16 maja 2017 Ks. biskup Tadeusz Pikus w towarzystwie swojego sekretarza, ks. Tomasza Szmurło, oraz ks. wikariusza Parafii pw. MB z G. Karmel, ks. Michała Kisiela odwiedził Przedszkole w ramach swoich rutynowych ‘kanonicznych diecezjalnych wizytacji’. Ks. Polak był nieobecny, chociaż towarzyszył, zaraz „po nas”, ks. biskupowi „za ścianą”, w Warsztacie Terapii Zajęciowej. Hierarcha został przywitany serdecznie, a następnie oprowadzony po salach przedszkola przez p. dyrektor Lucynę Wojeńską. Dłużej zatrzymał się przy oczekujących go Damach i Rycerzach, prowadzonej przeze mnie grupie 6-latków, z którymi odbył przyjazną pogawędkę. Nasze starszaki żywo odpowiadały na pytania ks. biskupa, dziwiąc się nieco ich łatwości. Potem wszyscy przeszliśmy do auli, gdzie zgromadzone już były wszystkie pozostałe roczniki. Tam popis swoich początkujących umiejętności scenicznych dały 3-latki, po których na deski podium teatralnego ponownie wstąpiły starszaki. Odegrały scenę z Iliady pt. Rada, bawiąc się dworską polszczyzną z epoki stanisławowskiej, a następnie odśpiewały 2 pieśni J. Kochanowskiego: Czego chcesz od nas, Panie oraz Ad Concordiam/Do Zgody (po łacinie i polsku). Ks. Biskup pochwalił dzieci za entuzjazm, pamięć i umiejętności sceniczne, ze wszystkimi zaś przeprowadził pogadankę o uprzejmości i wdzięczności.

Z powyższej relacji wynikałoby, że wizyta ks. biskupa była udana i ucieszyła obie strony. Większość mogła odnieść takie wrażenie. Oczywiście nasza gościnność i przygotowanie dzieci były bez zarzutu. Ks. biskup wyrażał zadowolenie. Uwagi jednak mojej nie mogła umknąć rezerwa, z jaką odnosił się hierarcha do tego, co mówiła o przedszkolu p. dyrektor (np. o trudnościach lokalowych i bardzo skromnych warunkach socjalnych i pracy nauczycieli). Jej wypowiedzi, jak też później i moje objaśnienia inscenizacji dziecięcej, spotykały się z obojętnością i brakiem reakcji wzrokowo-ruchowej ze strony ordynariusza drohiczyńskiego. Nie przeszkadzało nam to, sądziliśmy bowiem, że to z natłoku ‘takich wizyt’ w grafiku biskupim, ale odczuwaliśmy pewien dyskomfort, tym bardziej, że w ciągu całej kilkudziesięciominutowej wizyty ks. biskup nie znalazł ani minuty, żeby z nami lub nauczycielami porozmawiać, o nas, naszych problemach, osiągnięciach, planach. I do tego bojkot ks. proboszcza, obecnego przecież gdzieś tam za murami przedszkola... Czyżby biskup nie potrafił zdyscyplinować swojego podwładnego? A może nie chciał? Wtedy jeszcze tego nie rozumiałem. Dziś w pełni odczuwam sztuczność i nieadekwatność całej sytuacji. Niezręcznie mi jest tu rozwodzić się nad zachowaniem ks. biskupa, ale było w jego wizycie w Przedszkolu Karmelki tyle samo nieracjonalności, co w później dostępnym (w odpowiedzi ks. Domirskiego na pozew p. Wojeńskiej) ‘protokole powizytacyjnym’, który urzędnicy kurialni sporządzili biskupowi na temat jego wizytacji w parafii MB z G Karmel, a zwłaszcza w części odnoszącej się do naszego Przedszkola. Na obliczu wyraz podziwu, na ustach pochwała, ale równocześnie w gestach mimowolnie wyrażonych i (paradoksalnie) tych nieobecnych a brakujących odczuwało się jakąś niechęć i odrzucenie. Aby przygotować Państwo do skonfrontowania się (śledząc mój komentarz poniżej) z podobnego typu napięciem i niedorzecznością tkwiącą pomiędzy częścią narracyjną ‘protokołu’ a jego ‘zaleceniami’, zalecam zapoznanie się ze stronami 1,5,6 i 7 owego protokołu udostępnionego przez ks. Domirskiego (jak wyżej). Już na wstępie zauważamy brak stron 2, 3 i 4.
Co na temat przedszkola Karmelki mówi nam ordynariusz drohiczyński (należy uznać, że są to jego słowa, ponieważ te niezmiennie są notowane w 1 osobie l. poj.)? Niestety w dostępnej nam ('dzięki' ograniczonej uprzejmości ks. Domirskiego) kopii "protokołu z wizytacji..." brakuje stron zawierających opis wizyty ks. biskupa w Karmelkach. Z tego jednak co przeczytał p. Lucynie Wojeńskiej, dyrektor Przedszkola Karmelki, dnia 3 lipca ks. Mielnicki, ów kurialny dyr. od katechez (po czym żadna kopia tego co odczytano nie została jej wręczona), na specjalnym spotkaniu z urzędnikami kurialnymi i nowowprowadzonym na urząd proboszcza ks. Domirskim, na które została wezwana, by usłyszeć (i tylko usłyszeć...) ‘zalecenia biskupa’ (o tym wydarzeniu napiszemy jeszcze w odpowiednim miejscu kalendarium), wyłania się ładny obraz harmonijnie pracującego przedszkola z świetnie przygotowanymi dziećmi i gościnną dyrektor. Może dlatego opis ten (zamieszczony gdzieś na brakujących w naszej kolekcji stronach 2-4 protokołu) nie pojawia się w dostępnej "odpowiedzi na pozew", bo stoi w rażącej sprzeczności z radykalnymi, jak się okazało, ‘zaleceniami’. Ponieważ nie mamy tego na piśmie, wystarczyć nam powinien punkt 2. owych ‘zaleceń’ na str. 6 Protokołu: „Przedszkola i szkoły na terenie parafii zostały zwizytowane. Ocena o placówkach jest pozytywna.” ‘Zalecenia’, które dalej padają w odniesieniu do naszego Przedszkola, nijak się mają do tego co w zarządczym języku nazywa się ‘zaleceniami’, zwykle pojawiającymi się po opisie stanu faktycznego, na którego mankamenty się wskazuje i uzasadnia pożądane zmiany. A może nie powinniśmy oczekiwać profesjonalizmu w materii sprawozdań od urzędników kurii? Zaraz zaraz, od... ks. biskupa... Bo niewątpliwie to, co napisano w punkcie 7. protokołu „Zalecenia dotyczące Niepublicznego Przedszkola Karmelki”, pojawia się jak ‘delfin w lesie’ (Horacy, Ars poetica). Kiedy po ładnym opisie wizyty biskupa w Przedszkolu p. Lucyna usłyszała ową listę ‘zaleceń’, doznała czasowego ‘pomięszania poznawczego’. Jednym kątem ust się chwali jej dzieło, drugim w istocie skazuje ją samą na niebyt. Którą wersję należało wybrać jako poważniejszą? Z dysonansem tym pozostała do dnia następnego, owego 4 lipca, dnia pierwszej wizyty ks. Domirskiego w Przedszkolu, na której ‘wynikach’ dokonał 10 dni później jej zwolnienia z pracy. Skąd mogła wiedzieć, że ‘pozytywna opinia’ nie jest żadną pochwałą, ‘białe’ nie oznacza białego, a ‘aprobata’ naganę?  Nawet gdyby chciała, nie zdążyłaby w ciągu jednego dnia odpowiednio się według standardów biskupich, których rzecznikiem mienił się ks. Domirski, ‘skalibrować’...

Wróćmy zatem do owego p. 7 ‘zaleceń’. Wymienia się tam powód, dla którego proboszcz ‘powinien’ być mianowany dyrektorem – bo „odpowiada za całe przedszkole” (litera a). Kwestie odpowiedzialności, zgodnie z przepisami prawa oświatowego, reguluje bardzo szczegółowo statut, który rozdziela, zgodnie z dobrą praktyką i prawem oświatowym, kompetencje organu prowadzącego i dyrektora placówki edukacyjnej. Sprawa ta wielokrotnie jest poruszana w naszych dokumentach, etc. W "odpowiedzi na pozew" (dokument ten opublikujemy w odpowiedniej kolejności za jakiś czas) uznaje się fakt, że proboszcz bywa dyrektorem „wielu katolickich placówek edukacyjnych”. Ale czy to jest zwykła praktyka? Absolutnie nie. Właśnie nasz model jest typowy w większości placówek niepublicznych prowadzonych w Polsce przy parafiach. Dajmy przykład: przedszkola, które ma podobny do naszego, pierwotnego Przedszkola Karmelki, adres internetowy, przedszkola parafialnego w Skawinie organem prowadzącym jest parafia/proboszcz, a dyrektorem nauczyciel mianowany przez organ prowadzący, czyli podobnie jak w naszym statucie, z tą różnicą, że wszystkie czynności związane z działalnością przedszkola wykonuje dyrektor, a organ prowadzący nie jest angażowany do niczego i nie jest nawet wymieniany w statucie jako organ przedszkola; w praktyce tak właśnie było i w przedszkolu Karmelki, a takich przyparafialnych przedszkoli jest w Polsce wiele i ‘chcący’ łatwo znajdzie ich przykłady w Internecie. Nie da się dowieść, że proboszcz jest dyrektorem większości przedszkoli tego rodzaju, ani tego, że normalną praktyką jest pozbawianie przez organ prowadzący bez konsultacji, negocjacji i zgody na ‘mocy’ autorytetu niestatutowych organów stanowiska legalnie mianowanego dyrektora i samo-zastąpienie go przez organ prowadzący. Nie ma też dowodu na to, że takie zastąpienia w ogóle mają miejsce. Na pewno to zdanie „odpowiada za całe przedszkole” w odniesieniu do przedszkola Karmelki realizowane było tylko formalnie i na papierze. Całą praktyczną odpowiedzialność, w tym inicjatywę rozwojową, ponosiła p. dyrektor, bo nie poczuwał się do niej organ prowadzący, ks. Polak, który od początku swojego probostwa pozostawiał na niej całą '(pro)aktywną' odpowiedzialność za przedszkole i przejawiał bierną postawę, o ile zaspokajane były pewne jego interesy parafialne (które mogłoby przedszkole zaspokoić, np. zatrudnienie kościelnego na stanowisku dozorcy przedszkola, a także bezkrytyczne pokrywanie wydatków na parafialny opał), a poza tym ograniczał się w swojej kompetencji jako OP do żyrowania inicjatyw i decyzji p. Lucyny (działania reaktywne). W kontekście faktów zdanie to, „odpowiada za całe przedszkole”, jako uzasadnienie ‘zalecenia’ brzmi właśnie nieodpowiedzialnie. Nowy proboszcz mógłby wiele naprawić z zaniedbań poprzednika i być bardziej pro-aktywny, przede wszystkim zaś ulżyć legalnie zatrudnionej dyrektor w tych sferach, do których wg statutu jako przedstawiciel org. prow. jest powołany. O powierzchowności ‘zaleceń’ świadczy też drugi element (litera b), gdzie autor protokołu (ks. biskup?) nie odróżnia statutu, dokumentu opatrzonego odpowiednimi pieczęciami, podpisami i z personalnymi aktualizacjami (w tym ze zmienionym nazwiskiem przedstawiciela org. prow., np. z Kryńskiego na Polaka), który zawsze po aktualizacji jest dostępny publicznie i powinien być w posiadaniu organu prowadzącego (a więc wtedy, podczas wizytacji, w posiadaniu ks. Polaka) – nie odróżnia od samego tekstu statutu, który został zamieszczony na stronie internetowej od samego początku istnienia przedszkola i miał służyć rodzicom jako źródło informacji o celach, zadaniach, obowiązkach, etc., a przez pewnego rodzaju habituację zasiedział się tam, tym bardziej że nikt (w tym ks. Polak) nie zgłaszał nieaktualności tych fragmentów, gdzie z imienia i nazwiska jest wymieniony proboszcz parafii. Być może więc jedyną zmianą, którą należałoby wprowadzić do statutu, byłaby rzeczywiście informacja, że „osobą reprezentującą organ prowadzący przedszkole jest każdorazowy proboszcz parafii”, ale już niekoniecznie czyniąc go „jednocześnie dyrektorem”. W tym też punkcie (litera b) ewidentnie ‘zaleca’ się manipulowanie przy statucie przedszkola tak, by osiągnąć taką semantyczną zgodność, która by usprawiedliwiała całkowite od-autonomizowanie placówki (żartobliwie się przy tym poucza, że parafia nie jest patronem, tylko O-m P-m). Interesujące z punktu widzenia agresywnych działań ks. Domirskiego jest ostatnie ‘zalecenie’ (litera c), z którego wynika znany nam fakt, że nasze przedszkole nie przechodziło żadnych procedur „o których mówi Kodeks Prawa Kanonicznego...etc” i nigdy nie stało się formalnie placówką katolicką. Wiemy, że wiele, jeżeli nie większość takich placówek działających przy parafiach nie zalicza się do takich (‘sklerykalizowanych’, podporządkowanych organom diecezjalnym?) katolickich placówek, w tym pozostałe 2 przedszkola założone w diecezji drohiczyńskiej (nie ma ich wśród placówek katolickich w Polsce, których listę można znaleźć w Internecie). W tym kontekście ‘Zalecenia’ od początku do końca wydają się wykraczać poza kompetencje organu, który je wypowiada (Kuria). Zgodnie z orzeczeniami Sądów (zobacz) biskup nie ma kompetencji wobec parafialnych placówek edukacyjnych założonych na podstawie prawa polskiego (w tym prawa oświatowego). Nie może mianować dyrektorów takich placówek i stawać się ich pracodawcą. Kodeks Pr. Kan. nie ma zastosowania do stosunków pracy w takich placówkach. Od początku funkcjonowania przedszkola wszyscy jego odpowiedzialni pracownicy mieli świadomość, iż obowiązuje ich Kodeks Pracy, Prawo Oświatowe, O ochronie danych, O rachunkowości, etc., ale nie KPKan. Nigdy też nie informowano nas o takim obowiązywaniu. I nie miało to żadnego wpływu na wychowywanie dzieci w duchu katolickim. Za wolność w tym zakresie nie jest odpowiedzialny KPKan, ale właśnie wolnościowe prawo oświatowe Rzeczypospolitej. Toteż na KPKan nie powołują się żadne nasze dokumenty, a zwłaszcza Statut. Kuriozalne jest więc uzasadnianie ‘zaleceniami’ biskupa (i ostatecznie prawem kanonicznym) działań agresywnych, zdradziecko wymierzonych, zamkniętych na rozmowę i negocjacje, i na uczciwe rozpoznanie stanu rzeczywistego. W końcu zaś, nawet jeżeli ks. proboszcz „prawem kanonicznym zobowiązany jest do posłuszeństwa księdzu Biskupowi” (cytat z  „odpowiedzi ks. Domirskiego na pozew p. Wojeńskiej") i zgadza się na jego arbitralne ‘zalecenia’ względem niego, nie znaczy to przecież, że sam może arbitralnie (choćby i pod ‘biskupim przymusem’) łamać polskie prawo pracy, niszczyć przeszkadzające mu ‘urzędy’ (świeckiego dyrektora) i równocześnie zadawać gwałt podstawowym zasadom współżycia społecznego, krzywdząc innych, i to zasłużonych, ludzi.

W tym miejscu chcę zwrócić uwagę na wyłaniający się z tamtych działań ks. Domirskiego obraz jego mentalności: zdawał się on wierzyć (niezachwianie przynajmniej do niedawna), będąc mocno upewniany przez swoich przyjaciół hierarchów i stronników parafialnych, że przedszkole jest składnikiem majątku parafii i należy do beneficjum proboszcza, a nawet, że wszyscy pracujący w przedszkolu pobierają wynagrodzenie od parafii i zupełnie nie rozumiał znaczenia faktu, że pieniądze są znaczone, pochodzą z dotacji państwowych i celowych (edukacyjnych) wpłat rodziców, przechodzą kontrole wszystkich instytucji państwowych i muszą mieć oddzielny od parafii rachunek bankowy. Wielokrotnie mówił, że jest właścicielem przedszkola i że parafia nam płaci. Mówił też (już 4 lipca), że przedszkole powinno podlegać prawu kanonicznemu, a nie świeckiemu. I w tym właśnie kontekście jako na główną podstawę swoich działań wskazywał ‘zalecenia ks. biskupa’. Jest to dowód na to, że wierzył w słuszność tego, co robi, i między bajki należy włożyć jego faryzejskie, z boleściwą miną wypowiadane jęki o swoim działaniu pod przymusem zaleceń biskupich i jego wręcz niechętnym "sprzątaniu po bałaganie innych". Karmelki według tej retoryki były źle zorganizowane (czytaj: proboszcz ma za mało władzy=dostępu do przedszkolnej kasy), nie umiał poprawić tego stanu ks. Polak, ale on, mimo trudności, tego dokona...

Spójrzmy na jeszcze jeden przykład ekwilibrystyki retorycznej, umysłowej i... etycznej uprawianej przez ks. biskupa (jego urzędników?) i jego żarliwych wyznawców (ks. Domirskiego), zawartej w nieocenionym protokole powizytacyjnym. Jeszcze raz przeczytajmy p. 20 na str. 5 Protokołu:

Wszyscy nauczyciele Przedszkola Karmelki słyszeli o ‘bon-mocie’ ks. Domirskiego, którym uzasadniając ukaranie p. L. Wojeńskiej, mnie oraz p. R. Sęk pozbawieniem nas naszych stanowisk (roli w Przedszkolu), zwrócił się do nas trojga: „Ks. Polak dostał od ks. biskupa czerwoną kartkę, zatem i wy musicie dostać kartkę żółtą”. (Do tej ‘intelektualnej stylistyki’ przyjdzie nam jeszcze powrócić...) Jak zatem rozumieć wykładnię ks. Domirskiego („wręczenie ks. Polakowi przez ks. biskupa czerwonej kartki”) owej „bardzo pozytywnej oceny ks. biskupa posługi proboszczowskiej i kapłańskiej ks. Polaka”? Jak zwykle, są dwa wyjaśnienia: jedno żartobliwe, drugie poważne. Skoro z Biskupa publicznie żartować nie wypada, trzeba będzie pozostać przy poważnym.
Poważne wyjaśnienie wyżej zestawionej sprzeczności nasuwa się nieodparcie wraz z analizą języka i zachowań ks. Domirskiego, który ‘tuż’ po objęciu probostwa Karmelu i po raz pierwszy przychodząc, w dniu 4 lipca, do Przedszkola Karmelki, w pierwszych słowach zamiast okazania bezstronnej chęci poznania czołowych działaczy tego parafialnego skarbu, zamiast wyrażenia uznania dla prowadzonego z takim rozmachem dzieła edukacyjnego, pochwały dla jego twórcy, dyrektor Lucyny Wojeńskiej, dla całego zaangażowanego zespołu, zamiast solennej deklaracji współpracy i umacniania tego dzieła, zamiast zwykłego i przyzwoitego zachowania respektującego zasługi i godność ludzką - - ponuro dyszy groźbami, wyraża dezaprobatę, ‘pokazuje żółtą kartkę’, z góry skreśla współpracę z twórcą Przedszkola, a także ze mną i p. Renatą Sęk, a równocześnie nie podaje żadnego uzasadnienia takich ocen, niczego nie wyjaśnia, a swoje grubiaństwo i impertynencję uzasadnia wyłącznie właśnie ‘zaleceniami’ biskupa.

Owe ‘sprzeczności’ w ‘protokole powizytacyjnym’, w rzeczywistości pozorne, niestety rzucają ponure światło na Biskupa i jego dwór, równocześnie obnażając żałosne załganie ks. Domirskiego. Nie trzeba studiować bowiem arystotelesowskiej logiki, by ustalić prawdziwy przepływ myśli, tych wyraźnych (explicite) i tych brakujących, ale niezbędnych do uzupełnienia logiki biskupiego dworu (implicite). W istocie bowiem w Protokole i 'zaleceniach' 1) explicite Biskup pochwalił ks. Polaka i bynajmniej nie napiętnował go 'czerwoną kartką' (zatem i); 2) implicite Biskup uznał żądania i zachowania proboszcza względem p. Wojeńskiej za właściwe i prawidłowe, ponieważ popierał finansowe roszczenia proboszcza względem Przedszkola (choć te musiały być skrywane w oficjalnych narracjach); 3) implicite Biskup potępił dyrektor Wojeńską, która zbyt powściągliwie rozwierała przedszkolną kasę przed 'potrzebującym' proboszczem; 4) explicite Biskup uznał potrzebę jej usunięcia i zastąpienia na stałe, każdorazowo, nowym proboszczem. To jest poważne wyjaśnienie owych ‘sprzeczności’ i wypadnie nam jeszcze do nich powrócić w związku z moralnym i prawnym rozrachunkiem ‘dokonań’ parafialno-kurialnych spiskowców. Jak więc szczere i co warte były ustalenia z 28 kwietnia, które przy powadze Biskupa potwierdzały obie strony (my i proboszcz)? Wszystkie postulaty z naszej strony zostały bez zwłoki i dokładnie spełnione. Z tamtej strony  - żaden... Niesłowny i bałamutny proboszcz – ‘ukarany’ zdjęciem z jego barków brzemion obowiązków parafialnych i wysłaniem go na cieszenie się swoją sutą ‘emeryturką’, a sprawiedliwa i słowna p. dyrektor, na trzy lata przed osiągnięciem wieku emerytalnego i (bardzo skromnej emerytury), za swój 7-letni trud, sukces edukacyjny i wspaniały wynik majątkowy – ‘nagrodzona’ ‘czerwoną kartką’ wyrzucenia z pracy.

Już powyższe rozważania wystarczą, by przestać poważnie myśleć o jakichkolwiek deklaracjach, wyjaśnieniach bądź obietnicach ks. Domirskiego. Nic w jego wypowiedziach nie było prawdą. Przyszedł z precyzyjnie uknutą intrygą zawartą w w/w czterech punktach. Mydleniem oczu było mówienie o „czerwonej kartce’ dla ks. Polaka, „żółta kartka” dla nas była w istocie ‘kartką czerwoną’, a chęć jego przejęcia przedszkolnego dyrektorstwa – w rzeczywistości chęcią przejęcia przedszkolnej kasy. I w tym świetle należy czytać całą niemoralną maskaradę, którą rozegra w dniu następnym, 4 lipca, oraz później, 6 lipca, by w akcie trzecim, w dniu 13 lipca, przeprowadzić inscenizację wypędzenia p. dyrektor Lucyny Wojeńskiej, czyli właściwą, docelową kulminację kurialnej intrygi...