miłować i naśladować będą wśród miłości Rodziców i nauczycieli, radując się swoim rozwojem...

· (Kacper z DiR) Za rodziny Karmelkowe, aby posileni łaską Bożą z radością ponosiły trud wychowania swoich dzieci na uczniów Chrystusa, znajdując w Przedszkolu potrzebne im wsparcie, a w rozwoju swoich dzieci dumę i uczucie spełnienia...

· (Agata z DiR) Za panią Lucynę, Dyrektor Przedszkola Karmelki, nauczycieli, cały personel, dobroczyńców Przedszkola oraz wszystkich tu obecnych, aby pokrzepieni potrzebnymi łaskami i doznając wsparcia i szacunku zawsze radowali się dobrem, w którym uczestniczą, widzieli jego wspaniały blask, wzrastali w jego promieniach...

· (Szymon z DiR) Za zmarłych z naszych rodzin, aby dobry Bóg raczył ich oczyścić z grzechów, przyjął dobre uczynki i pozwolił im wiecznie radować się Obliczem swojej chwały...

Może to nie najstosowniejszy moment na dygresję, ale znowu trzeba podkreślić godny wygląd dzieci, a zwłaszcza pań nauczycielek, który w niemałym stopniu podkreślał godność wyrażanych tu słów i gestów. Wszystkie panie nosiły piękne, zwykle jednolite kolorystycznie suknie, rzadziej kostium (to jasno-beżowy wystrój pani Dyrektor; tudzież kontrastujące z bluzkami spódnice, plisowana jasnobeżowa pani Karoliny Gejdel i metaliczno-złota pani Pauliny Hryniewickiej), o kroju klasycznym, miłym dla oka, ale nie rozpraszającym szczegółami. Wśród kolorów dominowały – a jakże! – odmiany czerwieni: róż, truskawka, fuksja, mak...

I tylko ubiór pani Ewy Żero – asystującej grupie Dam i Rycerzy, którzy prócz mnóstwa usług i wsparcia zawdzięczali jej misternie przygotowywane i z wigorem prowadzone zabawy matematyczne – wiernej swojej miłości do niedawno pożegnanego na wieczność ojca, choć nienaganny, przywoływał swą barwą na pamięć świeżo wylane łzy, smutek po zagasłym życiu...

Podczas następującej teraz liturgii eucharystycznej, w szczególności zaś przygotowania darów ofiarnych, znowu wszystkich oniemił korowód dzieci ciągnących do Celebransa, tyleż budzących uznanie swoim porządkiem i zdyscyplinowaniem, co poruszających swoim skupieniem, dumą, radością.

Kiedy mniej więcej w środku świątyni, w alei oddzielającej prawe rzędy ławek od lewych, ustawiły się w kolumnie, przy pomocy p. Agnieszki Perkowskiej i p. Ewy Żero, dzieci unoszące na rękach wzięte ze stołu za prawymi rzędami ławek przedmioty-emblematy, przy mikrofonie stała już pani Anna Fedorów, w granatowej sukni w białe grochy, przepasana makową wstęgą, by zapowiedziawszy w modlitwie intencję składania darów i kolejno je wymieniając, wskazywać na ich obrazowe znaczenie, a zarazem wyrażać prośbę o ich działanie w naszym umyśle, sercu, woli:

Panie Jezu! Z radosnymi sercami idziemy do Ciebie. Ogarnij światłem swego Ducha nasze myśli i pragnienia serc. Rozpal miłość i przyjmij dary, które Ci niesiemy.

Pierwszy ruszył ku ks. Biskupowi Kacper S. z Zuchów. Niósł zapaloną ogromną świecą, która zdawała się dorównywać swoją wielkością i grubością jego niewielkiemu wzrostowi i tuszy.

Przynosimy świecę, znak naszego zjednoczenia z Tobą. Niech światło tej świecy wskazuje nam drogę do Ciebie.

Chłopiec zdawał się być skupiony do granic możliwości. Powagą swego oblicza, na którym łatwo odgadłbyś nabożną miłość, ważył, jak mógł, świecę w górę, która, mimo to dostrzegałeś, jak się cokolwiek z każdym pospiesznie wykonanym krokiem zniża. Rękoma blisko posadzki ks. Biskup, z uśmiechem na ustach, odebrał od Kacpra świecę, której płomień migocząc radośnie skłonił się wraz z głową chłopca.

Następnie szły Nikola (DiR) z wielkim bochnem chleba i Olga (Z.), cudnie zwieńczona biało-kwieciście na swoich mahoniowych warkoczach, z tacą ciężką od owoców. „Przynosimy chleb i owoce, a wraz z nimi oddajemy Tobie, najlepszy Ojcze, wszystko, co mamy: nasze serca, myśli, radości i smutki. Pomóż nam wiernie wypełniać wolę Twego Ojca.

Dziewczynki z zadowoleniem wręczyły Celebransowi produkty ziemi i rąk ludzkich, a wszyscy poczuli ulgę, gdy ich drobniutkie rączęta przestały się giąć pod ich ciężarem.

Z bukietem letnich kwiatów, dumnie wznoszących swoje szczodrze wykrojone, rozrzutnie wymalowane główki, koszyczki, baldachy, z dumnie uniesioną głową, świadoma piękna niesionego daru, pomaszerowała Anastazja (DiR)...

Przynosimy kwiaty – znak serc, które Cię kochają i pragną za wszystko dziękować. Pomóż nam zachować czyste serca.

A oto i Gabrysia Z. (DiR) z puszką z hostiami, wyraźnie podekscytowana faktem, że niesie szczególny przedmiot.

Przynosimy hostie. Niech Chrystus przemieni je w swoje Ciało i na zawsze zamieszka w naszych sercach.

Dziewczynka idzie żwawo, zgodnie ze swą naturą, ale wyraźnie tłumi rozpierającą ją radość, by nie podskoczyć. Z uśmiechem, który od twarzy przebiega do samych stóp, wręcza emblematy Ciała Chrystusa ks. Biskupowi. Jej powrót jest już w podskokach...

Na koniec spokojnie i wręcz majestatycznie stąpają blondwłose Ada z grzywką i Julia K. z pięknym kokiem na głowie (Zuchy) niosące flasze wody i wina.

Składamy na ołtarzu wodę i wino, które zostaną połączone w dzisiejszej Mszy Świętej. Spraw, Jezu, aby zgoda i miłość panowały w naszych rodzinach.

Wielu Rodziców wpatrując się w te dziecięce pochody nie mogło wstrzymać łez wzruszenia... Jak dobrze, że ich ściśnięte gardła mogły tak skutecznie i tak efektownie wyręczać tuziny niezmordowanych dziecięcych gardziołek, po tej i wielu innych chwilach, w których we własnej niemocy najgłębiej poczuli siłę wzywającą ich do wielbienia Boga, siłę tkwiącą w ich małoletnim potomstwie, siłę przemożną, którą im dorosłym wlewają małe niepiśmienne dzieci.

Dzieciom, które przekazawszy ks. Biskupowi dary i pięknie się ukłoniwszy wracały na swoje miejsca, stojący obok ks. Łukasz wręczał pamiątkowe obrazki, z których wyglądały dwa skrzydlate dziecięce aniołki nad kołyską Niemowlęcia.

Podczas ofiarowania Zuchy oraz Damy i Rycerze zaśpiewali po łacinie i polsku czcigodną pieśń eucharystyczną, (pochodzące z hymnu Verbum supernum św. Tomasza z Akwinu dwie ostatnie zwrotki), O, salutaris Hostia/ O, zbawcza Hostio.

O, salutaris Hostia,                                       O, zbawcza Hostio godna czci,

quae coeli pandis ostium,                             Co lud do niebios wiedziesz bram:
bella premunt hostilia;                                 Bój srogi nęka wiernych Ci,
da robur, fer auxilium.                                 Daj siłę, pomoc ześlij nam!

Uni trinoque Domino                                   Jednemu w Trójcy władcy ziem
sit sempiterna gloria:                                   Niech będzie chwała w każdy czas,
qui vitam sine termino                                 Niech On wieczystym życiem swem
nobis donet in patria. Amen.                       W Ojczyźnie rajskiej darzy nas. Amen.


 

 

 

 

 

 

 

Trzeba było widzieć ten wyraz zdumienia malujący się na twarzy ks. Biskupa, który czekał już po skończonych modlitwach nad chlebem i winem! Przecież wielu z obecnych dorosłych miałoby niemałe trudności, żeby tak czysto wtórować śpiewowi gregoriańskiemu – po polsku, bo łaciny mogli chyba raczej tylko słuchać, pieszcząc jej brzmieniem swoje ucho...

Na zakończenie liturgii eucharystycznej wybrzmiało w wezwaniach panny Magdy, grającej na gitarze, i w dziecięcych tryumfalnych odpowiedziach Święty, Święty, Święty. Czuło się atmosferę Dworu Pana, Boga Zastępów w otoczeniu uwielbiających Go cherubów...

Na początku obrzędów komunijnych dzieci pięknie włączyły się w chóralną recytację Ojcze Nasz, a następnie mocno i żarliwie zaśpiewały Baranku Boży. Nikt nie mógł słuchać tego obojętnie...

Chwalę Ciebie, Panie                                                       Wielbię Cię

Chwalę Ciebie, Panie, i uwielbiam.                           Wielbię Cię, całe życie Ci oddaję,

Wznoszę w górę swoje ręce                                       Wielbię Cię, choć uczynki moje małe.

Uwielbiając imię twe.                                               Wielbię Cię, noszę w sercu Twoje znamię.

Ref: Bo wielki-ś Ty,                                                   Wielbię Cię, Ty znasz imię me na pamięć.

Wielkie dzieła czynisz dziś,

Nie dorówna Tobie nikt. x2


Podczas komunii świętej wszystkie dzieci, od drobnych Biedronek po pewnych siebie Zuchów, Damy i Rycerzy zabrzmieli, wraz chyba ze wszystkimi kamieniami świątyni, podniosłym Chwalę Ciebie, Panie, którego refren „Bo wielki-ś Ty...”nieodmiennie dorównywał, a może i przewyższał głośnością każde śpiewane tutaj dotąd fortissimo wychwalań. Z podobną żarliwością, mocą i wytrwałością śpiewały ufne Wielbię Cię.

Po płynnie i stosunkowo szybko odbytych obrzędach końcowych przygotowano monstrancję z Najświętszym Sakramentem i zaczął się formować dziecięcy korowód procesyjny wg z góry ustalonego i z ogromnym nakładem dziecięcej cierpliwości przećwiczonego porządku. Miał on przebyć po raz pierwszy właśnie poświęconą tuż przed rozpoczęciem naszej Mszy Świętej nową drogę procesyjną wokół kościoła, pięknie ostatnio wybrukowaną staraniem ks. proboszcza Henryka. Godna inauguracja świętych obrzędów procesyjnych! Godne uświetnienie naszego Jubileuszu! Zachwycający popis dziecięcej karności, samodyscypliny, wytrwałości!

Za rojem Biedronek (poprzedzonych przez dorosłych z krzyżem procesyjnym i feretronami na chorągwiach) machających specjalnie na ten cel zrobionymi polskimi, papieskimi i maryjnymi, biało-czerwonymi, żółto-białymi i biało-niebieskimi chorągiewkami sunęła kolumna chłopców-starszaków z feretronami na poduszkach, których wstążki z obu ich stron unosiły szpalery dziewczynek z Pszczółek i Sówek. Za nimi niesiony był przez dzieci ze starszych grup przedszkolnych i kilku absolwentów Przedszkola okazały parament – wielki różaniec, którego olbrzymi krzyżyk z dumą niosła Gabrysia Z. z DiR. Czy to nie ta dziewczynka, której wychowawca za celne komentarze na kanwie czytanych opowieści biblijnych z zachwytem wieści karierę teologa?

Za różańcem szli chłopcy z Pszczółek i Sówek z wigorem potrząsający dzwonkami, których dźwięk miał przywołać niedbałych do zajęcia godnej postawy przed zbliżającym się Sacrum, ale więcej jeszcze sprawiał radość malcom złaknionym swobodnego ruchu i hałasu.

Za nimi a przed samym baldachimem z Sanctissimum poprzedzonym gronem dostojnych prezbiterów i poważnych ministrantów szły sześcioletnie dziewczęta, Zuchy i Damy... w pięknych atłasowych sukniach, jednolicie barwnych, w różnych kolorach, zszytych z białą bawełnianą bluzeczką i obszytych białymi koronkami... przepasane, z koszyczkami zawieszonymi na szyjach... pełnymi płatków róż, poprzedniego dnia pozyskanych z okazałego krzewu rosnącego w ogródku klasztornym sióstr Karmelitanek... Z ich białych rąk na każde izajaszowe „Święty, święty, święty...” (Iz 6,3) spadały wonne czerwone płatki jak rozżarzone okruchy pachnącej żywicy z dymiącej kadzielnicy... przed Majestat Po-Trzykroć-Świętego Zasiadającego na Tronie Chwały... jak modlitwa uwielbienia, ufności i miłości od asysty Króla.

Jesteś Królem, x2                               Podnieśmy wszyscy nasze serca,

Królem jest Bóg                                 Podnieśmy wszyscy nasze dłonie,

Stawajmy przed obliczem Boga, wielbiąc go.


Kondukt dzieci, wiernych i kapłanów powrócił przed ołtarz kościoła. Dzieci sprawnie odłożyły paramenta. Powróciły na miejsca. Dostojny Celebrans pobłogosławił wszystkich Najświętszym Sakramentem. Z gitarą p. Magdy i organami p. Artura dzieci, asysta Króla, wzniosły ręce i pieśń. Świątynia zadrżała od ich gorliwego śpiewu.

Przychodzisz, Panie, mimo drzwi zamkniętych,                 Ty jesteś z nami, poślij do nas Ducha;

Jezu Zmartwychwstały ze śladami męki.                             Panie nasz i Boże, uzdrów nasze życie.


I choć czas naglił, przed nimi był bowiem jeszcze długi, wyczerpujący program, przedłużyli jeszcze swój pobyt w świątyni, żarliwie śpiewając pełną ufności pieśń Przychodzisz, Panie, po czym wyszły ze świątyni, każda trzódka za swoimi przewodnikami i mistrzami, jak owce za swoim pasterzem...

A tymczasem Aula przedszkolna zaczęła wypełniać się Rodzicami i przybyłymi Gośćmi, jak staw świeżą wodą podczas wiosennych roztopów...

Ciąg dalszy w części II pt. „Potrójny charyzmat. Na Auli o naszych osiągnięciach”


 

Część II.

Potrójny charyzmat. Na Auli o naszych osiągnięciach

 

Kiedy przedsionki, patio i korytarze Przedszkola gęstniały od przybywających Rodziców i Gości zmierzających do kurczącej się z każdą chwilą auli, dzieci doszły do swoich sal i pod czujnym okiem oraz z pomocą swoich pań dostosowały odświętne stroje do charakteru prezentacji, w których wkrótce będą uczestniczyć.

Pan Artur Leszczyński, lub geniusz, który się od niego oddzielił, w lewym narożniku sceny między oknami auli patrzącymi wprost na plebanię już stroił nagłośnienie, jego własny sprzęt życzliwie przez niego użyczony (podobnie jak ten, który stanowił medium jego mocy twórczych w świątyni podczas właśnie zakończonej liturgii). Na przedzie sceny rozstawił trzy mikrofony, których końce wetknął do konsoli opatrzonej w niekończącą się liczbę suwaków i pokręteł. Obok konsoli stał odtwarzacz muzyki z płytą CD oraz dyskiem USB wetkniętym w jego bok. Te chociaż teraz zastąpią palce i krtań mistrza, i tak bezużyteczne będą bez jego czułego ucha. Na obu nośnikach pamięci były też same utwory: osiem podkładów muzycznych do występów dzieci. Rzetelnym uchem p. Artur sprawdził jakość wzmacnianego głosu i muzyki.

Z wielkiej czaszy szklanej umieszczonej na pianinie odstawionym pod okno na scenie, nieopodal ponad głową naszego Muzyka Dobrodzieja, próbkom dźwięku zawtórował inny genialny śpiewak instrumentalista, imitujący go także kolorem swojego fraka, dzielny świerszcz, mierzący wraz z ogromnymi czułkami nieco ponad cztery centymetry. Zdawał się w zastępstwie oferować p. Arturowi usługi zarówno skrzypaczki i flecistki, tak zacnie towarzyszących mu podczas liturgii w kościele. Zdumienie w każdym z nas musi budzić zdolność tego grajka do dobywania tak donośnego i czystego dźwięku swoimi niewielkimi, ledwie przykrywającymi połowę ciałka, nieregularnie żyłkowanymi skrzydełkami. Bartek z DiR-y, właściciel owej czaszy szklanej, a właściwie akwarium, ochrzcił go mianem Zenek. Podobno imię to dobrze jest znane miłośnikom muzyki podlaskiej... Dla towarzystwa skrzypka-flecisty w słoju umieszczono też troglodytę wśród artystów owadów – wtyka straszyka, dużego brunatnego pluskwiaka, który zdając się być ogłuszony muzyką głównego lokatora, nie wykazywał chęci ucieczki. Bartek dopatrywał się nawet ich współpracy i prosił swojego wychowawcę, p. Wojeńskiego, który był przyniósł do Przedszkola owego piewcę niezaspokojonej miłości, czy w którymś punkcie naszego programu, choćby na sam koniec, będzie mógł powiedzieć do zgromadzonych Rodziców i Gości: „Czy podobał się Państwu występ Świerszcza Zenka z grupą Wtyka Straszyka? Nagródźcie ich gromkimi brawami!”

Ale otóż i ona! Z mikrofonem w ręce, z której karnacją, a zwłaszcza z kolorem włosów, zgodnie jednał się atłas jej jasnobeżowego kostiumu, z żakietem oszczędnie i dyskretnie zdobionym złotą nitką, i z obliczem, z którego biło ciepło uśmiechu i rumieńca, stała przed sceną pani Lucyna Wojeńska, Dyrektor Przedszkola, patrząc na publiczność, jeszcze w ruchu, jeszcze gwarną, już wyczekującą. Za kilkoma rzędami niskich ławek przygotowanych tuż przed sceną dla dzieci, w pierwszych rzędach krzeseł zasiadali dostojni Goście, w centrum ks. Biskup, po jego prawej ręce ks. Tadeusz i ks. Kazimierz, lewej – ks. Henryk, i dalej symetrycznie pan Burmistrz, pani Wójt, panie i panowie Dyrektorzy tudzież przedstawiciele przedszkoli, szkół i innych instytucji kulturalno-edukacyjnych. Każde z pozostałej setki krzeseł, każdą z kilkunastu ławek, każde miejsce dla stóp w wąskich przejściach i z tyłu auli, w obu jej ogromnych otworach, powstałych po zdjęciu obu drzwi, za którymi rysowała się niewielka, dziś przypominająca tłocznię radosnego wina, salka Zuchów, zajmowały rzesze poruszonych Rodziców, część z nich z zaciekawionymi dużymi dziećmi, część z podnieconymi absolwentami Przedszkola, część z przekrzykującymi gwar niemowlętami na ręku. Pozostali bez większej nadziei znalezienia się z jako takim komfortem w środku, zatrzymali się na patio, zwłaszcza ci, których maleństwa z rosnącą właśnie żądzą dreptania nie znalazłyby już w budynku dostatecznej swobody. Ale nawet i cząstka dochodzącej do nich skali przejęcia nauczycieli, dzieci i gości pozwalała im chłonąć entuzjazm dnia, rozumieć jego wagę, docenić jego unikalność.

A któż wyrazi przejęcie nauczycieli i dzieci, które już od pierwszych słów p. Dyrektor czekały na sygnał w długich kolumnach ciągnących się od niewielkich drzwi wiodących z auli do sali Dam i Rycerzy, a przez tę salę wzdłuż ściany okiennej, dalej obok kuchni i wyjścia na patio aż do sali Biedronek, gdzie, rojąc się w tym największym pomieszczeniu przedszkolnym, hartowali się emocjonalnie przedstawiciele wszystkich mających dzisiaj wystąpić grup dziecięcych!

Z malutkiej sali DiR-y wiodło na aulę, a właściwie bezpośrednio na jej scenę, jeszcze jedno i to całkiem malutkie skrzydło drzwi, do których dostawione były trzy-stopniowe schodki. Przed nimi w oczekiwaniu stała, a trochę siedziała, jeszcze jedna kolumna dzieci, tym razem w parach, chłopiec i dziewczyna, wszyscy strojni, a najbardziej dziewczęta... Czy to nie te same panny, których różane hołdy przed Tronem Przedwiecznego w zachwycie oglądaliśmy pół godziny temu? Ich wysoko związane z białymi bawełnianymi bluzeczkami atłasowe suknie o jednolitych pastelowych barwach, turkusu, purpury, bursztynu, stanowiły piękne, lśniące tło dla ich delikatnych, jasnych rysów twarzy i wykwintnych loków, splotów, trefień ich włosów, wymalowanych w różnych odcieniach przez kształtującą się w nich cud-naturę, od świeżego kasztanu Karoliny po dojrzałą pszenicę Agaty. Chłopcy w białych koszulach, ciemnych spodniach stanowili stosowny kontrast. Czekali... Ich popis miał rozpocząć występy dzieci.

Tymczasem p. Dyrektor serdecznie wita Jego Ekscelencję, czcigodnych Księży, władze Miasta i Gminy, dyrektorów i przedstawicieli szkół, przedszkoli i innych placówek kultury i edukacji, banków, Rodziców, absolwentów, kadrę Przedszkola, dzieci, stojąc przed sceną auli, na której skraju pojawiły się miłe upominki dla przedszkolaków od zaproszonych dostojnych Gości. Jakiś czas ozdabiały scenę, podkreślając radosny, jubileuszowy charakter uroczystości, wyrażając uznanie za pięć lat solidnej pracy, winszując sukcesów na przyszłe lata: pancerne rowery od ks. Tadeusza Kryńskiego i od p. Wójt Raisy Rajeckiej, udatne pudło z mnóstwem wszech-użytecznych materiałów do plac plastycznych od p. Burmistrza Jarosława Borowskiego. Dołączały do nich prezenty od dyrektorów szkół i przedszkoli i osób indywidualnych: przedmioty do zabaw ruchowych na świeżym powietrzu, gry planszowe, edukacyjne, książki, z towarzyszącymi gratulacjami i życzeniami – od p. Mirosławy Kolasy (Gimnazjum nr 1), od p. Elżbiety Nielipińskiej (w swoim imieniu, a także innych dyrektorów, w większości obecnych na auli: przedszkoli – nr 3, 5, 7, 9; szkół – nr 2, 3, 4), od p. Walentyny Mielnik-Nikołajuk (Przedszkole Niepubliczne nr 1).

Pani Maria Babulewicz z Domu Kultury ozdobiła Przedszkole lokalnie wykonanym pięknym, nastrojowym obrazem anioła, którego dominujące barwy mogą budzić nastrój niebiańskiego spokoju. Czyż nie można było doznać kojącej myśli, że jest to życzliwy omen dla tej wprawianej w ruch przez nas, nauczycieli, kuźni artykułowanej mowy, wyrażania emocji umiarkowanym głosem, uprzejmej i uporządkowanej wymiany myśli? Cóż, wszelako przez wiele prób i ucisków musimy przejść w drodze do królestwa Niebios (por. Dz. 14,22)... À propos mowy – p. Maria Marciniak-Kraśko, logopeda z PPP, podarowała dzieciom stosowną pomoc-zabawkę dydaktyczną, a okazały pakiet książek o uspokajającej treści zakupił dla Przedszkola p. Stanisław Derehajło, Wójt gminy Boćki. Spośród składających życzenia nie sposób w tym kontekście pominąć p. Wiesława Cieśli, dyrektora Biblioteki Publicznej. Jego, a podobnie też p. Barbary Kotowicz, serdecznym i gratulującym słowom skierowanym do p. Dyrektor towarzyszyły piękne bukiety róż.

P. Dyrektor również ozdobiła czcigodnych Gości, JE ks. Biskupa i obecnych kapłanów urzekająco pięknymi storczykami, wdzięczącymi się swoją bielą i rubinem. Ręce p. Renaty Sęk, z urzekającym wdziękiem, którym emanowały jej promienna, klasycznie wyrzeźbiona twarz, herbaciano-miodowe włosy oraz karmazynowa fuksja szaty, wręczyły kwiaty oraz szczególne pamiątki, prace plastyczne wykonane przez dzieci Przedszkola, które zdobyły pierwsze miejsca w konkursie pt. „Nasze Przedszkole”, zorganizowanym przez p. Agnieszkę Perkowską, naszego demiurga cacek.

Po tym koniecznym, choć nieco dysproporcjonalnym akcie przywitania, który w okazałą dygresję zamienili sami witani Goście, Pani Dyrektor kontynuowała swoją mowę jubileuszową. Obiecywała, że będzie krótka, bo i rozmiary sali i temperatura powietrza nie pozwolą na długi pobyt w dobrym samopoczuciu, a dziecięce i niedziecięce prezentacje będą wartkie i zajmujące. Słowa dotrzymała.

Ciepłym głosem, spokojnym, choć wyraźnie wolniejszym niż zazwyczaj z powodu powściąganej tremy, mówiła:

Raduję się widokiem wychowanków naszego przedszkola, którzy przez ostatnie 2 lata opuszczali jego mury. Dziękuję, że tak licznie stawiliście się na moje zaproszenie...

Z dumą zwracam swój wzrok na kadrę naszego przedszkola, zwłaszcza nauczycieli, których reprezentują, jak obie moje ręce p. Renata Sęk, która przejmie po mnie mikrofon i p. Stanisław Wojeński...

23 czerwca, czyli dzisiaj Wielka Brytania zadecyduje, czy pozostanie w Unii Europejskiej. Domyślam się, że wstrzymano oddech w oczekiwaniu na wynik. I choć ta sprawa nie jest mi obojętna, dzisiaj o wiele trudniej mi oddychać z przejęcia.

Piękną dziękczynną uroczystością w Kościele uczciliśmy pięcioletni dorobek działalności naszego Niepublicznego Przedszkola przy parafii pw. MB z Góry Karmel, zwanego ‘Karmelki’. Jest to działalność wychowawcza, którą wspomagamy Rodziny. (Tu gestem wskazała na dekorację przedstawiającą rodzinę) One też są centrum naszych celebracji. Tworzymy atmosferę i warunki do rozwoju umiejętności i nawyków; sprawności umysłowej, cielesnej i mowy; ciekawości świata i charakteru powierzonych nam małych dzieci.

Nasz umysł – i to dorosłych, a nie tylko małych dzieci (zaczynają już się nieco niecierpliwić) – nie radzi dobrze z dużą ilością faktów, natomiast chętnie i łatwo zapamiętuje opowieści. Fakty z naszej historii z łatwością znajdziecie Państwo na naszej stronie internetowej.

Co zatem tworzy naszą opowieść?

Miejscem, a zarazem osnową naszej opowieści jest biblijny, a zarazem tutejszy Karmel. Karmel – to, z naszego, edukacyjnego punktu widzenia, charyzmat troisty – jak przystało na opowieść ze wstępem, rozwinięciem i zakończeniem: 1) element obyczajowy, związany z Maryją – ona, Stella Maris (Gwiazda Morza) z góry Karmel to kierunek wyznaczony macierzyńską troską oraz chętną uległością i współpracą z Dobrem; dziś takie podejście to ogromne wyzwanie; 2) element tożsamościowy, religijno-społeczny, to kierunek wyznaczony przez związanego z biblijnym Karmelem proroka Eliasza, nieustraszonego orędownika Pana wobec zalewu ideologicznie agresywnej obczyzny; to podejście jeszcze bardziej jest dziś niepopularne; 3) element kulturowy wiążący wychowanie z korzeniami naszej chrześcijańskiej kultury – z cywilizacją śródziemnomorską, łacińsko-grecko-biblijną (wyżyna Karmelu jest nad Morzem Śródziemnym).

Oddziaływanie tej potrójnej osnowy naszej opowieści łatwo było dostrzec w zachowaniu i aktywności dzieci podczas dokonanych właśnie obrzędów w świątyni. To, co były zdolne i chętne uczynić jest kwintesencją ich edukacji i dobrze wyraża ich sukces, a zarazem sukces naszej użyteczności.

Ta właśnie oficjalna, odbyta w Kościele część naszego jubileuszu mogłaby więc już w zasadzie usunąć potrzebę dalszych okolicznościowych objaśnień i przemówień z naszej strony.

Co najwyżej chcielibyśmy jeszcze – jak na jubileusz przystało – ucieszyć oczy i uszy, umysł i serce jakimś weselszym popisem dzieci, po którym będziemy mogli trysnąć dobrym samopoczuciem w radosnej zabawie, swobodnej rozmowie przy kiełbaskach i lodach, uczestniczyć w prawdziwym rodzinnym święcie. I tak właśnie będzie.

A co z samą opowieścią? Dzisiaj prócz dzieci i nauczycieli, chcę tylko przedstawić jej głównych bohaterów. I to oni niech coś powiedzą, bo „Jeśli już muszą być jakieś przemowy, niech zabiorą głos ci, którzy dobrze nas znają” – słowa, które powiedział Jehudi Menuhin, skrzypek i dyrygent, zastosujemy oczywiście do naszej okoliczności, która jest radosna!

Tu p. Dyrektor zwróciła się do czcigodnego ks. Tadeusza, założyciela Przedszkola, prosząc, by powiedział, jak torował drogę do jego powstania. Ks. Tadeusz w miłym dla nas wszystkich, swojskim stylu barwnie opowiedział o odważnej idei założenia Przedszkola, o tym, jak poznawszy p. Lucynę Wojeńską i jej bezwarunkową gotowość współdziałania i współtworzenia – co wiązało się z radykalną zmianą jej planów życiowych, rezygnacją z dobrze płatnej i odpowiedzialnej pracy w Warszawie i przeniesieniem się na stałe na Podlasie – uzyskał wewnętrzną pewność, że plan się powiedzie. Wszystkie władze i służby pięknie z nim współpracowały, a gdzie trzeba było wprowadzić zmiany, życzliwie pomagały. Słowa ks. Tadeusza, tak dobrze pamiętanego i kochanego przez wielu obecnych, wzbudziły gromki, długi aplauz. Po czym p. Dyrektor zwróciła się do czcigodnego ks. Henryka, Proboszcza i opiekuna Przedszkola, prosząc, by powiedział o radości związanej z jego rozwojem pod jego pasterskim okiem. Krótka wypowiedź ks. Proboszcza, która w istocie była udzieleniem błogosławieństwa, została nagrodzona wielkimi brawami.

Zaczym p. Dyrektor wywołała jeszcze jedną osobistość:

Wszyscy zacni goście wybaczą, że poproszę jeszcze tylko jednego bohatera – żeby zadowolić liczbę 3. Bez odpowiedzialnego działania z jego strony opowieść naszego przedszkola mogłaby zamiast pięknego, budującego dramatu przypominać łzawą tragifarsę.

Zwracając się do p. Jarosława Borowskiego, Burmistrza Miasta, zapytała, czego życzy naszemu Przedszkolu. Pan Burmistrz, który już wcześniej przemawiał, w czasie aktu przywitania, ciekawie zestawiając długą historię naszego Miasta, grodu Jagiellonów, z pięcioletnią historią naszego Przedszkola – czym zrozumieliśmy, że wieści mu nieprzerwane trwanie – dał i teraz wyraz swemu uznaniu, życząc tego, co jest największym sukcesem edukacyjnych organizacji – radości, zapału uczących się tu i wychowujących dzieci. Gromkimi brawami potwierdziliśmy, że przyjmujemy to wyzwanie. Pani Dyrektor, podziękowawszy Burmistrzowi, tak zakończyła:

Opowieść nasza zaczęła się 5 lat temu. Oto jej czołowi bohaterowie, moce sprawcze jej spójności, atrakcyjności i mocy. Osnowę – charyzmat Karmelu, obyczajowy, tożsamościowy i kulturowy – ruchem 3 kresek zarysowałam. Jej główne wątki przeplatają się szybko z każdym upływającym, obfitującym w wydarzenia rokiem. Opowiemy o nich, gdy następne pięć lat zweryfikuje ich ważność, przy następnym quinquennale...

Zagrał polonez. Na scenę przejściem scenicznym, bez żadnej zapowiedzi, weszły Damy i Rycerze oraz Zuchy, sunąc w majestatycznym polonezie. Rytm ¾, osiem par, dziewcząt lewe ręce w prawych dłoniach chłopców, w prawych dłoniach panien białe chusteczki, chłopców lewe ręce na biodrze. Korowód prowadzi Szymon z Dominiką, zamyka Bartek z Karoliną, powłóczyste szaty dziewcząt, podtrzymywane dłońmi z chusteczkami, lśnią czerwienią... Idą płynnie, pewnie, czujnym uchem łowiąc zwroty muzyki i dostosowując się do nowych figur. Idą już to razem, już oddzielnie, zaraz łączą się w czwórki, znowu w dwójki, przechodzą pod wzniesionymi rękoma drugiej połowy par, wirują w kole, trzymając się za ręce, a potem w dwóch koncentrycznych kołach, chłopcy wokół dziewcząt, i znów w parach zataczają koło, by dokładnie przed zakończeniem stanąć naprzeciw siebie, chłopiec przed dziewczyną, i się pięknie sobie pokłonić. Cóż za zachwycający popis starszaków! Takiego wyrobienia rytmicznego, takiej dumnej parady, takiego poloneza nie powstydziłby się maturalny rocznik z miejscowego Liceum! Za chwilę, we wprowadzeniach do następującego teraz programu artystycznego dzieci, p. Renata pokaże, jaką drogę musiały te starszaki przejść, zanim osiągnęły taką sprawność.

Podczas gdy tancerze wychodzili przez przejście sceniczne, w głośnikach usłyszeliśmy głos p. Renaty Sęk. Oczy wszystkich z zadowoleniem spoczęły na stojącej z prawej strony przed sceną wychowawczyni Sówek, odcinającej się od szaro-brunatnego tła kształtną fuksjową suknią, która odsłaniała jej silne ramiona, świadectwo niestronienia od ciężkiej pracy, szyję i nienaganną twarz, świadectwo arystokratycznej duszy. Jej hojnie udzielone przez naturę włosy mieniły się odcieniami miodu z lipy, rzepaku i gryki, cudnie oprawiając obraz jej dużych, wyrazistych oczu i pełnych ust, które przemówiły głosem trafnie dobranym do twarzy... pogodnym, melodyjnym, nasyconym barwą, dźwiękiem, radością:

Wstępem w postaci poloneza Król Władysław Jagiełło Feliksa Dzierżanowskiego karmelkowe prezentacje rozpoczęli najstarsi wychowankowie naszego przedszkola. Oni też je zakończą.

Nazywam się Renata Sęk i wespół z p. Stanisławem Wojeńskim wspieramy p. Dyrektor, koordynując działania pedagogiczne. Zanim zaproszę na scenę najmłodsze dzieci, chciałabym rzec coś na marginesie tego, co p. Dyrektor mówiła o Ojcach naszego Przedszkola, założycielu i opiekunie – otóż ja i cała nasza kadra, (Tu uśmiechnęła się zerkając na p. Wojeńskiego) no może z wyjątkiem jednej osoby, możemy z całą mocą i szczerością powiedzieć, że Przedszkole ma w jej osobie serdeczną, przyjacielską i dobrze zorganizowaną Matkę. Dziękujemy jej za to, jaka jest dla nas, dla Rodziców, ich dzieci i jak zarządza naszym Przedszkolem.

W czasie oklasków na scenę weszły maluszki, które w rzędzie pomogła rozstawić p. Paulina Hryniewicka, asystent-nauczyciel grupy Biedronek. Widać było tylko jej makową bluzkę, która wraz z prostą, długą linią jej blond-włosów jak nuta przeskakiwała na falującej pięciolinii dziecięcych ciałek, równając je, harmonizując, zapewniając właściwą kolejność. Wzrok przyglądających się Rodziców z napięciem, przejęciem i... niepokojem łowił szczegóły zachowania, gestów i min swoich pociech. Ale tylko kilku maluchów nie wytrzymywało napięcia. Łagodne ręce p. Pauliny zwracały je matkom.

Chociaż to porządkowanie odbywało się nader szybko i sprawnie, a p. Renata równolegle dokonywała prezentacji dzieci, wielu obecnych mogło zdążyć jednym spojrzeniem porównać wielką biedronkę na piersiach dziatek ze szczegółem dekoracji scenicznej, mianowicie odnaleźć podobną biedronkę nad środkowym oknem wielkiego budynku nieomylnie przypominającego klasztor pokarmelicki,  jego przedszkolną bramę i okna, nad którymi widniały emblematy grup. Z okien widziałeś obrazki z tętniącego za nimi życia: Sówki z uśmiechniętym obliczem s. Sawii, Pszczółki w żarliwym śpiewie, Biedronki w poobiedniej drzemce, DiR z owadami i płazami, Zuchy z instrumentami plastyka. Nad budynkiem widniał napis Qinquennale Karmelków. To okazałe paramentum wykonane z olbrzymich połaci kartonów geniuszem naszego Demiurga Cacek, któremu dzielnie pomagały p. Karolina Gejdel i p. Anna Fedorów, umieszczone na większości powierzchni scenicznej ściany, uzupełniała jeszcze jedna dekoracja, oświetlana przez okno, przy którym stała. Z pokrytego zielonym suknem ekranu opatrzonego w duży napis Święto Rodziny patrzyły na nas cztery udatne postaci, Matki, Ojca, syna i córki, do których kunsztownego wymalowania znacząco przyczyniła się p. Anna Półtorak. Warto pamiętać, jakie było tło wszystkich występów dzieci, gdyż prezentowane przez nich wątki, efekt pracy w przedszkolnych oknach, progresywnie intensyfikowały się na hołdzie oddawanym Życiu, Rodzicom, Rodzinom.

Kiedy tak oglądaliśmy scenę i przygotowujących się jej maleńkich aktorów, p. Renata tak wprowadzała ich prezentacje:

Przed nami pojawiają się dzieci z najmłodszej grupy Biedronek. O ich wspinaczkę po drabinie rozwoju dba obecnie p. Anna Półtorak wespół z p. Pauliną Hryniewicką, choć wciąż je otacza opiekuńczy duch p. Joanny Malinowskiej, która wkrótce będzie potrójną Matką. Wysłuchajmy w wykonaniu Biedronek wierszyka Jolanty Gajdy Biedroneczka oraz piosenki Tylko Biedronka Agnieszki Galicy, Krzysztofa Marca, by następnie szczodrze nagrodzić owoc ich ogromnego wysiłku rozwojowego, w tym mowy, pamięci, poczucia rytmu, koordynacji ruchowej, dyscypliny, odwagi scenicznej, radosnej ekspresji.

Chóralnie, z centrum kilkorga dzieci dyktujących tempo, siłę i koloryt recytacji , w uciesznie dobranej gestykulacji, akcji rąk i ciała, ten skandowały wiersz i tę śpiewały piosenkę, zagrzewane sprzed sceny przez swoją wychowawczynię, p. Annę Półtorak:



Biadoliła biedroneczka:

„Gdzieś mi spadła ma kropeczka!

Zawsze siedem kropek miałam

I mniej nigdy mieć nie chciałam!”

 

 

Szuka w trawie i w kałuży,

Drepcze wszędzie, aż się kurzy.

Jest! Znalazła się kropeczka,

Skryła się pod skrzydełeczka!



„Tylko biedronka” (słowa: Tadeusz Pabisiak, Agnieszka Galica; aranżacja muzyczna – Krzysztof Marzec)



Wiewiórka, lisek i zając,

Futrzane ogonki mają.

Tylko biedronka nie ma ogonka,

Nie ma ogonka biedronka x2

Koguty, bociany i wrony

Pierzaste mają ogony.

Tylko biedronka ...

Wieloryb, krokodyl i ryba

Z pomocą ogona pływa.

Tylko biedronka ...

Chociaż biedronka nie ma ogonka,

Ma za to piegi od słonka.



Już Biedronki schodzą po schodach, by zająć miejsce przed sceną, a tymczasem przejściem scenicznym wchodzą Pszczółki z instrumentami perkusyjnymi i usadawiają się na scenie w półkolu pod czujnym okiem współwychowawczyni grupy, p. Anny Miluskiej, z której szyi, na długim łańcuszku, na piersiach sukienki koloru płatków dzikiej róży zwisało metalicznie błyszczące serce. Zdawało się ono – jak wahadło metronomu – dobrze przygotowywać dzieci do występu, który zapowiadała p. Renata:

We wspinaniu się po drabinie do następnej kondygnacji, do nowego poziomu Biedronki przeszły już wiele stopni. Podobny też wysiłek, który towarzyszy ich codziennym zajęciom ruchowym, umysłowym, logopedycznym, muzycznym, językowym, przyrodoznawczym, podobny wysiłek włożyły nieco tylko starsze od nich Pszczółki, których wzrostu, w tym umuzykalnienia pilnuje p. Aneta Wiercińska wraz z p. Anną Miluską. Oto Pszczółki, które zabawią siebie i nas akompaniamentem perkusyjnym do walca Johanna Straussa Nad pięknym modrym Dunajem. Zachęćmy ich do radosnej ekspresji brawami...

Pszczółki pilnie wtórowały muzyce eleganckiego walca, część dzwonkami, część bębenkami, większość kołatkami. Robiły to ze stosowną naprzemiennością, dobrze wchodząc w rytm. Sprzed sceny dzieci zagrzewała gestem panna Aneta, ich wychowawczyni. Już skończyły. I podczas gdy one powstają, kłaniają się, zbierają do kosza instrumenty i siadają szeregiem w tyle sceny, p. Renata komentuje:

Muzyka i rytm to potężny instrument porządkujący rozwijające się jak pączki róż dziecięce dusze. Jest przy tym bardzo radosny, zajmujący i skuteczny. Na przykładzie tych najmłodszych dzieci widać, jak ważne jest wprowadzanie ładu, harmonii w ich obyczaje, czyli w sferę emocji, intelektu i woli, i to bez względu na to, czy uczestniczą w czymś poważnym, jak przeżyta liturgia, czy w czymś lekkim, robionym dla zabawy, jak te chwile. Mówiła o tym p. Dyrektor wymieniając element obyczajowy w koncepcji pracy naszego Przedszkola. Praca nad obyczajami nigdy się nie kończy, ale rozpoczęta wcześnie i prowadzona konsekwentnie niesie obietnicę uformowania zdrowych emocjonalnie, umysłowo i fizycznie, szczęśliwych ludzi.

Po schodach wchodzą i ustawiają się na scenie Sówki, w opaskach na głowach z emblematami pory roku, w czterech grupach, a w każdej z nich jedno z dzieci swoją peleryną, jej barwą, ozdobą głowy i szaty wyraźnie utożsamia Wiosnę, Lato, Jesień i Zimę. Zająć odpowiednie pozycje pomaga im p. Anna Fedorów, współwychowawczyni Sówek. Oto właśnie stoi przy zimowych dziatkach, sama w atramentowej sukni, obsypanej białymi grochami jak płatkami śniegu, wysoka, i jeszcze wyższa na swoich szpilkach... Równocześnie p. Renata przedstawia występ swoich wychowanków:

Przed nami ustawia się kolejny, a zarazem środkowy rocznik dzieci, czterolatków z grupy Sówek, których szczycimy się wraz z p. Anną Fedorów być wychowawczyniami, (Tu zniżyła głos, dodając z uśmiechem:) zwłaszcza wtedy, kiedy są grzeczne, pojętne, usłużne, czarująco miłe... Drugi element wymieniony przez p. Dyrektor – tożsamościowy – obejmuje również całkiem poprawne politycznie rzeczy, np. poznawanie siebie, panowanie nad swoim ciałem, w tym kształtowanie jego sprawności, a także równoczesne poznawanie z sobą świata przyrody – w jej zmienności i cykliczności, bogactwie i pięknie, złożoności i jedności. Od najmłodszego rocznika dzieci uczą się kochać przyrodę, którą widzą, a przez nią kochać jej Twórcę, którego nie widzą, w jej pięknie, harmonii i dobru ucząc się dostrzegać Miłość Boga. Jeśli ktoś z was jeszcze nie odróżnia świerszcza od pasikonika, Sówki z radością wam opiszą i pokażą tego smoliście czarnego śpiewaka, a sami może go jeszcze tu usłyszycie.

Sówki przygotowały śpiew i inscenizację do piosenki Małgorzaty Strzałkowskiej i Krzysztofa Marca pt. Nasionko. Przywitajcie je brawami i radujcie się ich popisem...

„Nasionko” (słowa: Małgorzata Strzałkowska; aranżacja muzyczna – Krzysztof Marzec)



1. Gdy wiosną w ciepły ranek

spoglądam zza firanek.

Uśmiechem witam drzewa

i razem z nimi śpiewam:

Ref. Nasionko, drzewko, drzewo, las,

kochajmy zieleń wokół nas.

Niech kwitnie sad i szumi bór,

a drzewa rosną aż do chmur.

2. Gdy lato wszędzie kwitnie,

jest jasno i błękitnie.

Zielenią błyszczą drzewa,

a ja z radości śpiewam:

 

Ref. Nasionko, drzewko...

3. Gdy kolorowa jesień,

bukiety złote niesie.

Do snu się kładą drzewa,

więc coraz ciszej śpiewam:

Ref. Nasionko, drzewko...

4. Gdy sroga zima hula,

kołderką świat otula.

Już śpią zmęczone drzewa,

więc tylko szeptem śpiewam:

Ref. Nasionko, drzewko...



Sówki urządziły na scenie mini-spektakl, przedstawiając kolejne pory roku w innym układzie choreograficznym, a ich refren wytryskiwał pędami kiełkujących nasion, zamieniających się w sięgające chmur konary dojrzałych drzew. Tym razem p. Renata, odsunąwszy mikrofon od ust, zagrzewała gestami małych aktorów. Kiedy wybrzmiał ostatni refren i Sówki ustawiły się w szeregu na przodzie sceny, Pszczółki w tyle sceny wstały i ustawiły się za Sówkami, a podobnie wstały siedzące przed sceną Biedronki. Równocześnie Pani Renata wprowadzała ich wspólną prezentację:

Zanim najmłodsze dzieci i Sówki przekażą scenę starszakom, chcą wspólnie zaśpiewać swoim mamom, tatusiom – wszak to Święto Rodziny – że ich kochają, wprowadzając zarazem główny wątek podejmowany przez starszaków, o miłości do najbliższych, a zarazem pokazując, że nie tylko starszaki, ale również i one zaczynają czynić piękne postępy w nauce języka angielskiego. Zaśpiewają – ustami i całym sobą – popularną piosenkę angielską pt. Skidamarink, zapewniając, że kochają was rano, w południe, wieczór i kiedy świeci tylko księżyc. Zachęćmy je do żarliwej ekspresji oklaskami...

Skidamarink a dink a dink. [Dzieci z rękoma na biodrach podskakują i kłaniają się.]
Skidamarink a doo.
I love you.
[Wskazują na siebie, obejmują i wskazują na Rodziców na widowni.]
Skidamarink a dink a dink.
Skidamarink a doo.
I love you.
I love you in the morning. [Robią z ramion duże koło nad głową, jakby słońce, które pochyla się na jedną stronę.]
And in the afternoon.
[Wyprostowują się, koło z ramion nad głową.]
I love you in the evening. [Pochylają koło w drugą stronę.]

And underneath the moon. [Robią dłońmi nad głową małe kółko, jakby księżyc.]
Skidamarink a dink a dink.
Skidamarink a doo.
I love you.♫

Żar śpiewających, podskakujących, uwypuklających gestami treść piosenki maluchów i średniaków podsycał swoimi ruchami p. Wojeński, ich nauczyciel języka angielskiego. A kiedy po ostatnim I love you dzieci posłały Rodzicom całusa,  Pszczółki i Sówki z rzędów zrobiły kolumny, a następnie najpierw Sówki, potem Pszczółki wyszły przez przejście sceniczne. Gdy Sówki były już za drzwiami, po schodach zaczęły wchodzić Zuchy. Stanęły na przedzie sceny. Następnie weszły DiR-e. Ci stanęli z tyłu sceny, czekając na swoją kolej. Podczas tych ruchów jak drużyn na defiladzie wojskowej p. Renata dostarczała dalszych komentarzy do mowy jubileuszowej p. Dyrektor:

Przed nami  punkt kulminacyjny naszego programu artystycznego, którym są występy starszaków, Zuchów, prowadzonych przez p. Agnieszkę Perkowską z pomocą p. Karoliny Gejdel oraz Dam i Rycerzy, trzymanych doświadczoną ręką przez p. Stanisława Wojeńskiego, wspartą młodą ręką p. Magdaleny Gołębieckiej. Kulminacyjny, bo pełniej i subtelniej nawiążą do tematu rodziny i miłości. Kulminacyjny, bo zrobią to najstarsze, najpełniej i najsubtelniej wyszkolone przedszkolaki. Kulminacyjny, bo w prezentacjach – z konieczności bardzo krótkich – tej trzeciej wiekowo grupy dzieci zawarty będzie najpełniej i najsubtelniej trzeci element koncepcji Przedszkola Karmelki wspomniany przez p. Dyrektor – element kulturowy.

Chcemy uczyć dzieci rzeczy pięknych i dobrych, o trwałej wartości. Stąd nie tylko dbamy o poprawny, piękny, niemal uroczysty język na co dzień. Czytamy dobrą literaturę dziecięcą. Starszaki zwłaszcza mają sposobność poznania zrębów naszej kultury łacińsko-grecko-biblijnej. Entuzjazmują się mitami greckimi, znają kilka utworów łacińskich, regularnie słuchają i rozmawiają o historiach biblijnych. Nie wahamy się wzbogacać słownictwa dzieci o słowa, których nie usłyszą w domu, ani w telewizji. Pan Stanisław jest tak pod tym względem wybredny, że sam pisze dla nich wiersze, na zwykły użytek i na szczególne okazje. Jest klasykiem, stąd też jego dbałość o formę.

Przed nami czekają już Zuchy, którzy wyrecytują wiersz p. Stanisława Na dzień Matki z podkładem muzycznym z Kanonu na D Johanna Pachelbela. Po nich Damy i Rycerze, którzy czekają w drugim rzędzie, zaśpiewają piosenkę Veni veni venias ze zbioru pieśni średniowiecznych Carmina Burana do tradycyjnej melodii polskiej. Łaciński tekst dostosował i przetłumaczył p. Stanisław: obie wersje zaśpiewają dzieci, więc nie będę musiała niczego objaśniać. Pieśń skierują do Mam, choć łatwo dostrzeżecie, że ma ona potencjał na przyszłość... A potem będzie crème de la crème części słownej: Damy i Rycerze skierują wiersz do ojców... z ukrytą – choć nie za bardzo – aluzją, czego od swoich ojców oczekują... Ale... bez pouczania!... (Ale jakby na przekór swoim słowom dodaje:) posłuchajcie ojcowie, za co was kochają... Wiersz napisał Tadeusz Kubiak, tytuł Kocham go. Nagródźmy ich cierpliwość oklaskami...

„Na Dzień Matki”(Stanisław Wojeński; Kanon na D J. Pachelbela dostosowany jako podkład muzyczny)

Mamo, czy pomnisz narodzin mych wrzawę,

Mój krzyk z kołyski, pierwszą mą zabawę

Twych oczu blaskiem, twych ust ciepłym głosem,

Głowy twej włosem?...

I patrzysz na mnie, koisz nieodmiennie,      

W czarnej trosk chmurze od słońca promienniej:

Z lic twych lśnień cudnych me wzgardy nie zzuły,

Wzrok mój nieczuły...

Chcący, niechętny – twych rąk blisko stałem,

Twa moc mnie niesie, z moim jedna ciałem:

Ciebie, jak siebie, uczę się wśród wielu

Kochać w Karmelu...

Tulisz do piersi, karmisz, czyścisz, leczysz,

Bawisz mnie, uczysz, głaszczesz, kiedy szlocham:

Lgnę więc do Ciebie, czczę – i nie zaprzeczysz,

Że Ciebie kocham...

Mamo, czy pomnisz narodzin mych wrzawę,

Mój krzyk z kołyski, pierwszą mą zabawę

Twych oczu blaskiem, twych ust ciepłym głosem,

Głowy twej włosem?...

Po chóralnie, równo, z dobrze zsynchronizowanymi z muzyką pauzami, wyrecytowanej przez Zuchów całości, jeszcze raz pierwszą zwrotkę, inkluzyjne powtórzenie pełne żarliwego napięcia, na tle crescendo pachelbelowego Kanonu powiedziała Dominika.

Zuchy zamieniają się miejscami z DiR-mi. Część Zuchów, niebiorąca udziału w tańcu, wychodzi przejściem scenicznym. Damy i Rycerze stoją ze zwiniętą w rulon kartką, trzymaną w prawej ręce. Przed nimi leżą zielone listki. Śpiewają, wykonując podkreślające gesty, zarówno w pieśni jak i recytacji.

Veni veni venias (z Carmina Burana, mel. trad.; dostosowanie i wersja polska – Stanisław Wojeński)

Veni veni venias,                                       Przybądź, przybądź, proszę, przyjdź,

Nec me mori facias!                                        I umierać nie daj mi!

Ut ego te amo, dic,                                         Jak ja ciebie kocham, mów,

An me ames, nunc et hic...                           Czy mnie kochasz teraz, tu...

Pulchra tibi facies,                                         Piękne twe oblicze jest,

Oculorum acies,                                             I zachwyca oczu gest,

Capillorum series:                                         Włosów spływa wonny zdrój:

O quam pulchra species!                               Jakże cudny wygląd twój!

Rosa rubicundior,                                         Różom czerwień u

Gdy wybrzmiały gromkie oklaski publiczności, głos p. Dyrektor niósł publiczności kojące wezwanie, by wszyscy udali się do ogrodu parafialnego, gdzie na dzieci i dorosłych czekały przekąski i miłe atrakcje. Aula zaczęła się kurczyć wraz z odpływem rzesz gości. Radosnej sytości z przeżytej uczty umysłowej towarzyszyła radosna ulga wynikająca z dostania się do pełnej świeżego powietrza swobodnej przestrzeni, do przyjaznych form rozrywki, do gościnnie zastawionych stołów...

Część III.

Tata, Mama i ja. Piknik Rodzinny w Ogrodzie Parafialnym.

Wychodzących z auli przedszkolnej gości p. Dyrektor zobowiązała do rozpoczęcia wspólnego, radosnego piknikowania od poczęstunku tortem jubileuszowym, którego hojnymi sponsorami i zręcznymi wykonawcami byli pp. Rybakowie. Wchodzący do ogrodu od razu spostrzegali po prawej stronie stolik z niezwykle udekorowanymi tortami, godnymi mickiewiczowskiego pióra. Na poniższym zdjęciu widać staranność, drobiazgowość i pomysłowość wykonawstwa naszych genialnych Cukierników. Były tak piękne, że Rodzice, którzy mieli swoje dzieci w grupach uczczonych tymi tak niezwykle ozdobionymi wypiekami, długo wzdragali się przed uczynieniem uszczerbku, czy to na pszczole siedzącej na wielkim słoneczniku, czy na biedronkach, czy na sówkach, nie mówiąc już o postaciach zucha piekącego kiełbaskę nad ogniskiem, tudzież damy i towarzyszącego jej młodego rycerza... Pobożność i bynajmniej nie wzgardy sprawiły, że niektóre z tych tortów długo jeszcze, i to następnego dnia, bawiły wzrok, wzbudzały podziw nauczycieli i przedszkolaków, zanim zginęły w czeluściach ich żołądków...

Mijający szeroko otwartą bramę ogrodu witani byli przez p. Mirosławę Weres, która wzrostem swym budząc respekt i nie potrzebując żadnego innego dogodnego punktu obserwacyjnego prócz własnych wysoko osadzonych nad ziemią oczu, dawała Rodzicom pewność, że żadne z ich maleństw nie wybiegnie stąd zabłąkane na ulicę, ani też żadna niepowołana i nieżyczliwa dusza tu się niezauważona nie wśliźnie. I chociaż czerń jej włosów mógł wieścić zły omen dla nieporządnych, przecież spokojnym wyrazem twarzy i błękitno-lazurową szatą wszystkim przybywającym w pokoju głosiła pokój.

W dużym ogrodzie, o powierzchni ponad 1 ha, z którego dochodzi się do budynków parafialnych, w tym klasztoru sióstr, domu ks. prałata W. Wasaka, sadu czerwieniącego się nadurodzajem czereśni i wiśni, a dalej do plebanii ks. proboszcza i wikariuszy, schodzący się goście znajdowali rozstawione stoły przykryte białymi papierowymi obrusami, uginające się od przekąsek i ciast. Nieopodal, po prawej stronie dymił dyskretnie i pachniał przejmująco grill obsługiwany przez rodzinną firmę cateringową pp. Brzezińskich (‘u Brzozy’), którzy zachęcali do raczenia się kiełbaskami, sałatkami, surówkami, ogórkami małosolnymi... Tuż obok, najoporniejszych, którzy nie dali wzbudzić w sobie łaknienia, łamały lody, produkcji pp. Jankowskich, dziadków Agaty i Alicji Zimnoch. Ich Babcia i Mama, zręcznie nakładały chłodne kulki na rożki i wręczały gościom łaknącym słodko-miłego kontrastu dla gorącego dnia.

Nie mniejszą popularnością niż lody cieszyło się ocienione pomarańczowym parasolem stoisko z popcornem, a tę atrakcję dla pożeraczy rozsadzonej kukurydzy sumptem swoim zapewnił Tata Amelii Malinowskiej.

Warto w tym miejscu wymienić naszych sponsorów, których życzliwość i hojność w różnoraki sposób wpłynęły na atrakcyjność naszego rodzinnego spotkania. Z listą dobroczyńców, po przywitaniu, zapoznała obecnych p. Aneta Wiercińska:

a.     Instytucje:

i.     Bank Spółdzielczy w Brańsku – dyr. Barbara Kotowicz, wsparcie finansowe

ii.     Bank BGŻ-Paribas, dyr. Ewa Chruścicka, wsparcie finansowe

iii.     SKOK Stefczyka, p. Katarzyna Sadowska, wsparcie finansowe                                                        iv.     ABA Plus, właściciele pp. Murawscy, obsługa poligraficzna

v.     Firma Biotrem dostarczyła ekologicznych talerzyków otrębowych                                                    vi.     Firma Bochen – pieczywo i ciastka na festyn oraz piękny bochen chleba na Ofiarowanie

vii.     Firma Gracja z Łubina Kościelnego – ciasto

viii.     Firma Suempol, p. Jaworowska-Siecińska, prezes – ofiarowała przekąski z łososia

b.     Osoby prywatne:

Rodzice, m.in. nieoceniona pomoc w organizacji, przyniesione ciasta (konkurs ciast), maskotki (wymiana barterowa), etc.

ii.     p. Artur Leszczyński – prócz ogromnych zasług przy organizacji uroczystości, opisanych w cz. I i II, był również sponsorem nagród konkursowych

iii.     Pp. Żychoniowie – wsparcie finansowe

iv.     P. Jadwiga Górska – wsparcie finansowe

v.     Pp. Piotrowscy (Rodzice Oliwki i Tomka z Biedronek) – ramki do zdjęć

vi.     P. Piotrowski (Tata Ady z Zuchów) – obsługa fotograficzna

vii.     Pp. Rybakowie sponsorzy (i wykonawcy) 5 spersonalizowanych tortów (od każdej z grup przedszkolnych)

viii.     P. Maria Falkowska (babcia Filipa z Sówek) – uszyła pelerynki

ix.     P. Joanna Rzepniewska (Mama Zuzi z Sówek) – sponsor nagród konkursowych

Naprzeciwko, w linii zacienionej koroną młodego kasztanowca stało nagłośnienie, sprzęt Przedszkola Karmelki, którego obsługą zajęta była p. Magda Gołębiecka pod okiem p. Anety Wiercińskiej, spiritus movens tej części naszej uroczystości jubileuszowej. Obok, a niedaleko wspomnianego już grilla, stał stolik, na którym na oczach widzów i konsumentów anielskie ręce p. Ewy Paszkowskiej z pomocą zacnej wyciskarki w sok przemieniały jabłka, arbuzy i marchewkę. Jej piękny uśmiech, duże lśniące oczy i nienaganna sylwetka, jasno kontrastująca z ciemnym kasztanem jej włosów, zachęcały do przybliżenia się, docenienia i degustacji, podobnie jak wizerunki przetwarzanych owoców wymalowanych umiejętną ręką p. Anny Półtorak na białej bawełnianej bluzeczce p. Ewy. Kiedy się odwracała, w sercu budziła uznanie, w umyśle zachętę wyrażaną napisami na tyle koszulki: ‘Soki owocowe smaczne są i zdrowe’ oraz ‘Soki pij, zdrowo żyj’.
Panna Aneta Wiercińska, będąc u władzy nad mocarnym nagłośnieniem przy pomocy lotnego mikrofonu od samego początku stanowiła ośrodek ściągania uwagi publiczności, a obwieszczając zasługi, zapowiadając atrakcje, konkursy, zagrzewając do radosnej rywalizacji, prezentując zwycięzców, pocieszając pozostałych, zachęcając do wspólnej zabawy, modelując ruchy taneczne, wciągając do rozmowy uczestników festynu, sprawiała wrażenie niezmordowanego, bezustannie bijącego serca wielkiego organizmu, któremu jak ożywczej krwi dostarczała otuchy, odwagi, wlewała świątecznego animuszu, pobudzała do ruchu, wysiłku, radosnej ekspresji... To jej animacją odbyły się niżej zilustrowane konkursy, zawody, zabawy taneczno-ruchowe. Od razu rozpoznałbyś jej rolę widząc tę kształtnie zbudowaną pannę w stroju cheerleaderki, zbrojną i zdobną w sportowe obuwie, białe leginsy ujawniające siłę jej nóg, atramentową sukienkę podszytą koronką, sięgającą połowy jej ud, pięknie wydekoltowaną, gładką i jednolitą do bioder, niżej delikatnie fałdzistą, do skraju poprzecznie przecinaną różnej szerokości trzema białymi pasami, wąskim i dwoma szerokimi. Gdy się ruszała, tańczyła, animowała, widziałeś w niej rycerza w galopie z dumnie płynącą w powietrzu kitą na hełmie, którą okazywał się ogon ciasno spiętych na czubku jej głowy kasztanowych włosów, z opóźnieniem nadążających za jej ruchami...

Ale wytrwałą, choć nie wymagającą takich ekstrawertycznych umiejętności, pracą na licznych frontach zajęci byli wszyscy pozostali pracownicy przedszkola oraz wiele innych osób z Karmelkowych Rodzin. O niektórych już powiedzieliśmy. Z Księgą Pamiątkową jak wątek na warsztacie tkackim wije się wśród Gości, Rodziców p. Renata Sęk. Udaje się jej uzyskać wpis ks. Biskupa, który niemałą chwilą zaszczycił świętujące zgromadzenie. Tu znowu czeka na uwiecznienie nastroju jednej z dyrektorów przedszkoli, a zaraz ks. Jarosława, i znowu Rodzica... Oto bacznie, jak myśliwy, kogoś obserwuje... Do kogo podejdzie...?

Pani Agnieszka Perkowska dogląda rozbieganych dzieci, czasem zbiera zagubione, a w kulminacyjnych momentach wspomaga panele konkursowe. A najważniejszym jest konkurs ciast, do którego przystąpiły prawie trzy tuziny Mam, przynosząc arcydzieła sztuki ciastkarskiej, zadziwiające już to swoim nakładem czasu i pracy, już to kosztem swoich produktów, już to fantazją i odwagą swojej receptury. Długie szeregi połączonych stołów pełnych pooznakowanych ciast obsługiwały, do głosowania zachęcały i głosy zliczały p. Anna Miluska i p. Aneta Olszańska.

Najbardziej przekonująca degustatorów, w których imieniu wyrażając uznanie wręczono Matce i córce (Alicji) na pamiątkę tryumfu torbę, okazała się znana ze swoich wypieków p. Małgorzata Dmitruk. Dalej uplasowali się:

a.     p. Sylwia Narbutt i Zosia (parasol i malowanka)

b.     p. Joanna Bogusz i Zuzia (parasol i malowanka)

c.     p. Ewa Kiersnowska i Szymon (parasol i malowanka)

d.     oraz pozostali uczestnicy konkursu (nagrody pocieszenia)

Gdy przemierzymy szpalery pomykających zewsząd dzieci, miniemy ławki, gdzie goście rozkoszowali się zawartością tacek napełnionych przy wspomnianych już stacjach posilania, delektowania, ukaloryczniania , i dojdziemy do samego parkanu tworzonego przez wyniosłe, ciasno stłoczone, niedawno przycięte tuje kolumnowe, całkowicie zasłaniające plac zabaw dzieci od tętniącej życiem handlowym okolicy sklepu Biedronki, tutaj między wysokim żywotnikiem zachodnim a malutkim świerkiem srebrnym, nieopodal innego miejsca tętniącego życiem, olbrzymiego zamku dmuchanego, na którym turlały się, podskakiwały, odbijały od ścian, opadały różnymi częściami ciała na sprężyste podłoże rozbawione dzieci, rozłożyły się z dziesiątkami pluszowych maskotek p. Anna Fedorów, p. Anna Półtorak, p. Karolina Gejdel i p. Ewa Żero. W ramach tzw. wymiany barterowej dzieci ciągnęły losy, w wyniku których ‘wygrywały’ zabawkę, a Rodzice mogli złożyć datek na cel charytatywny.
W tym roku zbieraliśmy na życiodajne studnie w ubogiej Afryce. Na koniec wymiany hojność Rodziców wyraziła się numerycznie sumą 700 zł! A pracowników SKOKu Stefczyka, obsługujących wspaniałomyślnie wypożyczony zamek-dmuchany-trampolinę, wspierała p. Paulina Hryniewicka.

Pamiętajmy, że przez cały czas, nieprzerwanie (nieprawdopodobne jak to się wydaje!), czynnych bawi, biernych czaruje, wszystkich rozwesela panna Aneta. Zawody i konkursy migają jedne po drugich. Oto przeciąganie liny – Karmelki contra Absolwenci. Ale chwilę potem to ona przeciąga/przyciąga do tańca integracyjnego Samolot, potem do pląsów-wygibusów Gummi Bear, a w nagrodę częstuje wysokokaloryczną ruchową Chocolate (czyt. ‘czo-ko-la-te’).

Warto też mieć na pamięci fakt, że prócz zdrowego krwiobiegu podtrzymywanego przez mocno bijące Serce, festyn przenikał kojący Duch, podsycający dobry nastrój, ducha świętowania, ducha przyjaźni, zarówno wśród szanownych Gości, jak miłych Rodziców, jak i oddanych współpracowników – Duch w osobie p. Lucyny Wojeńskiej, Dyrektor Przedszkola. Dzielnie jej sekundowała, z podobnie ujmującym wdziękiem i uśmiechem, p. Renata Sęk.

A konkursy? Same emocje... I to takie, że kto wygrał, niestety nie pamiętamy... Ale dobrze wiemy, kto brał w nich udział:

1.  Konkurs dla Mam i córek, układanie puzzli z 24 elementów:

a.     Martyna Zawadzka z Mamą

b.     Julia Kowalczuk z Mamą

c.       Lena Sadowska z Mamą

d.     Karolina Niewiadomska z Mamą

2.     Konkurs dla Tatusiów, bieg na czas z pojemnikami z popcornem na stopach:

a.     p. Wojciech Kowalczuk,  Tata Julii

b.     p. Piotr Narbutt, Tata Zofii

c.       p. Tomasz Gierasimiuk, Tata Krzysia i Klaudii

d.     p. Krzysztof Borowski, Tata Wiktorii

3.     Konkurs Rodzin w taśmie animacyjnej: Boguszowie, Zimnochowie, Rybakowie, Borowscy oraz Puchalscy (Ewa, absolwentka sprzed 2 lat, z Tatą i siostrą)
Nieocenioną pomocą pannie Anecie przy organizacji konkursów okazuje się asystująca jej przy nagłośnieniu jasnowłosa, kwieciście przyodziana, tchnąca pierwszą młodością nauczycielka, panna Magdalena Gołębiecka.
W miarę jak ubywało gości i na placu pozostawała najbardziej dedykowana swemu towarzystwu, wciąż całkiem liczna, najściślejsza Karmelkowa Rodzina, prawie wszystkich w jednym ogromnym kole jeszcze bardziej zintegrował animowany przez p. Anetę taniec nieco przypominający jakiś gimnastyczny układ ruchowy Head shoulders knees and toes, by crescendo jedności uzyskać w kolistym pląsie Bo nasze Przedszkole to jedna Rodzina. Nie dziwimy się, że odnajdziemy tam prawie wszystkich pracowników Przedszkola (jeśli któryś tam nie trafił, to gapa... ale nie osądzajmy go zbyt surowo...)
Nieoczekiwanym, a na pewno nieplanowanym, finałem było dostrzeżenie ks. Wojciecha Wasaka przyglądającego się ze swojego balkonu wygaszanym już ekspresjom radości. Serdecznie go przywitaliśmy oklaskami, widząc w jego osobie zasługę naszego karmelkowego istnienia, wprawdzie pośredniego, ale istotnego, związanego z rewindykowanym przez niego zespołem klasztornym. Dziękując mu prosiliśmy o błogosławieństwo na drogę do domów, które radując się otrzymaliśmy. I akurat wtedy, kiedy p. Stanisław Wojeński, dotychczas bezcelowo błąkający się od jednego punktu wesołego zgromadzenia do drugiego, zaczął się dobrze bawić z Julią Perkowską, swoją ulubienicą z zeszłego roku, śmiejąc się z krążka frisbee słuchającego się niefrasobliwie lub krnąbrnie i czasem tylko wiernie naszych prześcigających się w staranności dłoni, usłyszeliśmy wezwanie, by stanąć i zasiąść do wspólnego zdjęcia...